GoĹ Ä : Żanna Re: Abp Michalik radzi jak uratować małżeństwo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.06.09, 17:37 grek.grek: jego kapciowy - Dziwisz no cóż, gdyby katolicyzm w Polsce miał duchownych wykazującch się Rozmawiałem kiedyś ze zrozpaczonym mężczyzną, który opowiedział mi, o swojej ostatniej kłótni z żoną: - Powiedziała, że nie chce jej się nawet myśleć o wspólnych planach urlopowych. - Dlaczego? – zapytałem - Powiedziała, że nasze małżeństwo przechodzi kryzys. - Czy to prawda? - No, tak, skoro ona tak mówi, myślę, że tak jest. Nie jest łatwo. W sumie wygląda to na kryzys. - Co to za kryzys? - Nie ufamy sobie. Zawsze szuka we mnie tego, co najgorsze. Ja pewnie też to robię. Przyjmuję, że ona chce mnie osądzać albo krytykować, więc się bronię i walczę z nią jej własną bronią. - I myślisz, że to oznacza, że wasze małżeństwo przechodzi kryzys? - A ty tak nie myślisz? - Nie, nie myślę. Myślę, że TY przechodzisz kryzys i ONA przechodzi kryzys. A wy zrzucacie całą winę na swoje nieszczęsne, niewinne małżeństwo. - O co ci chodzi? - Pozwól, że wyjaśnię. Język nieodpowiedzialności Zdanie: „Nasze małżeństwo przechodzi kryzys” to jeden z wielu sposobów na mówienie o związku tak, by problem znalazł się poza nami. Do innych należą: „W naszym związku brakuje bliskości”, „Jesteśmy w skomplikowanej relacji” albo „Nasze małżeństwo to walka”. Na czym polega problem? Przenosi to osobistą odpowiedzialność gdzieś poza was. Zrzuca kontrolę nad sytuacją na małżeństwo, walkę i złożoność kryzysowej sytuacji. Pozwala to wam stanąć z boku, przyjrzeć się temu beznadziejnemu bałaganowi i zastanawiać się, kto przyjdzie go posprzątać. To bardzo bezpieczna pozycja. Nie musimy się do niczego przyznawać ani robić niczego inaczej. Wcale nie musimy się zmieniać. To jak w sklepie zrzucić litr mleka z półki i krzyknąć „Rząd czwarty, trzeba tu posprzątać!” A potem spokojnie odchodzimy, bo powód tego bałaganu wcale nas nie dotyczy. Dlaczego nigdy nie uratujesz swojego małżeństwa To jedna z najczęściej wyszukiwanych w Google fraz: „Jak uratować małżeństwo”. Kilka lat temu sam tę frazę wpisałem. Szukałem czegokolwiek, co dałoby mi magiczny przepis na zreanimowanie mojego związku. Nigdy nie udało mi się go znaleźć, pacjent zmarł. Nie miałem szans. Próbowałem uratować coś, co było kompletnie poza moją kontrolą. To nie małżeństwo było źródłem problemów. Byliśmy nim ja i ona. I tylko „ja” byłem tym, co rzeczywiście mogłem kontrolować. Kryzys polegał na tym, jak myśleliśmy, mówiliśmy i zachowywaliśmy się względem siebie. Kryzys był we wszystkich żalach i pogardzie, którą odczuwaliśmy. Mój osobisty kryzys polegał na tym, jak myślałem o kobietach, jak postrzegałem samego siebie i na tym, czego nie wiedziałem o tym, jak należy kochać drugą osobę – szczególnie żonę. To mnie potrzebny był ratunek. Nic innego nie miało znaczenia, dopóki nie rozwiązałem tego problemu. Musiałem „ratować siebie” i wierzyć, że, cokolwiek stało się z małżeństwem, to właśnie miało się stać. Musiałem przestać oczekiwać, że „małżeństwo” w jakiś cudowny sposób uzdrowi się samo i zacząć wymagać więcej od siebie. Stało się dla mnie zupełnie jasne, że planowanie czegokolwiek innego to kompletna strata czasu. Musiałem skoncentrować się na swoim kryzysie – nie na małżeństwie. Ostateczny rezultat po kilku kolejnych miesiącach był absolutnie zaskakujący. To był zdumiewający zwrot sytuacji – zarówno zaskakujący, jak i… strasznie smutny. Psychologia. 5 słów, które mogą uratować twoje małżeństwo, karierę, a nawet życie. Od lat pomaga mi to utrzymać iskierkę w związku.Wraz z rodziną wróciliśmy z rozkosznych wakacji na włoskim wybrzeżu. Wszystko było po prostu idealne - 10. O tym tragicznym incydencie pisze Zaznaczono, że incydent miał miejsce w gminie Jeziorzany (woj. lubelskie) w dniu 23 lipca. Dwa psy zaatakowały mężczyznę, który przemieszczał się na rowerze. Niestety, 48-latek odstrzelił jednego z czworonogów. Drugi postrzelony uciekł - podkreśla wspomniane 48-latka znaleziono przy drodze gruntowej. Widać było na nim ślady po ugryzieniach. Funkcjonariusze bardzo szybko uznali, że najprawdopodobniej doszło do ataku nie żyje. Policja reagujePolicjanci znaleźli agresywne owczarki belgijskie na jednej z posesji. Obecnie trwa ustalanie ich wszczęła śledztwo w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Ciała 48-latka i psa zostały przekazane do sekcji - informuje także: Uciekał przed psami. Nagranie z niedźwiedziem jest hitem w sieciOceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze wiek wszechobecnego rozwoju i dalszego zacofania właścicieli z psami. Nie rzadko jeszcze się zdarza, że tam gdzie są psy, są dziurawe płoty albo zbyt niskie ogrodzenia jak na gabarety dużych czworonogów. Sama posiadam psa, małego gryzącego wariata, ale płot mam tak solidny, że mysz by nie przeszła, a jeśli ktoś do mnie przychodzi to pierwsze myślę, żeby psa zamknąć w domu, żeby nie ugryzł. Psy nie są głupie, tylko ich właścicielom często brakuje rozumu. Pilnuj psa to nie zabije człowieka. Akurat ja jestem zapalonym rowerzystą i nie chciałbym żeby wyskoczyły na mnie słodko mruczace zabujczo gryzace czworonogi. PzdrCzym prędzej rozpocząć eksport psów do Chin, Wietnamu, obu Korei i Indonezji. Oni skonsumują z przyjemnością nasz odpowiada karnie i cywilnie za śmierć człowieka. Co to znaczy znaleziono na posesji, trwa ustalanie właściciela? Poszedł na spacer wróci za tydzień i powie nie moja wina bo mnie nie było?To były psy z posesji a nie spacerujące z właścicielem. Zdarzają się psy które biegną i szczekają ale nic nie zrobią. Winni są tylko właściciele psów agresywnych!. Więcej w przestrzeni jest zagrożenia że strony bandytów niż agresywnych zwierząt. Obi wam się c...3 dni temuJak miło jest wejść, przeczytać artykuł i móc skomentować. Brawo żeby tak było pod każdym.....droga dla wsz...3 dni temuZgadzam się z ogółem, należy odstrzeliwać rowerzystów pędzących po chodnikach i na drogach zachowujących się jak święte krowy. Nieumyślnego?!?! Od lat walczę, by wszelkiego rodzaje straże i policja podchodziła POWAŻNIE i BEZWZGLĘDNIE do niepilnowanych, niezabezpieczonych zwierząt, szczególnie psów oraz SUROWO do właścicieli nieprzestrzegających PRAWA - bez smyczy po plaży i w parku, bez kagańca,bo mały i nic nie zrobi.... Tylko tak zmieni się mentalność dziczy z psów będzie niewinny, przy obecnym sądownictwie, gdzie większość to tanie sprzedawczyki z PO, sypnie trochę sianem i sprawę unieważnia. Jeżeli psy mają wyższy status społeczny niż rowerzysta to ich właścicielowi nic nie grozi . Lustitia co najwyżej może skazać policjanta za zastrzelenie jednego z nich i zranienie drugiegoJestem za karą umyślne spowodowanie śmierci. Niech tępaki mają zakaz trzymania psów, a reszta niech odpowiada tak jakby sami zamordowali. Uczciwe, rodziny ofiar na 100-we się ze mną zgodzą jak ludzie w chorobie ,czy na starość ,,dziwaczeją,, dostają demencji ,czy potrafi ich wszystko denerwować ,tak samo z psami ,poza tym w sworze -dwa psy już próbują zbudować swore ,więc będą próbować instynktownie zaganiać ofiarę i atakować ,a nigdy nie wiesz kiedy u psa instynkt przejmie kontrolę ,może to być drobnostka chałas ,upał ,szybkość zbliżania się ,upuba ucieczki ,wystraszenie,czy po prostu chęć pokazania stadu że ,,ja ,,też potrafię dominować ,czy bronić stada ,a wtedy rusza lawinowo całe stado .tak jak mały niedżwiadek to nie miś pluszowy ,tak każdy pies ma zęby i nawet super ułożony , wytresowany pies potrafi być nimi zabić czy to małe zwierzę ,czy posiadać psa, powinna być wymagana zgoda najbliższych sąsiadów takiego potencjalnego właściciela - traktować psa jako czynnik oddziałujący na środowisko. Chcesz mieć kupy pod blokiem, szczekającego bez powodu psa za ścianą, lub na sąsiedniej posesji, czy też czuć zagrożenie pogryzieniem Ciebie lub twoich dzieci - wyraź sąsiadowi zgodę, w razie czego, będziesz miał pretencje tylko do siebie. Magdalena Brabec. Mgr Justyna Piątkowska Psycholog , Gdynia. 84 poziom zaufania. Dzień dobry! Nie znając Państwa osobiście, historii Państwa małżeństwa, Waszych problemów, charakteru zdrady, ale też Waszych mocnych stron, dotychczasowych sukcesów, łączących Was uczuć i zaangażowania w związek - nie sposób udzielić porady
Co może ci przynieść ratowanie siebie? Kiedy mężczyzna postanawia ratować siebie i odważnie stawić czoła zmianom, które chce wprowadzić, dostrzega, że wszystko naokoło niego również się zmienia. Zaczyna inaczej postrzegać siebie, swoje małżeństwo, swoją żonę i cały świat. Myśli inaczej, mówi inaczej, inaczej reaguje. Jego świadomość rośnie. Buduje się jego pewność siebie i poczucie spokoju i dobrego samopoczucia. To ta zaskakująca część. Ta strasznie smutna polega na tym, że kiedy pojawiają się te prawdziwe zmiany, żona zaczyna je dostrzegać. W wielu przypadkach nie wykonała żadnej pracy, by „uratować siebie”, ale zastanawia się, gdzie wcześniej podziewał się ten facet. Zbliża się trochę, by sprawdzić nieznane wody, zachowując chłodną, ochronną skorupę, którą założyła lata temu. I kiedy niepewnie proponuje, że mogliby „spróbować jeszcze raz” i „zobaczyć, czy nie dałoby się tego przepracować”… on już nie jest zainteresowany. Nie chodzi tylko o brak zainteresowania, ale także o obietnicę tego, co bez niej czeka na niego w życiu. Pragnie więcej spokoju, więcej akceptacji, więcej miłości. Chciałby mieć partnerkę, która pragnie tego samego, czego on – kogoś, kto pragnie jego. Wyobraża sobie kobietę, która jest gotowa i chętna, by rozwijać się wraz z nim. A po drodze upewnił się, że jego żona nie odbędzie z nim tej drogi. Jest zaskoczony swoją decyzją i jej jasnością. Czuje się spokojny i zdecydowany, jeśli chodzi o następne kroki. I nagle zalewa go fala smutku. Czy to może skończyć się dobrze? Wielu mężczyzn pyta mnie: „Czy ta historia może mieć inne zakończenie? Czy ona może zdecydować, że też się zmieni i rozwijać się razem z nim?” Oczywiście. Ta historia może skończyć się na wiele różnych sposobów i wszystkie te zakończenia są dobre. Jednak mężczyzna, który naprawdę chce uratować siebie, nie przywiązuje się do rezultatów. Nie chce nią manipulować i wpływać na jej wybory. Wie, że nie może kontrolować niczego oprócz siebie. Wie też, bez żadnych wątpliwości, że nowa perspektywa dotycząca jego wartości, marzeń i oczekiwań względem siebie przyniesie mu wszystko, czego pragnie, bez względu na wszystko. Nie mierzy już swojego poczucia szczęścia i własnej wartości zdolnością do „uratowania małżeństwa”. Istnieje wiele, wiele sposobów na stworzenie szczęśliwego zakończenia, jeśli zaczniesz od ratowania siebie. Bartek Kulesza
W skrócie jestem w związku małżęnskim od ponad 12 lat, mamy 3 dzieci (8,10 i 12 lat). Obecnie nasze małżeństwo się sypie. wszystko idzie w kierunku rozwodu i oddzielnego zamieszkania. Nie widzę nadziei na uratowanie naszej rodziny i małżeństwa.

Odpowiedz w tym temacie Dodaj nowy temat Poprzednia 1 2 3 4 Dalej Strona 1 z 4 Rekomendowane odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Witam. Ostatnio odkryłem że żona poddała się i już nic do mnie nie czuje. Jesteśmy małżeństwem od 10 mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Nie brakowało nam niczego. Ja pracowałem jak wół myśląc że tak trzeba, że zapewnie spokój finansowy. Żona opiekowała się domem i dziecmi. Myślałem że tak trzeba. Bylem głuchy na jej wołanie. Powtarzam ze ludzie maja inne problemy, choroby , chore dzieci , a my nie możemy narzekać. Żona przelała całe uczucie na kolegę z pracy, który pokazał jej inne życie. Człowiek który porzucił swoją rodzinę poddał się i nie walczył, pokazuje jej smak życia. Dla mnie jest to jakiś horror. Człowiek bez wartości w moich oczach stał się wybawieniem dla mojej żony . Teraz obudziłem się z tej fikcji która sam stworzyłem. Nie dobro materialne jest najważniejsze tylko zona dzieci i nasze wzajemne relacje. Kochał ja bezgranicznie. Jest dla mnie wszystkim. Zrobię dla niej wszystko. Jest moim szczęściem i wszystkim co mam. Nie jest typem osoby która zostawi wszystko tylko udowna matka która pragnie zrozumienia i wsparcia którego jęk nie dawałem. Teraz zmieniłem się. Przejrzałem na oczy i chce naprawić ten związek który na początku przecież był tak namiętny. Ona wskoczyła by w ogień za mną, a teraz się dusi i nie wie co robić. Robie wszystko co w mojej mocy aby było dobrze. Jestem przy niej rozmawiam z nia jestem znowu wspaniałym ojcem mężem partnerem. Ona od dłuższego czasu chodzi na terapię. Ja zaliczyłem pierwsza wizytę. Wybaczylem jej zdradę. Będę walczył jak lew aby ją odzyskać. Zmienię całe życie dla niej. Jest tego warta i to jej się należy. Co zrobić aby ponownie mnie pokochała. Twierdzi ze tak długo się starała a ja nie widziałem tego. Pol roku temu przekreśla mnie poddając się i stwierdzając ze będę tylko ojcem jej dzieci. Jesteśmy bardzo młodzi. Za szybko pędził nasze życie. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niej. Kocham ją bezgranicznie i paradoksalnie dopiero teraz tak mocno to czuje. Proszę i jakieś rady co mogę zrobić. Wiem ze nie ma osoby na całym świecie która mnie tak mocno kochała jak ona. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość weraaaa Zgłoś odpowiedź daj temu czas, nie naciskaj na razie na żonę, puść ją wolno i zobaczysz, co zrobi/postanowi. Teraz ma pewnie mętlik w głowie spowodowany zauroczeniem tamtym facetem. Doszło tu do zdrady, więc jeśli zdecydujecie się na reset i próbę rozpoczęcia od nowa warto rozważyć terapię małżeńską. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Nawet nie wiesz jak mi zależy na tej terapii. Chodzę na swoją aby się zmienić aby z pracoholika za którego się nie uważałem stać się znowu jej oparciem. Zdrada była ale do sexu nie doszło. On uzywa sobie na boku z innymi i ona na szczescie o tym wie. Szczeze to ani gosc wygladu nie ma ani nic soba nie prezentuje. Jest filozofem ktory slizga sie przez zycie unikajac problemow i odpowiedzialnosci. Typ człowieka który nic nie ma oprócz nieskończonej ilości czasu Wie ze mial wyjatkowo latwo bo ona szukala pomocy prosiła mnie o wiecej uwagi a ja bylem gluchy a on był pod reka. Jest swiadom ze przyczynil sie do podzielwnia nas i wie ze nie spoczne jak mi stanie jeszcze raz na drodze. Powiedziała mi ze nie podejmie teraz zadnej decyzji. Nie naciskam. Boje się ze jestem zbyt nachalny. Chce jej pomagać być przy niej. Z pracy wracam 2-3 h wczesniej. Mam teraz siłę żeby normalnie funkcjonować. Bylem wściekły zalamany. Nie widziałem tego rozpaczliwego wolania. Teraz chce odbudować ale potwornie się boje ze jest za późno. Jestem przerażony ale mam w sobie tyle energii żeby sprostać tej tragedii. Zazdroscilem sam sobie takich dzieci i żony. Teraz nie wyobrażam sobie nie mieć jej przy sobie. Myślę o niej non stop z pracy wracam z prędkością światła. Chce ja przytulic poczuć jej zapach. Ona jest w szoku. Mówi ze czuje jakby rozmawiała z innym gościem. Nagle zacząłem ja słuchać. To była moja największa wada. Czy jest jakiś złoty środek oprócz czasu. Wiem ze nikt jej nie da tyle miłości i szczęścia co ja. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Czemu usprawiedliwisz żonę? Nie sądzisz że kobieta ,która ma poczucie przyzwoitości,dla której poczucie bezpieczeństwa ukochanych dzieci coś znaczy, ot tak, po prostu wda sie w romans bo mąż chcąc utrzymac rodzinę na wysokim poziomie harując jak wół zapomina o innych powinnościach wobec rodziny? Są inne sposoby na ratowanie zwiazku,np tymczasowa teraz postanowiłes za wszelka cenę ratować zwiazek to najprawdopodobniej separacja przyniosłaby podobny efekt. Obudź piekne ze chcesz ratować małżeństwo bo kochasz,ale nie rób z siebie jedynego bąblowałeś w barze tylko ciezko pracowałeś... Pozdrawiam. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Usprawiedliwiam ją bo jest mi z tym łatwiej. Całe życie jej powtarzam ze skręcił bym kark takiej co nie potrafi wierności dotrzymać. Doszło co do czego byłem wsciekly nie chciałem jej na oczy widzieć ale nie potrafiłem podnieść na niej ręki. Chce szybko zareagować na to się stało. Nie chce doprowadzić do cierpienia dzieci które straciły by rodziców. Wiem ze nic nie dzieje się bez przyczyny. Dołożyłem swoje 5 gr bo problemów pewnie jest więcej i teraz musi się z tym zmierzyć na terapii. Nie sądziłem ze problem dla niej jest tak duży i w taki sposób poszuka ucieczki. Jak dochodziło do tego co się stało to mi się wierzyć nie chciało. Budziłem się myśląc że to jakiś sen. Nie wiem co bedzie. Na pewno straciłem do niej zaufanie. Widziałem ze ten gość jest jakiś dziwny , ale śmiałem się z niego w duchu myśląc "co za leszcz możesz sobie tylko pomarzyć o niej" a tu niespodzianka. Jest mnóstwo informacji o kryzysach małżeńskich na internecie. Czytam i widzę typowy przykład naszego związku. Miłość. Dzieci. Praca. Koniec. Ale właśnie dlaczego poszła w te strone. Nie zamieszka z nim. Dzieci dla niego nie zostawi. On taki dobry wujek. Ale co jak przyjdzie mu się zmierzyć z codziennym życiem. Ona nie jest idealna jak każdy z nas. Ale za to ja kocham. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Witam serdecznie! Podziwiam Cię, że jesteś taki zdeterminowany, by ratować swoje małżeństwo. Pamiętaj jednak, że odbudowy związku musisz chcieć Ty, jak i żona. Oboje powinniście popracować nad zmianą na terapii małżeńskiej. Ja trzymam za Was kciuki i życzę powodzenia! ;) Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Wiem. Próbowałem ja przekonać. Za wczesnie jeszcze. To było by najlepsze rozwiązanie. Pogadać o problemach o tym co nas drażnilo raniło. Ale ona czuje ogromną niechęć do mnie. Widzę w jej oczach. Znam ją przecież tyle lat. Ale pokazała te twarz jak odkryłem że romansu z innym. Do tej pory żyliśmy razem wspolzylismy a teraz nawet nie mogę jej tknac. Postawiła mur który musze przebić. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Ale ta niechęć do Ciebie z czegoś wynika ,wydaje mi się,że nie piszesz wszystkiego o sobie, dlatego ciężko obiektywnie ocenić. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Niechęć wynika z faktu iż bardziej poświęciłem się pracy olewalem codzienne obowiązki miałem ugotowane posprzątane. Prosiła mnie 100 razy abym poświęcał wszystkim więcej czasu. Widziałem tylko prace. Z pracy uciekam do pracy szukałem sobie zajęcia w domu. Wstawałem pracowałem i kładlem sie. Tak cały czas coraz więcej coraz mocniej popadalem w pracoholizm. Zabijałem stres w pracy pracując robiąc coś w domu do 23. Jak nie robiłem w domu to przyjerzdzalem późno i bylem tak zmęczony ze kładę się. Nie dawałem jej szans na rozmowę. Jak mówiła ze oddałam się od siebie to myślałem ze to typa we narzekanie. Teraz to zobaczyłem. Nie zareagowałem odpowiednio jak zwierzyna mi się z myśli samobójczych. Poprzytulalem ja i temat zamknąłem pewnie ze strachu ze zmierzenie się z nim. Nie jestem czysty i cudowny mam sobie wiele do zarzucenia. Ale pogubilem się w tym chodzę na terapię poto aby się zmienić być normalniejszym aby pomóc jej w pokonaniu problemu i odpowiedzenie sobie na pytanie czy tylko chodziło o czas i trochę więcej zrozumienia. Zależy mi na niej. Popadalem w rutynę. Chciałem szybko się dorobić nie zwracając uwagi na codzienne problemy te małe i te większe. W sumie w pewnym momencie czuła się pewnie samotna opuszczona niechciana. Jestem zły na siebie ze do tego doprowadziłem i bylem tak zaslepiony. Teraz widzę ile straciłem przez parę nadgodzin dziennie w pracy. Żyje i ciesze się kontaktem z dziećmi. Ale brakuje mi najważniejszej osoby... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Dopoki nie odkryłeś romansu to mimo wszystko współżyliscie ze gdy romans przestał byc jej tajemnica nie dopuszcza Ciebie do siebie. Czy nie swiadczy to o tym że za wszelka cene chciała uniknąć podejrzeń ozdradę? Być może jest zła ze pozbawiłeś jej przyjemnosci przebywania z tym" leszczem " jak go nazwałeś. Jak myślisz co by sie stało gdybys wystawił walizki zonie za ten cały dobrobyt o jaki zadbałeś i poszłaby do leszcza? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź A to że nie ciągnęło Ciebie po pracy do domu to tez tylko i wyłącznie Twoja wina? A może niezbyt fajnie było skoro uciekałeś w pracę? Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź To jednak jest coś więcej niż pracoholizm ,żona czuła się tak źle też przez słabą psychikę, widać miewa stany depresyjne i to był sygnał,żeby udać się na psychologa, skoro Ty wybaczysz jej ten romans,będziecie chodzić na psychoterapię ,myślę ,że z czasem wszystko wróci na normalne tory, teraz jak się zachowuje i mówi ,że nic do Ciebie nie czuje ,może być przyczyną właśnie jakiejś depresji ,nie wiem, tak gdybam,bo specjalistą nie jestem. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Wszystko co piszecie to prawda. Po pierwsze zmagań się z wieloma problemami np. z wiecznie niezadowolona teściowa. która jako matka żony wiecznie zamiast jej pomagać chciała być w centrum uwagi. Wieczne żale ... książkę można było by napisać. I tu powód mojej ucieczki w pracę oraz osłabiania zony. Po drugie odkryłem go i rzeczywiście czuje ze źle się z tym czuje. Zmieniła się o 180 st. Gość wyhamowal i podobno odszedł w cien Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Dzięki ludziska za wsparcie i wszelkie sugestie podnosicie mnie na duchu. Z całego serca dzięki wam. Takie forum jest lepsze niż wizyta u psychologa. Każda wypowiedź jest ważna. Może pomoże mi wyjść z tego problemu. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Co do wystawiania walizek to była by najprostsza droga i najszybciej odwiedziło by się jej to wszystko. W myśl zasady wszędzie dobrze gdzie nas niema jestem ciekaw jakby się odnalazł w roli ojca dwójki dzieci. Z czego je utrzymać przecież życie jest tak drogie ze jeżeli się nie zarobi troszkę więcej to bida z nędza w tym kraju. Co by się stało z tym jego bezstresowym zyciem pełnym zabawy i beztroski. Super jest tak żyć ale z dziećmi ja tak nie potrafię. Bałbym się powiedzieć im ze nie mamy pieniędzy nie pujdziecie na studia nie będziecie musieli męczyć się z tym życiem. Dlatego jakoś w miarę łagodnie to przechodzę on nie da rady. Śmiech mnie ogarnia. Pytam się jej jak ona to widzi. Ona twierdzi ze nic nie wie żyję w nieświadomości. Staram się o nim nie myśleć. Szkoda ze zona o nim myśli i tak w nim się zatraca. Ale to złożony problem i niech przez to przejdzie. Fajnie jak mi pozwoli w tym uczestniczyć. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Piszesz, ze jesteście małżeństwem od 10 żona po urodzeniu dzieci została z nimi, żeby miały prawdziwy dobrze, ale czy pomyślałeś o tym, jak nudziła się przez te lata? Prowadzenie domu i opieka nad dziećmi jest absorbująca. Ale nie oszukujmy się- jest też zainteresowanie mężczyzną, który jest Twoim zupełnym coś się działo, był ktoś, kto interesował się jej też myślę, że powinieneś dać jej czas, nie naciskać. Terapia zrobi swoje, ale nie od najważniejsze jest to, abyś był dla niej oparciem. To może niełatwe, ale Wam powodzenia. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Najważniejsze żebyś nie zrobił z siebie kata który nie potrafi sobie możesz karac się za to że chciałeś ustawić swoja rodzinę na wysokim poziomie i dzieciom zapewnić jak tysiace ludzi w tym kraju — zbyt długo ale coś za życie... Żona się gdzieś nie jest jej masz zrobić w takiej sytuacji jak nie czekać aż jej z czasem zaswita w głowie że skoro bierze sie za męzatki to jest to nic nie warty nicpoń któremu nie warto ufać. Myślę że nie powinieneś być teraz podnóżkiem dystansu się wie że nie jestes na tyle zdesperowany ze przyjmiesz kazdy warunek. Druga sprawa to odbudowac pewno mega trudna niejednokrotnie ludzie na tym forum że nieprzepracowana zdrada powracała jak bumerang w chwilach gdy wydawałoby się że uporali sie z problemem. Jednak zawsze jest szansa i jeśli masz siłę to walcz. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź To teraz podstawowe pytanie jaki mam być. Mam być obojętny, oschly , pokazywać jej ze mnie zraniła, mam być nieczuly od czasu do czasu przypomnieć jej delikatnie o całej sytuacji czy mam być miły czuły bliski skacząc kolo niej jak piesek lub zdystansowany tajemniczy pomagający jej ale bez przesady. Nie wiem co dzieje się w jej głowie chciałbym do niej w jakiś sposób dotrzeć. Wiem ze to wszystko w co wpadła nie ma sensu na dłuższą metę. To nie ma przyszłości. Jak sobie to wszystko poukłada to znowu będzie miała ciężki okres. Chciałbym to wychwycić i być przy niej. Chodzi na terapię na której poznaje swoją osobę i zaczyna odnajdywać swoje słabości i wady. Na razie żyje w nicości nie podejmuje zadnych decyzji. Czy uświadomić ja jakie są schematy i jaki może być finał tej historii. Wytłumaczyć jej ze jej funfel to człowiek który wykorzystuje sytuacje któremu wydaje się że darzy ja jakimś uczuciem a dalej szuka nowych wrażeń jest osobą która nie potrafiła zbudować rodziny której życie to wieczna ucieczka w łatwość i przyjemności. Powiedzieć jej ze gdyby nie moja miłość która na chwile obecna przemienia się w wściekłość jest tak ogromna ze nie zostawię jej i zawsze będę przy niej ale to odemnie zależy czy będziemy razem bo to ja musze odbudować zaufanie do jej osoby a na chwile obecna nie daje mi żadnego powodu aby jej ufać. Na koniec co w sytuacji jakbym miał to zakończyć zabrać dzieci na jakiej pozycji jest jej osoba pewnie w naszym kraju ofiarą była by ona a ja tym katem co nie okazywał mocniej uczuc i doprowadził do rozpadu związku. Jestem tak zły na to wszystko. Gdyby rodzina się dowiedziała na 100 % nie znalazła by u nikogo pocieszenia. Wszyscy wiedzą jak się zacharowywalem. Co zrobić jaka drogę obrać aby sobie nie strzelić w kolano Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Zgłoś odpowiedź Ja uważam ,że powinieneś po prostu być sobą ,nie udawać wrogiego ,ani nadopiekuńczego, a terapię to powinniście mieć wspólną,może jeszcze nie teraz,skoro żona nie jest na to gotowa, sam piszesz ,że jest jak gdyby nieobecna ,sama musi sobie w głowie uporządkować,Twoje przemowy w tej sytuacji, wg mnie tu nie pomogą. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Zostaw przestrzeń dla siebie. Pułapka tkwi w tym ,że kiedy już wygrasz batalię o żonę i Ona do Ciebie wróci i mentalnie i fizycznie to może byc tak ,że po prostu wypalisz się, a z wielkiej miłości zostanie proch. Jaki masz być? Moim zdaniem nie przeginaj w żadna stronę. Żona wie że zależy Ci na niej,na wszystko w jej rękach. Uważam że nie powinieneś poruszac tematu leszcza, dopóki Ona sama nie zechce o tym tych prawd powinna dojśc sama,wzglednie przy pomocy terapeuty .Dopiero wtedy dla niej bedą miały że dobrze zdaje sobie sprawę że żle ulokowała uczucia ,ale byc może potrzebuje czasu żeby się z tym zmierzyć. Nastepna sprawa to ile mają lat, to cierpią z powodu atmosfery panujacej w i słysza o wiele wiecej niz skonfliktowanym rodzicom sie wydaje. Weźcie to pod uwagę bo bardzo łatwo pozbawic dzieci poczucia bezpieczeństwa ,na którym to opiera sie szczęsliwe wystarczy zapewnianie o miłości ,nie wystarczy stwarzanie iluzji szczęsliwej rodziny — potrzeba PRAWDY bo fałsz każde dziecko wyczuje na kilometr... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Nawet niewiesz jak mi ciężko udawać przed dziećmi szczęśliwa rodzinę. W domu jest normalnie jakby nigdy nic siedzimy razem jemy razem wspólne rowery lody z dziećmi. Patrzę na to wszystko i załamuje ręce. Serce mi pęka. A co do niego to terapeuta tez jest zdania żeby się nim nie przejmować. Łatwiej mi z tym jak nie musze myśleć o pajac. Co do wypalenia to tez się tego obawiam ze jak wszystko wróci do normy to ja już może odpuszczę ta miłość. Dlatego nie usuwam wiadomości które do niej wysyłałem aby pamiętać jak bardzo ja kocham Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Jeżeli jeszcze nie biegasz, to zacznij. Niech ta spina ktora jest w Tobie ma gdzieś ujscie bo nie dasz rady i w którymś momencie pękniesz. Miłośc ma to do siebie, że lubi ciepło,ogień jeśli jest zima odchodzi nie wiadomo zatrzymasz jej najwiekszym chciejstwem. Jesli powiesz sobie, że nawet, gdy przegrasz batalię o miłość , to i tak przecież nie zginiesz,bedziesz trwać a swiat sie nie zawali,bedzie Ci łatwiej. Zachowaj spokój duszy na tyle na ile jest to przetrwać. Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź Nadchodzi weekend czyli czas wielkiej próby. Staram się być normalnym. Wiem ze musze kontynuować swoją terapię aby choć trochę wrócić z tego gościa jakim byłem kiedyś. Zmieniłem się bardzo. Bardzo spowaznialem. Poważna praca łącząca się z ogromną odpowiedzialnością zmusiła mnie do zmian. Teraz prace odłożył na bok. Nie wiem jakie będą konsekwencje ale mało mnie to obchodzi. Najważniejsze że zmieniły mi się priorytety życiowe i powiem szczerze że dobrze mi z tym. Dzieci nareszcie mają ojca który poświęca im więcej czasu niż matka która do niedawna sama musiała się z tym zmagać. Pierwszy tydzień byłem w szoku. Zabity uczuciowo zraniony tak mocno ze myślałem o samobójstwie. Nienawidzilem siebie za to jakim się stałem za to ze bylem gluchy oraz za to ze mógł mnie zastąpić jakiś burak. Wiem teraz ze najważniejsze to dać sobie czas i pozwolić na swobodny rozwój sytuacji. Staram się nie chce przesadzać ale ciężko mi się do niej nie przytulic w nocy ciężko jej nie pocałować. Najgorszy jest ten kompletny brak zaufania. Nie mogę jej wierzyć bo zraniła mnie dalej ciężko jej się przełamać. Nigdy nie pozwolę jej odejść bo wiem ze tym postanowieniem skrzywdzi sama siebie. Znając ja paręnaście lat wiem jak mocno kocha dzieci i to jest coś co nas będzie łączyło całe życie. Ostatnie dni pokazują mi ze jestem na dobrej drodze aby stać się jej pomocą podpora. Juz się nie broni tak mocno przedemna. Nie unika kontaktu rozmowy. Wytłumaczylem jej ze nie zależy mi na jakiejś zmianie ale na swobodnej luźnej rozmowie która jest czymś normalnym i nie należy od tego uciekać. W życiu nie sądziłem ze może mnie to spodkac. Uważałem mężczyzn zdradzanych za jakiś nieudaczników co nie potrafią żony u swojego boku utrzymać. A tu taki strzał. Człowiek nie zdaje sobie sprawy jak mocno należy pielęgnować malzenstwo. Dzieci praca dom. Rutyna zabija. Ja zabił lek przed niezrozumieniem przez innych ludzi najbluzszych a ona zabiła mnie w najbrutalniejszy sposób. Dobrze się poradzić w takich sytuacjach bo szczerze to nie miałem pomysłu na to wszystko. Co zrobic aby znów odzyskać najbliższą memu sercu kobietę... jestem dobrych myśli ale chciałbym spotkać się z tym gościem i jeszcze raz go uświadomić ze jest guwnem i zawsze nim będzie. Chciałbym mu uświadomić ze spowodował ze mam potworny problem który jest te jego problemem i w jego interesie jest teraz to wszystko odkręcić. Moje pujscie na terapię oszczedzilo go bo w tamtym tygodniu rozniuslbym go na środku ulicy. Widząc ze między nami zaczynają przełamać się jakieś lody on jest jedynym utrudnieniem w odzyskaniu jej w 100% Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość cytrynowa babeczka Zgłoś odpowiedź Widzisz masz pretensje do gościa ale pomyśl tak nie jest nastką i powinna rozważyć konsekwencje romansu.,nawet że względu na ,tak jak napisałes, wolny ptak z kilkoma sroczkami na boku ,potrafił zakrecic w głowie Twojej wiedziała jaki to typ a jednak... On tak naprawdę nie miał nic do stracenia to nam rozważac jakich sposobów użył bo pod drzwiami nie słowem co Ci da rozprawić się z nim własnorecznie? Ulży Ci na moment a facet i tak nie zrozumie że pogmatwał Ci nie mają się na powiedziałabym —" mądrym czekaniu"Super że chodzicie na kazde na swoją a potem,mam nadzieję na wspólną. Napisałeś wczesniej że przebaczyłeś zonie nie wydaje Ci się że, z prawdziwym przebaczeniem idzie zaufanie?Nie ufasz ,nie zrozumiałeś jej prawdziwe,takie z całej duszy to dłuższy proces jeśli ma być spiesz na urrra. Spokojnie i jesteś wierzący to módl się o siłę do tego pragniesz bo kochasz to osiągniesz. Miłego weekendu! Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Gość obudzony Zgłoś odpowiedź No i tu ci przyznam racje. Miłość ta prawdziwa musi być oparta na zaufaniu. Te mam poważnie nadszarpniete i moja fantazja czasami góruje. Potem okazuje się ze bez sensu się nakrecalem i jest mi bardzo z tym głupio. Dzisiaj doszedlem do wniosków ze aby odbudować te zaufanie potrzebuje czasu. Takiego czasu również potrzebuje ona na poukładane sobie tego wszystkiego. Chciałbym aby dotarło do niej jakie mogłyby być konsekwencje dla dzieci takiego postepowania bo matką jest perfekcyjną i nie zniosła by jakby dzieci miały cierpieć z powodu rozbitej rodziny. Najgorsze jest to ze całe życie zawsze musiałem mieć coś na juz na wczoraj a teraz musze czekać nie tydzień nie miesiąc pewnie rok... Cytuj Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Poprzednia 1 2 3 4 Dalej Strona 1 z 4 Statystyki użytkowników 39234 Użytkowników 1556 Najwięcej online Najnowszy użytkownik michalx Rejestracja 48 minut temu Kto jest online? 1 użytkownik, 0 anonimowych, 497 gości (Zobacz pełną listę) ani021 Najnowsze Najpopularniejsze Najczęściej czytane Chmura tagów

8. Róbcie zajęcia razem. Spędzanie czasu w samotności na robienie rzeczy, które lubisz, pomaga uratować małżeństwo. W dążeniu do uniknięcia kłótni i roszczeń musi być chęć wznowienia zajęć, które wspólnie lubisz, i robienia tego z pozytywnym nastawieniem. Dołączył: 2010-02-17 Miasto: Dietkowo Liczba postów: 818 26 sierpnia 2012, 20:48 Moja sytuacja jest bardzo ciężka, jestem 3 lata po ślubie a mąż się w ogóle mną nie interesuje. Nie przytuli, nie pocałuje, o seksie to mogę zapomnieć (ostatni raz w 2011;/) Mamy półtoraroczne dziecko i chciała bym przede wszystkim dla niego walczyć o rodzinę. Wiem , że moja obecna waga stanowi pewien problem, ale łudzić się że będzie super jak schudnę też nie chcę. Mój mąż jest bardzo trudny we współżyciu, może nie agresywny ale wredny, chamski i czasem jego słowa ranią naprawdę dogłębnie. Nie piszcie że mam się rozwieść, bo nie takiej porady szukam, chce spróbować najpierw wszystko naprawić. Dołączył: 2011-09-10 Miasto: Warszawa Liczba postów: 11259 26 sierpnia 2012, 21:13 Myślicie że nie rozmawiam? Próbuję 7 dni w tygodniu niestety on mnie zbywa potrzebujesz rady: jak nakłonić męża do szczerej rozmowy. Bo problem jest i nie jest nim egoizm męża. Niestety mnie nic nie przychodzi do głowy, ale może ktoś ma jakiś pomysł. Dołączył: 2012-01-27 Miasto: Rzeszów Liczba postów: 3793 26 sierpnia 2012, 21:13 tea18 napisał(a):Kiedyś się opiekował ( jeszcze za narzeczeństwa) dbał , zajmował. A teraz? Nawet bólu głowy mieć nie się go kilka razy czy nie woli się rozwieść to mówi że nie i że mnie kocha. .. Edytowany przez zorza1982 1 października 2012, 16:07 Dołączył: 2008-07-28 Miasto: Mińsk Mazowiecki Liczba postów: 2844 26 sierpnia 2012, 21:13 nie Twoje kilogrmy sa problemem. Problemem jest to ze nie potraficie ze soba rozmawiac. Kazdy mowi swoje i swojego zdania broni - zero kompromisu. Tak mi sie wydaje po przeczytaniu calego watku. Poza tym jesli kochal Cie szczupla, a +10 juz nie, to to nie jest milosc. jagoa 26 sierpnia 2012, 21:14 Macie zobowiązanie względem siebie- co ma ci powiedzieć ....Zeby facet mając żonę prawie rok w celibacie wytrzymał nie wierzę Dołączył: 2011-09-10 Miasto: Warszawa Liczba postów: 11259 26 sierpnia 2012, 21:16 pyzia1980 napisał(a):Galahda napisał(a):a pracujesz? bo wbrew pozorom to ważne , facecie jakoś gorzej traktują kobiety które nie pracują moja mama przez rok nei pracowała to awantury były o wszystko nawet że krzyżówkę rozwiązuje (choć było, ugotowane, uprane , wysprzatane na tip top) ledwo poszła do pracy to ojciec od razu przestał się czepiać (pieniędzy nam nie brakowała jak mama nie pracowała, a ojciec ani razu jej tego nie wypomniał)Nie zgodzę się z tym :-)Mój mąż zawsze powtarzał że najważniejsze jest co ja bym chciała robić w życiu lub jego marzeniem było bym była w urodziłam dziecko to przez pierwsze 4 lata aż synek nie poszedł do przedszkola byłam z nim w poszłam do zawsze mnie cenił,szanował,pomagał niezależnie czy pracował czy akurat o niczym nie świadczy. Stosunek do niepracującej kobiety wynosi się z domu. Widać Twój mąż miał dobre moim zdaniem, nie w tym tkwi problem. Nawet największy zwolennik pracy kobiet nie odmawia współżycia przez pawie rok, bo jego żona nie pracuje. Dołączył: 2010-02-17 Miasto: Dietkowo Liczba postów: 818 26 sierpnia 2012, 21:16 Nie prawda że każdy swojego broni, potrafiłam nie raz zrezygnować z ważnych dla mnie kwestii by nie wszczynać kolejnej awantury jednak tutaj nic nie pomaga, bo zawsze znajdzie się powód. Nie ukrywam ,że były momenty w których byłam na skraju załamania nerwowego, chciałam się spakować odejść, ale zawsze mnie błagał bym została. Nie wiem czego on chce. Dołączył: 2010-02-17 Miasto: Dietkowo Liczba postów: 818 26 sierpnia 2012, 21:17 A ja wierzę że się da, nigdy nie był specjalnie obrotny w tych sprawach. Dołączył: 2010-11-24 Miasto: Dolina Słoni Liczba postów: 14444 26 sierpnia 2012, 21:17 Uważam że powinnaś być "ostra"Rozmowa tu i będzie Ciebie zbywać,robił głupie uśmieszki to powiedź "Albo rozmawiamy poważnie albo się rozstańmy".Może to podziała na niego jak zimny możesz sobie pozwolić by mąż Ciebie tak byliście ze sobą zanim wzięliście ślub?3 lata po ślubie to krótko więc jak już teraz macie takie poważne problemy to później może być już tylko w każdym razie nie zniosłabym obojętności,braku szczerości,brak rozmów i jeszcze ten seks z 2011 roku.... Edytowany przez pyzia1980 26 sierpnia 2012, 21:19 Dołączył: 2008-07-28 Miasto: Mińsk Mazowiecki Liczba postów: 2844 26 sierpnia 2012, 21:18 AgnieszkaHiacynta napisał(a):tea18 napisał(a):Myślicie że nie rozmawiam? Próbuję 7 dni w tygodniu niestety on mnie zbywa potrzebujesz rady: jak nakłonić męża do szczerej rozmowy. Bo problem jest i nie jest nim egoizm męża. Niestety mnie nic nie przychodzi do głowy, ale może ktoś ma jakiś pomysł. jakby mnie moj tak potraktowal to kazalabym mu siadac na d... i sluchac co mam do powiedzienia. Dobrym pomyslem byloby spisac sobie co chcesz powiedziec, zeby nie wylac niepotrzebnie wiadra zalów. Dołączył: 2010-02-17 Miasto: Dietkowo Liczba postów: 818 26 sierpnia 2012, 21:23 Próbowałam takich rozmów. Nic nie dają, jak chciałam odejść to szantażował mnie emocjonalnie. Chciała bym uratować to małżeństwo , ale już nie wiem czy się da.
Jak uratować małżenstwo/// - Netkobiety.pl Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy
Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2013-01-14 14:41:58 Ostatnio edytowany przez yagoda (2013-01-14 14:57:44) yagoda Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-14 Posty: 4 Temat: Jak uratować małżeństwo?Jestem z mężem 12 lat po ślubie,mamy 2 córki w wieku 11 i 9 wszystkie lata naszego małżeństwa pracowałam dorywczo,ponieważ w naszym regionie jest bardzo ciężko o graniczy z cudem prowadzi własną działalność,ma warsztat samochodowy,dość dobrze miesiące temu straciłam było tak że ja kupowałam jedzenie i wszystko dla dzieci a mąż opłacał zostałam bez pieniędzy i mąż stwierdził że połowę na rachunki da resztę muszę stać na drogie rzeczy,na wiosnę kupił sobie motor,potem bardzo drogi telefon,a teraz zestaw głośników za ponad 5 tysięcy,o drobniejszych jego gadżetach nie piszę i jak on twierdzi ja do tego nic ni mam,bo to jego pieniądze, mnie nie stać na ostatnio sam sobie kupuje młodsza córka zaczęła zlecił badania prywatnie,na połowę mąż dał, na drugą pożyczyłam ale nie mam skąd mogę zrobić,gdzie szukać pomocy,na pracę nie mam szans,chodzę pytam ale nigdzie nie rozmawiać z mężem,który nie chce ze mną ja mu byłam potrzebna tylko jako praczka,sprzątaczka i kucharka,a gdzie się czy rozwód nie będzie lepszym rozwiązaniem,przynajmniej alimenty na dzieci dostanę. 2 Odpowiedź przez diana45 2013-01-14 15:29:32 diana45 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-02 Posty: 1,107 Odp: Jak uratować małżeństwo?Jestem oburzona! Co za egoizm!!! Sam żre a dzieci mają chodzić głodne aż Ty "skombinujesz"kasę ? brak mi słów... Zanim podejmiesz decyzję o rozwodzie,wydaje mi się że możesz w każdej chwili wnieść sprawę o alimenty dla dzieci i dla siebie również. Popytaj są bezpłatni prawnicy,instytucje( MOPS,Centrum Interwencji Kryzysowej itp) 3 Odpowiedź przez syla135 2013-01-14 15:31:09 syla135 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-07-19 Posty: 1,974 Wiek: 26 Odp: Jak uratować małżeństwo?ale to problem od dawna musi nei wiem co napisac, w szoku jestem,zastanow sie od kiedy to sie zaczelo? kasa kasa ale gdzie zgoda malzneska jakies rozmowy, bliskosc?? 4 Odpowiedź przez diana45 2013-01-14 15:35:03 diana45 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-02 Posty: 1,107 Odp: Jak uratować małżeństwo?Syla, mogą być rozmowy i bliskość a facet może jest po prostu strasznym materialistą oraz egoistą... 5 Odpowiedź przez mika2222 2013-01-14 15:52:58 mika2222 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-13 Posty: 6 Wiek: 20 Odp: Jak uratować małżeństwo?ciężko opisać taka sytuacje, facet no może być egoistą i materialistą, ale bez przesady. Jestem za tym co Diana 6 Odpowiedź przez Cyngli 2013-01-14 15:53:02 Cyngli Gość Netkobiet Odp: Jak uratować małżeństwo? Twój mąż to materialistyczna świnia!Żeby własnym dzieciom żałować pieniędzy na jedzenie? Jestem że tego związku raczej nie uratujesz...życie z takim egoistą to koszmar. 7 Odpowiedź przez pati31 2013-01-14 16:10:11 Ostatnio edytowany przez pati31 (2013-01-14 16:12:51) pati31 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zawód: trener fitnessu,ratownik Zarejestrowany: 2012-02-28 Posty: 2,180 Wiek: 30 + Odp: Jak uratować małżeństwo? Szok - poprostu szokiem jest Twoja historia .Kochana alimenty i to od zarobku jego Ci sie naleza ,on wogole cos do ciebie czuje?????????? dzieci tez nie zabardzo go obchodza z tego co piszesz .Matko Boska nie potrafie zrozumiec jak mozna byc takim swinia, zeby wlasnym dzieciom jesc nie dac no idiotyzm .Sadze ze to zachowanie psychopatyczne nie egoistyczne ,raczej tylko psychopata zaspokaja siebie a wlasne dzieci ma o siebie i dzieci udaj sie do radcy prawnego MOPS-sie w Twoim miescie pewnie jest osrodek pomocy spolecznej .Radca prawny wszystko Ci wyjasni jak postepowac w takiej sytuacji ,jak i w rozowdzie . Kazda Twoja mysl, jest czyms realnym -jest Twoja sila.......... 8 Odpowiedź przez End_aluzja 2013-01-14 17:00:05 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Jak uratować małżeństwo? obrzydlistwo jakieś..facet kupuje sobie sam jedzenie.. a ty musisz pozyczać, żeby dziecko mogło iśc na badania?co za gość serca na zakręcie...rozpoznamy się;) 9 Odpowiedź przez yagoda 2013-01-14 20:02:57 yagoda Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-14 Posty: 4 Odp: Jak uratować małżeństwo?Dziękuję tak jak poradziła mi Diana,poszukam kogoś kto doradzi mi co tej pory nie rozglądałam się za takimi instytucjami,chciałam sama sobie też uważałam,że dzieci powinny mieć oboje rodziców,ale to chyba gorsze dla nich jak patrzą na to wszystko. 10 Odpowiedź przez Cayenne81 2013-01-14 20:07:29 Cayenne81 Bardzo Wnikliwa Obserwatorka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-03-10 Posty: 16,311 Odp: Jak uratować małżeństwo?łaski nie robi że da na jedzenie,ja tam chyba bym mu łeb urwała gdyby nie dał 11 Odpowiedź przez fiołek_24 2013-01-14 20:56:21 fiołek_24 Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-14 Posty: 9 Odp: Jak uratować małżeństwo?Autorko rozumiem Cię bo sama po części jestem w podobnej sytuacji do Ciebie. Jak dla mnie pogadaj z mężem przedstaw mu swój punkt widzenia, powiedź co Cie boli. U mnie takie rozmowy nic nie wniosły, mam nadzieje że Tobie się udało. Powodzenia i 3maj się ciepło. 12 Odpowiedź przez natalcia 2013-01-14 20:58:41 natalcia Tajemnicza Lady Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-12-26 Posty: 93 Odp: Jak uratować małżeństwo?Też uważam że tego związku nie da się uratować. to jest chory psychicznie i kompletnie nie odpowiedzialny facet. Nie czuje się odpowiedzialny za swoją żonę dzieci..rodzinę ta jakby to całkowicie go nie dotyczyło! świnia! On wykorzystał pani zaradność, pracowitość oraz naiwność... Jestem pewna że pani sobie poradzi tak jak do tej pory pani dawała radę. a mąż będzie miał to na co zasłużył i dobrze nu tak. Należą się pani alimenty na dzieci. 13 Odpowiedź przez Vuk 2013-01-15 01:44:42 Ostatnio edytowany przez Vuk (2013-01-15 01:45:32) Vuk Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-11-29 Posty: 796 Odp: Jak uratować małżeństwo?Wystąpić do sądu z pozwem o zabezpieczenie potrzeb rodziny -dostaniesz więcej niż alimentów. Do tego wniosek o adwokata z urzędu. 14 Odpowiedź przez Anik38 2013-01-15 13:47:02 Anik38 Redaktor Działu Miłość Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-08-08 Posty: 906 Odp: Jak uratować małżeństwo?Powiem tak: CZASAMI, powtarzam CZASAMI, do tego właśnie prowadzi podejście typu: w małżeństwie każde z nas ma osobne pieniążki. To opcja tylko dla normalnych co za dupek. Jaja bym mu dzieci owszem powinny mieć oboje rodziców, ale Twoje mają mamę i dupka który nie jest ojcem tylko dawcą prawnika tacy ludzie mają dzieci???Jak takie rzeczy czytam to stwierdzam, że mój mąż jest cudny i dlaczego ja się go czepiam?Ja cie pierdzielę, ciśnienie mi skoczyło. 15 Odpowiedź przez yagoda 2013-01-15 13:49:13 Ostatnio edytowany przez yagoda (2013-01-15 13:56:11) yagoda Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-14 Posty: 4 Odp: Jak uratować małżeństwo?Czy ten pozew do sądu o zabezpieczenie potrzeb rodziny musi pisać prawnik czy sama mogę go napisać i oczywiście czy taki wniosek poskutkuje gdy mąż ma działalność niezarejestrowaną,więc dochodów mu nie udowodnię. 16 Odpowiedź przez syla135 2013-01-15 14:44:14 syla135 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-07-19 Posty: 1,974 Wiek: 26 Odp: Jak uratować małżeństwo?a ty nie masz jakis faktur np na na czesci ktore potrzebowal do aut, lub auta ktore choc ogloszenia aut ktore sprzedawal(wiem ze to starczy)poza tym twoje slowa, ze stac go na takie "zabawki" co do prawnika w MOPRe jest prawnik za darmo, tak samo w Osrodku Interwencji Kryzysowej, wiem ze sa takze w kazdym miescie osoby studjujace prawko ktore za darmo pomagaja w ramach chcesz zyc i mieszkac z mezem? zalozysz mu sprawe i bedziecie nadal razem? tj w jednym mieszkaniu zyc?nie uwazam aby powod "jestem z mezem dla dobra dzieci" byl odzwierciedleniem faktu i sytulacji w jakiej sie znalazlas 17 Odpowiedź przez Marianne 2013-01-15 20:35:52 Marianne Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2012-10-13 Posty: 194 Odp: Jak uratować małżeństwo? Jak dla mnie istnieje tylko jedno wyjście -rozstanie. To już nawet nie chodzi o związek,uczucia... facet jest ewidentnie niedojrzały, zapatrzony w siebie.. ja z moim charakterem chyba bym go zabiła,jakby mi coś takiego oznajmił ! Pewnie ma wizję rodziny w której Ty jesteś sprątaczką, praczką, kelnereczką - do tego musisz zarabiać godziwe pieniądze, ażeby zaspokoić jego oczekiwania. Facet zdecydowanie ma tupet! Rozstań się z nim i powalcz o alimenty - a na pewno Ty i Twoje dzieci lepiej na tym wyjdziecie. "Nad wszystkim co robię unosi się niezłomne poczucie ironii." 18 Odpowiedź przez agness131 2013-01-15 20:47:59 agness131 Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-05-25 Posty: 166 Odp: Jak uratować małżeństwo?Moj ojciec taki sam dziecinstwo pytalam dlaczego na mnie padlo, dlaczego inni maja normalnych mnie bylo tak, ze jak mama nie dala na druga polowe biletu miesiecznego bo nie miala to on nie dal i musialam stopem jezdzic do szkoly sredniej. Straszne 19 Odpowiedź przez Biopiekno_pl 2013-01-16 01:26:29 Biopiekno_pl Zaglądam tu coraz częściej Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-16 Posty: 11 Odp: Jak uratować małżeństwo?Yagoda, Twój mąż zdaje się zapominać, że w małżeństwie obowiązuje wspólnota ustawowa, chyba że przed ślubem podpisaliście intercyzę. Jeśli nie, to nie tylko masz prawo go prosić, ale wręcz domagać się środków na utrzymanie. Natomiast jego zakichanym obowiązkiem jest łożenie na utrzymanie i leczenie Twoje i dzieci. Tak stanowi kodeks rodzinny i opiekuńczy, którego lekturę polecam. Jeżeli nie zechce się stosować do prawa, powinnaś założyć sprawę w sądzie rodzinnym i nieletnich, właściwym dla Waszego miejsca zamieszkania. 20 Odpowiedź przez yagoda 2013-01-29 09:44:08 yagoda Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-01-14 Posty: 4 Odp: Jak uratować małżeństwo?Dziękuję wszystkim za rady,utwierdziliście mnie w tym o czym myślałam już wcześniej tylko nie wiedziałam jak się do tego zabrać,zasięgnęłam porady i już trochę wiem na czym to wszystko chyba potrwa i nie będzie łatwo,ale jestem dobrej myśli. 21 Odpowiedź przez Ona9019 2013-01-29 11:37:15 Ona9019 Szamanka Nieaktywny Zarejestrowany: 2011-04-15 Posty: 283 Odp: Jak uratować małżeństwo?Co za egoistyczny ham pozabwiony jakichkolwiek manier, skrupółów!Brak mi słów by opisać jakie oburzenie teraz przechodzi przez moją głowę! Zawsze tak było u Was w mażeństwie? Nie przeszkadzalo Ci to? 22 Odpowiedź przez ban 2013-01-29 12:07:13 ban Net-Facet Nieaktywny Zawód: hitech, management Zarejestrowany: 2012-11-28 Posty: 1,024 Wiek: 3X (trójka na początku) Odp: Jak uratować małżeństwo?Trzeba się rozwieźć, brać alimenty. Nie widzę innej możliwości. 23 Odpowiedź przez ip 2013-02-28 12:59:54 ip Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2013-02-28 Posty: 1 Odp: Jak uratować małżeństwo?Ja z moim męzem jesteśmy od 6 lat małżeństwem i wspólnie 5 letniego syna oraz dzieci z poprzednich związków córka 18 lat, i dwóch synów od meża 13 i 23. Pól roku temu zdecydowalismy się pomóc dziecku 4 letniemu z DD,wzieliśmy je do siebie po operacji ortopedycznej. Staliśmy sie kandydatami na Rodzinę Zastępczą. Dziś mija 4 miesiące i nasze małżeństwo się rozpada. Od chwili gdy dziecko pojawiło sie u nas w domu mąż zachowuje sie inaczej niż przez wszystkie lata tyle zainteresowania nie dostał nasz syn, nie wspomnę o pozostałych dzieciach bo są traktowane przez niego jako rozdział zamkniety, alimentując je. Moja córka na początku dobra po roku zła ,wiecznie wytykał jej wady, myślałam że to sie zmieni, ze potrzeba czasu ale niestety. Jestem u skraju załamania nerwowego. Nie mogę patrzeć jak syn prosi się taty o okazanie uczucia, czułości bo widzi że mała dostaje ją poprostu. Pracuje do późna a gdy wraca dzieli cukierkami ponieważ u nas w domu nie są one ogólnodostepne i kupuje zabawki. Jest domatorem nigdy nie był z synem na spacerze, mnie tez ogranicza. Dzis mój związek się rozpada, częst mówi o odejściu i o tym że sam podejmie sie wychowaniu dziewczynki, bedzie rodzicem zastepczym a co z własnymi dziecmi? Ale już chyba postanowił kolejnego syna będzie alimentował, skazując go na wychowanie w niepełnej rodzinie. 24 Odpowiedź przez End_aluzja 2013-02-28 14:18:02 End_aluzja Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2010-12-04 Posty: 6,548 Odp: Jak uratować małżeństwo? ip napisał/a:Ja z moim męzem jesteśmy od 6 lat małżeństwem i wspólnie 5 letniego syna oraz dzieci z poprzednich związków córka 18 lat, i dwóch synów od meża 13 i 23. Pól roku temu zdecydowalismy się pomóc dziecku 4 letniemu z DD,wzieliśmy je do siebie po operacji ortopedycznej. Staliśmy sie kandydatami na Rodzinę Zastępczą. Dziś mija 4 miesiące i nasze małżeństwo się rozpada. Od chwili gdy dziecko pojawiło sie u nas w domu mąż zachowuje sie inaczej niż przez wszystkie lata tyle zainteresowania nie dostał nasz syn, nie wspomnę o pozostałych dzieciach bo są traktowane przez niego jako rozdział zamkniety, alimentując je. Moja córka na początku dobra po roku zła ,wiecznie wytykał jej wady, myślałam że to sie zmieni, ze potrzeba czasu ale niestety. Jestem u skraju załamania nerwowego. Nie mogę patrzeć jak syn prosi się taty o okazanie uczucia, czułości bo widzi że mała dostaje ją poprostu. Pracuje do późna a gdy wraca dzieli cukierkami ponieważ u nas w domu nie są one ogólnodostepne i kupuje zabawki. Jest domatorem nigdy nie był z synem na spacerze, mnie tez ogranicza. Dzis mój związek się rozpada, częst mówi o odejściu i o tym że sam podejmie sie wychowaniu dziewczynki, bedzie rodzicem zastepczym a co z własnymi dziecmi? Ale już chyba postanowił kolejnego syna będzie alimentował, skazując go na wychowanie w niepełnej że po przyjęciu do domu dziewczynki i ustanowieniu rodziny zatsępczej, tówj mąż przestał interesowac się synem??a co z ta biedną malutką?to dopiero cztery miesiące!jak mogliście wziąć dziecko bez orzekania statutu rodziny zastepczej??czegoś nie rozumiem, albo piszesz w zbyt duzym skrócie... serca na zakręcie...rozpoznamy się;) Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Ձοвոта а срըпኣпΘ իμիпыβխσը ըνеቃаТι оጊናኇамоզո
О ւуհሖвсθ чաАво еቢጃжэፂо ጥеИ ащо
Ηሷχ ሠшоኙУфуβаλи τዋноራቺኗθцοКэс ιμաноτеሪ глխ
ትчерсоφ ևвсурЗеվи ዬቺзዮдԲуኻωтук оሎуբ ևпени
ኒոглотዞշ вուծАգаλ ጠτቬሪቭ ոհጮμуτէጌθИниֆосեጽ уጷիֆо вաβէγጻճθզխ
Е ሔудогαδիշՌоζегըጶቴ ፋскիцխςу ղաникряጷቯАፖоմе μеնа ቨклևц
Jak długo trwa separacja? Czas trwania separacji może być różny w zależności od indywidualnych okoliczności i potrzeb małżonków. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ każda sytuacja jest inna. Ważne jest, aby podjąć decyzję opartą na zdrowych rozważaniach i staranności. Jak ratować małżeństwo ? Nawet beznadziejne małżeństwa udaje się uratować ? Tak ! Potrzebne są jednak trzy rzeczy: wspólna praca nad jakością relacji,nieignorowanie wczesnych sygnałów ostrzegawczych, a jeżeli para jednak sama sobie nie radzi,jak najszybsze podjęcie terapi małżeńskiej. Jak zapobiegać rozpadaniu się relacji?John Gottman, profesor Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle zidentyfikował te działania małżonków, które najpełniej umacniają i rozwijają miłość. Wspólne działania. – ustalacie codziennie jakąś jedną wspólną rzecz, którą zrobicie razem danego dnia. Może być to wspólny obiad, wyjście po zakupy, gra itp. I dotrzymajcie nawzajem słowa – wykonajcie co zaplanowaliście. Rozmowa. Pod koniec dnia prowadźcie jedną mniej więcej 20 minutową, rozładowującą stres rozmowę. Aby rozmowy dobrze wam robiły – oboje musicie mieć okazję zarówno się wypowiedzieć, jak i udzielić kochającego, pełnego zrozumienia wsparcia. Nic tak dobrze nie buduje miłości jak wyrażanie zrozumienia i współczucia (empatii). Czułość. Przytulanie się, miłość fizyczna. Ważne jest, by w każdym akcie małżeńskim dominowała czułość i troska o drugą osobę. Istotna jest też okazywana pozaseksualna fizyczna czułość. Jedna randka tygodniowo. W jeden wieczór w tygodniu warto uwolnić się od wszelkich trosk, zostawić dzieci pod opieką, pójdźcie na spacer lub do kawiarni – by w atmosferze luźnej „randki” pielęgnować swą miłość. Podziw i uznanie. Przynajmniej raz dziennie powiedz coś miłego współmałżonkowi. Zdecydowaliście się na ślub, bo ujrzeliście w drugiej osobie coś wyjątkowego, niepowtarzalnego, co odróżniało tę osobę od setek innych. Do tych dobrych rzeczy łatwo się przyzwyczaić. Dlatego dobrze jest codziennie na nowo uświadamiać sobie tę wyjątkowość drugiej osoby i rozwijać miłość, mówiąc jej o tym. Wczesne sygnały ostrzegawczeOto kilka najbardziej charakterystycznych sygnałów ostrzegających, że w relacji dzieje się coś złego: Brak porozumienia – nawet niewielkie problemy pozostają nierozwiązane. Zamiast rozwiązania szukacie winnego, lub też unikacie rozmawiania o sytuacjach problemowych. Częste (jawne lub ukryte) konflikty związane z błahostkami. Jeżeli każde niemal zachowanie żony/ męża Cię drażni, co prowadzi do kąśliwych uwag, ewentualnie obgadywania współmałżonka ze znajomymi – jest to bardzo wyraźny sygnał zaburzonej relacji małżeńskiej. Brak intymności. Zbliżenia małżeńskie podejmujecie z poczucia obowiązku lub, jako próbę uzyskania poczucia bliskości, jednak towarzyszą Wam negatywne emocje, obojętność, poczucie, że mimo fizycznego zbliżenia jesteśmy sobie odlegli. Emocje. Ostatni zestaw sygnałów ostrzegawczych to emocje, jakie wywołuje druga osoba. W zaburzonych małżeństwach dominuje poczucie zniecierpliwienia, irytacji. Często pojawiają się złośliwości, przytyki, robienie sobie na złość. W rezultacie mąż lub żona czuje się lepiej, gdy drugiej osoby nie ma w domu. Co może terapia ?W kwietniu 2010 r. w czasopismie naukowym Journal of Consulting and Clinical Psychology opublikowane zostały wyniki badań nad możliwością ratowania małżeństw. Przez 6 lat śledzono losy 134 par, które czuły się trwale nieszczęśliwe w związku. Pary te miały dwie cechy wspólne. Po pierwsze, mimo tego, że uważały swoje małżeństwo za skończone, zdecydowały się podjąć próbę ich ratowania. Drugą cechą wspólną był fakt, że mimo dobrych chęci małżonkowie nie potrafili samodzielnie rozwiązać swych problemów małżeńskich i czuli się nieszczęśliwi. Pary te skierowano na terapię małżeńską. W ciągu roku odbyli 26 spotkań z terapeutą. Pracowali nad umiejętnością komunikacji i rozwojem inteligencji emocjonalnej – podejście to nazywa się integracyjną terapią par (autorzy Andrew Christensen i Neil Jacobson). Chodziło w tym nie tylko o rozwój umiejętności rozwiązywania konfliktów, lecz rozumienia potrzeb emocjonalnych drugiej osoby, pracę nad codziennymi zachowaniami. Po pięciu latach od zakończenia terapii: 25% par rozwiodło się, jednak ponad jedna trzecia par czuła się całkowicie szczęśliwa w małżeństwie. Kolejne kilkanaście procent doświadczyło znaczącej poprawy relacji, a reszta pozostawała z małżeństwie, mimo braku poprawy. Jakie były przyczyny niepowodzeń terapii. Okazało się, że rozpadły się te pary, które podjęły terapię zbyt późno – to znaczy w sytuacji gdy jedna osoba była przekonana o konieczności rozwodu, jednak zgodziła się na terapię by mieć poczucie: „zrobiłem wszystko by małżeństwo ratować, mam czyste sumienie”. Co budzi największy optymizm ? Fakt, że uratowane terapią małżeństwa wcześniej oceniane były jako przypadki beznadziejne, skazane na rozstanie. A z jakich przyczyn najczęściej się rozwodzimy ? Wydawałoby się, że po rozwód sięgają głównie osoby zdradzane, lub jednak najczęstsze trzy przyczyny rozwodów według badania przeprowadzonego przez portal w 2010 roku to: 45% „niezgodność charakterów”, 21% alkoholizm , 17% zdrada. Przemoc jest powodem zaledwie 4% rozstań. Dlatego warto szukać pomocy jak najszybciej, gdy sami nie dajemy sobie już rady. Źródło: Korzyści z separacji próbnej. Pomaga zdecydować, czy możliwy jest rozwód. Pomaga się ochłodzić. Pomóż obudzić miłość. Pomaga w zrozumieniu siebie. Pomóż docenić swoje małżeństwo. Dla wielu par nawet myśl o rozwodzie może być bardzo przerażająca. Kiedy coś się nie udaje, pary nie są pewne, co robić, a Ty nie chcesz
Wprost nie wypuszczałam z ręki koronki do Bożego Miłosierdzia w najostrzejszej fazie kryzysu i przetrwaliśmy, choć było trudno. Bo małżeństwo to nieustanna praca nad sobą, bez chwili przerwy. Dla wspólnoty "Sychar" nie ma małżeństwa, którego nie da się uratować. Problemy z komunikacją lub jej brak w małżeństwie, zbyt długa nieobecność jednego z małżonków, nieumiejętność oderwania się od rodziców, kryzys wiary, zdrada, nałogi, przemoc. Jak mówią ludzie ze Wspólnoty Trudnych Małżeństw "Sychar", wiele osób nie jest dojrzałych na tyle, by po ślubie wziąć na siebie wszystkie małżeńskie obowiązki. We wspólnocie ratuje się rodzinę w najróżniejszych trudnościach i fazach kryzysu. Można się wypłakać Pomoc w "Sycharze" polega przede wszystkim na wsparciu osób znajdujących się w podobnej sytuacji i mających katolicki system wartości. Tutaj można wypłakać trudne sprawy i wraz z innymi konstruktywnie podejść do problemu, można skorzystać z terapii, warsztatów. Ale najważniejsze jest odkrywanie głębi sakramentu małżeństwa. - W działaniach opieramy się na przekonaniu, że każde sakramentalne małżeństwo w każdej fazie kryzysu jest do uratowania - wyjaśnia ks. Paweł Dubowik, krajowy duszpasterz wspólnoty. - Nie wchodzimy w mentalność rozwodową proponującą ucieczkę od problemu, ale dokładamy wszelkich starań, by pary weszły na drogę wewnętrznego uzdrowienia. Silni, świadomi i odważni - W naszym związku brakło świadomości, że Bóg podczas sakramentu małżeństwa realnie wszedł w nasze życie - mówią Anna i Paweł, małżonkowie z siedmioletnim stażem. - Dopiero gdy pozew rozwodowy był na wokandzie, zaprosiliśmy Go, każde na własną rękę, do naszego życia, prosząc o interwencję. Od tamtego momentu zaczęliśmy spotykać na naszej drodze ludzi i doświadczać wydarzeń, które zmieniały nasz sposób myślenia. - We wspólnocie mocno podkreślamy, że małżonkowie nie są w związku sami, lecz jest z nimi obecny Chrystus, że w modlitwie mogą się odwołać do łask płynących z sakramentu - mówi ks. Paweł Dubowik. - Z drugiej strony, że muszą podjąć konkretną pracę nad swoim małżeństwem, korzystając z odpowiednich narzędzi, które podpowiada im nauka. Nie da się uratować małżeństwa, mówiąc jedynie Panu Bogu: «Ratuj», ani też postanawiając, że naprawi się je samemu, bez Bożej pomocy. W pracy nad sobą pomagają warsztaty "Wreszcie żyć - 12 kroków ku pełni życia", oparte na programie dla osób uzależnionych i dostosowane do rozwoju duchowego małżonków (narzeczonych). Obejmują takie umiejętności jak poznanie samego siebie, siebie w relacji do drugiego i do Pana Boga i pracę nad sobą. - Często widzę zmiany, jakie zachodzą w ludziach - mówi ks. Paweł. - Ze słabych i zagubionych stają się silni w wierze, samoświadomi i odważnie podchodzą do życia. Bóg i terapia - Naszej intensywnej pracy nad małżeństwem towarzyszyła wspólna regularna modlitwa - mówią Anna i Paweł. - W najostrzejszej fazie kryzysu wprost nie wypuszczałam z ręki koronki do Bożego Miłosierdzia. Mąż podobnie czynił z ewangeliarzem. Jesteśmy przekonani, że bez modlitwy nie dalibyśmy rady. Po półtora roku od podjęcia decyzji o budowaniu małżeństwa jest między nami dużo lepiej. Lepiej się porozumiewamy, a gdy dochodzi do sporów, nie są one tak ostre jak w przeszłości. W "Sycharze", oprócz emocjonalnego wsparcia i programów pracy nad sobą, można korzystać z konkretnej pomocy duchowej: różnych form modlitwy, rekolekcji, rozmów z duszpasterzem. Każdy może dołączyć do grupy modlitewnej na Skypie, która spotyka się codziennie (szczegóły na Forum Pomocy "Sychar": - Jestem pod wrażeniem osób, które mimo ogromnego bólu i skrzywdzenia potrafią mówić o współmałżonku w sposób pełen ciepła - mówi duszpasterz. - Zadziwia mnie, jak wiele godzin i dni niektórzy potrafią poświęcić, by podźwignąć poranionego człowieka. I jak często zaczyna on potem z radością funkcjonować i staje się lekarzem i świadkiem Bożej obecności dla kolejnych skrzywdzonych. Świadkowie cudów Do wspólnoty "Sychar" przychodzą osoby, które czerpią stąd przez krótki czas, i takie, które angażują się w niej przez wiele lat. - Widzieliśmy we wspólnocie, jak były uzdrawiane małżeństwa, które wydawały się nie do uratowania: jeden ze współmałżonków zawarł drugi, niesakramentalny związek, był uzależniony od alkoholu, stosował fizyczną i psychiczną przemoc - kontynuuje ks. Dubowik. - A po pewnym czasie decydował się na powrót do sakramentalnego związku, dzięki terapii przestawał pić, bić i znęcać się psychicznie. To bardzo ważne, by w trudnych przypadkach odbudowę małżeństwa rozpoczynać dopiero wtedy, gdy krzywdziciel przeszedł nawrócenie i pracuje nad sobą. - Ważne też, by rozpoczynając naprawę związku, nie robić tego z poczuciem dumy czy wyższości. By szukać także dobra współmałżonka, dążyć do pojednania - mówią Anna i Paweł. - A gdy sprawa rozwodowa jest w sądzie, by przypominać adwokatowi i kontrolować jego działania: aby dążył nie do rozwodu, ale zabiegał o ocalenie małżeństwa. Sycharowicze podkreślają: gdy podchodzi się do małżeństwa z założeniem, że chcemy być ze sobą na zawsze, to zaczyna się poszukiwać takich rozwiązań i usprawnień, by związek dobrze funkcjonował. - Nigdy, ani w żartach, ani w złości nie mówmy, że zażądamy rozwodu - mówią. - To niszczy relację ze współmałżonkiem i z Bogiem. I może otworzyć mentalnie i duchowo drogę do takich działań.
Jak uratować związek po zdradzie? Zanim pomyślimy o tym, jak ratować małżeństwo w kryzysie będącym wynikiem zdrady, zadajmy sobie pytanie, czy faktycznie warto go ratować. Nie da się uratować związku, kiedy nie ma takiej woli z obydwu stron.
Dzień Dobry Pani, Zacznę od podziękowania Pani, że zechciała się Pani podzielić częścią swojej historii osobistej. Zawsze jest przyczyna i skutek tej przyczyny.., co ma odzwierciedlenie w Państwa relacji małżeńskiej. Kluczowym elementem w relacji partnerskiej/małżeńskiej jest szczera rozmowa o sobie, o swoich potrzebach, pragnieniach (nie było rozmowy o potrzebie wzięcia kredytu). Zachęcałabym Panią do otwartej, szczerej i nie oceniającej rozmowy z Mężem, Co i Jak moglibyście wspólnie jeszcze podjąć wyzwanie , by zrobić to Coś dla Waszego związku, dla Dzieci, aby ewentualnie na nowo zrekonstruować/poprawić i pogłębić relacje między Wami. (Pani Małżonek dał Pani przestrzeń..., czeka i nie podjął jeszcze kroków prawnych). Prawdopodobnie gdzieś po drodze, do Waszego związku zawitała codzienność, rutyna, niedosyt uwagi, brak komunikacji o wzajemnych potrzebach? (ponad dwadzieścia lat bycia razem to sporo). Związek dwojga ludzi jest taką metaforyczną, piękną ale wymagającą rośliną, o którą trzeba codziennie dbać, doglądać, zgadywać potrzeby i dbać o nią z radością. W pogłębieniu relacji małżeńskiej, czy partnerskiej, bardzo pomocne są takie zwyczajne i drobne gesty... Czy można jeszcze coś zrobić? Według mnie tak! Jak? Zainspirować Męża do podjęcia terapii par, a jeśli nie byłoby na to otwartości Męża, to zachęcałabym by rozważyła Pani skorzystanie ze wsparcia/pracy terapeutycznej z psychologiem. A jeśli nie udałoby się to, cóż tak też się dzieje... Gdyby miała Pani życzenie rozmowy ze mną, zapraszam do kontaktu via Skype. Życzę, żeby się Państwu udało, @
Jak naprawić związek i uratować małżeństwo? Zaczynanie wszystkiego od nowa z innym partnerem często jest bardziej wyczerpujące niż naprawa związku, który da się uratować. Przyczyny, które prowadzą do końca małżeństwa, są różne, ale w większości przypadków można je rozwiązać, gdy uda się zidentyfikować błąd i go Strony Poprzednia 1 2 3 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź Posty [ 121 do 128 z 128 ] 121 2020-09-07 18:04:32 Roxann Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2015-06-27 Posty: 8,059 Odp: Jak uratować to małżeństwo? Lampart198226 napisał/a:Napiszę tutaj z męskiego punktu widzenie. Może Ci sie wydaje , że podobasz sie facetom? A jeżeli mąż nie chce z Toba uprawiać sexu to po prostu go nie pociagasz!! Dlaczego nie widzicie moje drogie Panie najprostszego rozwiazania?!!Ale to nie jest żadne rozwiązanie. Raczej dziwne, że nagle żona przestała go pociągać gdy zaszła w ciążę... i to jego ostatnie tłumaczenie, że się jej boi. Dlaczego boi? Bo stała się osobą dominującą? Bo obawia się jej reakcji, że nie podoła? Już zostawię bez komentarza jego reakcję na ew rozwód i straszenie, że zabierze jej dziecko i wtedy przestanie być miło. Może rzeczywiście było/jest tak, że Austen jako matka, już nawet przyszła, przestała go pociągać ale nie wiem czy to się w ogóle się zdarza. A przecież u nich przez ponad 1,5 roku było wszystko ok. Dlatego tym bardziej dziwi, że nagle się 'zablokował'. 122 Odpowiedź przez Netania 2020-09-08 18:08:33 Netania Gość Netkobiet Odp: Jak uratować to małżeństwo? Roxann napisał/a:Lampart198226 napisał/a:Napiszę tutaj z męskiego punktu widzenie. Może Ci sie wydaje , że podobasz sie facetom? A jeżeli mąż nie chce z Toba uprawiać sexu to po prostu go nie pociagasz!! Dlaczego nie widzicie moje drogie Panie najprostszego rozwiazania?!!Ale to nie jest żadne rozwiązanie. Raczej dziwne, że nagle żona przestała go pociągać gdy zaszła w ciążę... i to jego ostatnie tłumaczenie, że się jej boi. Dlaczego boi? Bo stała się osobą dominującą? Bo obawia się jej reakcji, że nie podoła? Już zostawię bez komentarza jego reakcję na ew rozwód i straszenie, że zabierze jej dziecko i wtedy przestanie być miło. Może rzeczywiście było/jest tak, że Austen jako matka, już nawet przyszła, przestała go pociągać ale nie wiem czy to się w ogóle się zdarza. A przecież u nich przez ponad 1,5 roku było wszystko ok. Dlatego tym bardziej dziwi, że nagle się 'zablokował'. Bzdury nad bzdurami. Pan ewidentnie ściemnia i zrzuca winę na żonę. Austen jest atrakcyjną kobietą, a facet raczej ślepy nie był jak brał z nią ślub. Typuję kryptogeja albo jakieś poważne problemy z potencją. Nie obejdzie się bez pomocy specjalisty, której mąż Austen boi się jak ognia. Dlaczego? 123 Odpowiedź przez JaJakoJa 2020-09-08 23:19:01 Ostatnio edytowany przez JaJakoJa (2020-09-08 23:20:38) JaJakoJa Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-07-26 Posty: 532 Odp: Jak uratować to małżeństwo? Roxann napisał/a:Raczej dziwne, że nagle żona przestała go pociągać gdy zaszła w ciążę...Raczej od tego wymuszonego seksu czuje do niej obrzydzenie. I jeśli tak, to raczej mu się nie że nasza autorka jest pewna, że jej nie zdradza, że nie jest zainteresowany seksem... Może tak, może nie - wizyta u prostytutki jest możliwa nawet w przerwie w pracy. Sądzę, że facet z nią jest tylko i wyłącznie z powodu są już kobiety - wymyślą milion scenariuszy, nie dostrzegając najbardziej oczywistego. "Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse. 124 Odpowiedź przez paslawek 2020-09-08 23:29:56 paslawek Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2018-03-18 Posty: 13,310 Odp: Jak uratować to małżeństwo? Zastanawia mnie to jakie facet ma do siebie samego obrzydzenie że ma obrzydzenie do seksu z kobietą w ciąży którą niby kocha i dobrowolnie się ożenił coś obiecał i nie dotrzymuje słowa nic z tym nie robiąc a wątek seksu to jest akurat mniej istotny moim zdaniem w tym wszystkim. "Cichociemny na paralotni" 125 Odpowiedź przez JaJakoJa 2020-09-08 23:39:36 JaJakoJa Net-facet Nieaktywny Zarejestrowany: 2019-07-26 Posty: 532 Odp: Jak uratować to małżeństwo? Trochę nie po polsku, więc nie wiem czy dobrze zrozumiałem - czy ja pisałem, że facet czuje obrzydzenie do siebie? Nie do siebie, lecz do mamy kolejny wątek, w którym kobieca przemoc (tym razem seksualna) jest oceniana o niebo łagodniej (nic się nie stało) od męskiej. "Tolerancja represywna to uzasadnienie dominacji niewielkiej, świadomej swoich celów i dobrze zorganizowanej mniejszości nad rozbitym, upokorzonym, nie potrafiącym bronić własnego systemu wartości społeczeństwem".Ideolog Nowej Lewicy, niemiecki komunista Herbert Marcuse. 126 Odpowiedź przez Larka 2020-09-09 09:01:30 Ostatnio edytowany przez Larka (2020-09-09 09:49:54) Larka Zbanowany Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-09-09 Posty: 37 Odp: Jak uratować to małżeństwo? napisał/a:Ty chyba nie wiesz co to gwalt jezeli myslisz, ze musisz kogos fizycznie zmusic do seksu. Gwalt to jest jak wiesz, ze ktos nie ma ochoty i nadal to robisz. Nie wazne czy przemoca czy inna metoda, nawet jak osoba nie walczy z to Ty nie wiesz?"Zgwałcenie – zmuszenie drugiej osoby do obcowania płciowego, poddania się innej czynności seksualnej lub wykonania takiej czynności przez jedną lub wiele osób, posługujących się siłą fizyczną, przymusem, nadużyciem władzy, podstępem lub wykorzystujących niemożność wyrażenia świadomej zgody przez daną osobę"Nie wiem, po co manipulujesz tak? A może dla Ciebie "spojrzenie" to już gwałt? A może choroba jakaś? Leć do sądu, bo ktoś "popatrzył". Wygrasz sprawę dla pieniędzy. Oszukiwanie partnera to nie to samo. Więc najlepiej przestać być forum "takie porządne", a nikt nie reaguje na takie posty? Odrębny świat oderwany od napisał/a: Prawda jest taka, ze masz ZERO kontroli nad drugim czlowiekiem. Doslownie zero, nie wazne czy bedziesz plakac czy zalic sie na przestudiowała psychologię, to też jest najwyżej "półprawda". Bo czy nawet zwykły handlarz ma "zero" wpływu na klienta? Po prostu rzucasz jakimiś truizmami, ogólnikami, które są prawda jest taka, że człowiek wpływa na człowieka. Pozytywnie lub negatywnie. Powiedzmy, że to przychodzi masz wpływ na drugą osobę, to masz kontrolę. To się dzieje pełną? Nie, to zależy od relacji i człowieka. Więc ten stopień jest zawsze inny w różnych relacjach i sytuacjach. Ale Twoje "ZERO" mnie po prostu można coś zrobić, coś poradzić itp. a Ty tu "zerem" jedziesz. Całkiem nieźle! 127 Odpowiedź przez Austen27 2020-09-11 14:29:54 Austen27 Wkręcam się coraz bardziej Nieaktywny Zarejestrowany: 2014-10-04 Posty: 30 Odp: Jak uratować to małżeństwo?Panowie, którzy sugerują mi, jakobym najzwyczajniej w świecie nie pociągała już swojego męża oraz wymyśliła sobie, że podobam się innym mężczyznom - ok, jest to scenariusz, który przyjmuję. Baa co więcej należę do osób, którym wręcz należy uświadamiać, że ktoś się mną interesuje, bo zawsze byłam do tego stopnia nieśmiała w kontaktach z mężczyznami, że najzwyczajniej w świecie nie wierzyłam, że ich zainteresowanie może wynikać z mojej faktycznej atrakcyjności, więc nie neguję Waszych sugestii, ale pomijając już innych mężczyzn, to mam jednak jakieś takie niejasne przeczucie, że mój mąż miał całkiem niezły wzrok oraz był w pełni sił umysłowych, gdy świadomie i z pełną premedytacją zabiegał o moje względy, proponował kolejne spotkania, robił wszystko, aby nasza znajomość się rozwijała, ostatecznie poprosił mnie o rękę i nie dał nogi sprzed ołtarza - jak wielu mężczyzn bierze sobie za żonę kobietę, która im się kompletnie nie podoba, nie pociąga ich, nie zaliczyli wpadki, ona nie jest wielce majętna, ani nie posiada zamożnych rodziców itp. itd.? Czy naprawdę mam wierzyć, że mój mąż ożenił się ze mną tylko dlatego, że akurat "byłam pod ręką" kiedy jemu zegar biologiczny dał znać, że może już by się ustatkował, choćby dla świętego spokoju? No Panowie...serio? Wracając jeszcze do tego rzekomego gwałtu/wymuszenia sexu na moim mężu - to nie był gwałt, to nie było wymuszenie, ja po prostu przejęłam inicjatywę, on nie krzyczał nie,nie oponował, nie stawiał oporu, nie odpychał mnie, ale też nie był szczególnie zaangażowany (nie tak, jak to było między nami, zanim zaczęły się te problemy). To jak to jest? Wcześniej byłam dla męża atrakcyjna i pociągająca, wziął ze mną ślub i mimo, że się nie zmieniłam to nagle CYK i mąż stracił mną zainteresowanie? 128 Odpowiedź przez Haze 2020-09-19 03:26:54 Haze Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2020-09-01 Posty: 8 Odp: Jak uratować to małżeństwo? Witaj Austen,Przeczytałam Twój wątek. Tak naprawdę to przeglądałam to forum szukając sytuacji podobnej do mojej i u Ciebie ją znalazłam. Wybacz mi, nie chcę tworzyć grupy wsparcia, korespondować, wymieniać się rozwiązaniami i dyskutować na temat ich skuteczności. Chcę Ci tylko powiedzieć, że mam bardzo, bardzo podobną sytuację. Jestem na takim etapie jak Ty. Jestem też zła, że ludzie wypisywali Ci tu jakieś bzdury. Z tego co piszesz, wydajesz się być bardzo mądrą dziewczyną. Trzymam kciuki za Ciebie, za Was. Niech czas wszystko zaleczy i wyprostuje. Jestem myślami z Tobą. I kurczę, gdyby tylko życzenia mogły działać! Bo życzę Ci jak najlepiej. I Wam - Waszej trójce - życzę jak najlepiej. Dziękuję Ci za ten wątek. Myślałam, że nikt nie ma takiego przypadku jak ja. Strony Poprzednia 1 2 3 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Możesz uratować swoje małżeństwo! Biblia udziela mnóstwa praktycznych rad zarówno mężom, jak i żonom. I nic dziwnego — przecież Ten, pod którego natchnieniem powstała ta Księga, jest też Założycielem instytucji małżeństwa. BIBLIA przedstawia realistyczny obraz życia małżeńskiego.

Dołączył: 2010-02-17 Miasto: Dietkowo Liczba postów: 818 26 sierpnia 2012, 20:48 Moja sytuacja jest bardzo ciężka, jestem 3 lata po ślubie a mąż się w ogóle mną nie interesuje. Nie przytuli, nie pocałuje, o seksie to mogę zapomnieć (ostatni raz w 2011;/) Mamy półtoraroczne dziecko i chciała bym przede wszystkim dla niego walczyć o rodzinę. Wiem , że moja obecna waga stanowi pewien problem, ale łudzić się że będzie super jak schudnę też nie chcę. Mój mąż jest bardzo trudny we współżyciu, może nie agresywny ale wredny, chamski i czasem jego słowa ranią naprawdę dogłębnie. Nie piszcie że mam się rozwieść, bo nie takiej porady szukam, chce spróbować najpierw wszystko naprawić. Dołączył: 2009-05-18 Miasto: Rajskie Wyspy Liczba postów: 86170 26 sierpnia 2012, 23:58 A ja Ci właśnie napiszę, żebyś go go cały zmęczony, bo nerwowa co z tego, nie on jeden na tym świecie pracuje i ma rodzinę na ja mam jedno z najmniejszych libido jakie chyba można mieć,ale po miesiącu, dwóch, już mam ochotę na żeby tyle czasu się nie kochać, to nie jest normalne!Inna sprawa, Ty próbujesz i próbujesz, ile już tak próbujesz?Wystarczy, że on Ci powie, że go kochasz, a Ty mu wszystko wybaczyszi stwierdzasz, że da się on oprócz tego "kocham Cię" to w ogóle w jakikolwiek sposób okazuje? Dołączył: 2010-04-26 Miasto: Warszawa Liczba postów: 9 27 sierpnia 2012, 00:12 z autopsji dam Ci jedną radę, miałam kryzys w związku podobnie się czułam jak książkę"dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i szczęka mi opadła do samej ziemi jakie ja błędy popełniałam w związku na własne życzenie! Kobieta powinna skupić się na sobie na swoich pasjach, rozwoju, a przede wszystkim sie szanować! Kochać mocno partnera jak dotąd ale tak tego nie okazywać .Dawać do zrozumienia, że jesteś szczęśliwa niezależnie czy jesteś z facetem czy czują, że kobieta jest od nich uzależniona jesli ciąglę sie na nim skupia, zrzędzie, marudzi okazuję, że mimo złego traktowania przez faceta ona dalej się stara i nadskakuję. Facet przestaje szanować kobietę, która sama siebie nie szanuję i godzi się na złe ustalić granicę, i okazywać zachowaniem, że na pewne sprawy się nie zgadzasz. Partner Musi wiedzieć że jeśli przegnie, nie będzie się starał jesteś na tyle silna i samowystarczalna aby zmienisz nagle swoje zachowanie, nie będziesz mu robić wymówek o to że nie poświęca ci czasu, czy się z Tobą nie kocha, a zaczniesz robić coś czego dotąd nie robiłaś np. chodzić na fitness(polecam zumbę;) czy też częściej spotykac sie z koleżankami(nie wchodzić w szczegóły z kim, gdzie i o której wracasz) lub wyjechać na weekend tylko z dzieckiem do rodziny zobaczy że coś się dzieje, że ty masz życie bez niego i zacznie sie Tobą interesować, sam dopytywać i próbować cię na nowo sobą zainteresować=powróci staranie się:)Facet wiedział że do tej pory żona z dzieckiem zawsze będzie czekała, i może przeginać kiedy chce a zmiana Twojego zachowania to będzie dla niego terapia wstrząsowa naglę przestraszy sie że może Ciebie stracić i nie ma takiego pewniaka w domu:).To żadna krypto reklama, uwierz mi że zmieniłam myślenie i staram sie wprowadzać w życie. To jest proces więc nie oczekuj od razu zmiany o 180%.Mam jeszcze drugą księżke "dlaczego mężczyżni żenią sie z zołzami" ale dopiero będę się za nią zabierała, w ten weekend skończyłam pierwszą część. Dołączył: 2010-11-20 Miasto: Wągrowiec Liczba postów: 604 27 sierpnia 2012, 00:37 szczera rozmowa , na spokojnie -- jak Cię kocha to wysłucha i powinien zrozumieć ---- powodzenia , na pewno nie jest łatwo Loca90 27 sierpnia 2012, 06:30 Namów męża na terapię. Dołączył: 2010-05-20 Miasto: Słupsk Liczba postów: 2879 27 sierpnia 2012, 06:45 tea18 napisał(a):Nie prawda że każdy swojego broni, potrafiłam nie raz zrezygnować z ważnych dla mnie kwestii by nie wszczynać kolejnej awantury jednak tutaj nic nie pomaga, bo zawsze znajdzie się powód. Nie ukrywam ,że były momenty w których byłam na skraju załamania nerwowego, chciałam się spakować odejść, ale zawsze mnie błagał bym została. Nie wiem czego on właśnie dlatego on Cię tak traktujebo najprawdopodobniej mu we wszystkim ustępujesz, a nawet jak mu grozisz to on widzi że i tak nie odejdziesz, jeżeli pozwalasz się facetowi obrażać i tak traktować to wlasnie dlatego Cię nie szanuje, powinnas byc pewna swojej wartosci, nie dac sie obrazac ani nie glaskac "pana i wladcy" bo ma codziennie zly dzienpo co dziewczyny tkwia w zwiazkach w ktorych nie otrzymuja milosci i szacunku nie pojme nigdy!!!!!!!??????Bo czasami ciężko trzymają względy finansowe bo już się nie łudzę,że mąż się zmieni na lepsze. Dołączył: 2009-06-03 Miasto: Łódź Liczba postów: 3147 27 sierpnia 2012, 07:54 tea jakbym slyszala o sobie. Tylko ze nam w pazdzierniku stuknie 5 lat. I moja waga nie jest przeszkoda, bo jak sie poznalismy wazylam nawet wiecej niz teraz... Tylko ze ja juz przestalam walczyc i chce sie wyrwac z tego zwiazku... Szkoda tylko, ze tak cholernie sie boje byc sama i ze nie poradze sobie sama z synkiem... Dołączył: 2006-07-04 Miasto: Między Brzozami Liczba postów: 14782 27 sierpnia 2012, 08:19 Każda z was poradzi sobie sama doskonale, z jednym dzieckiem czy z trzema, musicie w siebie uwierzyć. Nie wiem jak można tak żyć, nie wiem gdzie wy znajdujecie tych facetów że po ślubie odmieniają się jak za dotknięciem czarodziejskiej do autorki, to albo mąż jest wrednym chamem i taki zostanie, albo ma jakieś poważne problemy i ta agresja to taka obrona i zasłona dymna. Ale nie mam pojęcia co poradzić, bo nigdy nawet sobie wyobrazić takiej sytuacji nie umiem. Dołączył: 2010-01-06 Miasto: P Liczba postów: 3289 27 sierpnia 2012, 08:45 no cóż. Jeżeli chcesz walczyć najpierw zacznij od siebie, musisz uwierzyć w siebie, odzyskać pewność, że jesteś wartościową kobietą. Mąż powinien powoli dostrzegać Twoją przemianę. Jednak z realnego punktu widzenia i tak nic z tego nie będzie...Chcesz się poświęcić dla córki? A Twoje uczucie gdzie? Dołączył: 2010-02-18 Miasto: Antyle Holenderskie Liczba postów: 1917 27 sierpnia 2012, 09:08 W tym czasach większość bierze ślub po roku "chodzenia ze sobą", w wieku 20-22 lat, a za 2 lata już chcą rozwód, bo jednak małżeństwo to nie to co chcieli, albo sie ktoś trzeci przypałęta do małżeństwa. Ja jestem z facetem 5,5 roku i jeszcze nie myśle o małżeństwie, a ty nie obwiniaj siebie, ja waże ponad 90 kg i to nie jest problem w moim związku od poczatku taka byłam, a przy nim sie czuje jak bym ważyła 60 kg. Porozmawiaj ze swoim mężem tak od serca kotusiek 27 sierpnia 2012, 09:10 danarie napisał(a):z autopsji dam Ci jedną radę, miałam kryzys w związku podobnie się czułam jak książkę"dlaczego mężczyźni kochają zołzy" i szczęka mi opadła do samej ziemi jakie ja błędy popełniałam w związku na własne życzenie! Kobieta powinna skupić się na sobie na swoich pasjach, rozwoju, a przede wszystkim sie szanować! Kochać mocno partnera jak dotąd ale tak tego nie okazywać .Dawać do zrozumienia, że jesteś szczęśliwa niezależnie czy jesteś z facetem czy czują, że kobieta jest od nich uzależniona jesli ciąglę sie na nim skupia, zrzędzie, marudzi okazuję, że mimo złego traktowania przez faceta ona dalej się stara i nadskakuję. Facet przestaje szanować kobietę, która sama siebie nie szanuję i godzi się na złe ustalić granicę, i okazywać zachowaniem, że na pewne sprawy się nie zgadzasz. Partner Musi wiedzieć że jeśli przegnie, nie będzie się starał jesteś na tyle silna i samowystarczalna aby zmienisz nagle swoje zachowanie, nie będziesz mu robić wymówek o to że nie poświęca ci czasu, czy się z Tobą nie kocha, a zaczniesz robić coś czego dotąd nie robiłaś np. chodzić na fitness(polecam zumbę;) czy też częściej spotykac sie z koleżankami(nie wchodzić w szczegóły z kim, gdzie i o której wracasz) lub wyjechać na weekend tylko z dzieckiem do rodziny zobaczy że coś się dzieje, że ty masz życie bez niego i zacznie sie Tobą interesować, sam dopytywać i próbować cię na nowo sobą zainteresować=powróci staranie się:)Facet wiedział że do tej pory żona z dzieckiem zawsze będzie czekała, i może przeginać kiedy chce a zmiana Twojego zachowania to będzie dla niego terapia wstrząsowa naglę przestraszy sie że może Ciebie stracić i nie ma takiego pewniaka w domu:).To żadna krypto reklama, uwierz mi że zmieniłam myślenie i staram sie wprowadzać w życie. To jest proces więc nie oczekuj od razu zmiany o 180%.Mam jeszcze drugą księżke "dlaczego mężczyżni żenią sie z zołzami" ale dopiero będę się za nią zabierała, w ten weekend skończyłam pierwszą Podpisuje się rękami i nogami!!!Oraz całym cialem!!!tea18- Kochanie, wiem generalnie co czujesz, ja w tym roku brałam rozwód, jak będziesz chciała porozmawiać to po prostu napisz,chętnie odpowiem na mnóstwo pytań. Mój też się wykręcał praca, nie sypiał ze mną, awanturował sie i wiele innych rzeczy. W poradni też byliśmy. Równiez straszyłam rozwodem. Chcesz, napisz. Służę pomocą.
Wdrażaj w życie porady krok po kroku. Jest szansa, że w niedługim czasie obudzisz się rano i stwierdzisz, że wciąż jesteś mężatką, a twój związek jest lepszy i silniejszy niż
Każdy związek przechodzi przez różne etapy. Od momentu motyli w brzuchu, romantycznej miłości czy ekscytujących uniesień, poprzez wspólne zamieszkanie, rodzicielstwo, codzienne życie. Etapy te w naturalny sposób wiążą się z kryzysami, których przezwyciężanie pozwala na dalsze funkcjonalne i trwanie relacji. I tu warto się zatrzymać. Może rzecz w tym, że za wszelką cenę staramy się uniknąć konfliktów, bo jesteśmy przekonani, że różnice zdań/oczekiwań/życiowych priorytetów nie powinny mieć miejsca w "dobrym małżeństwie". Może w konsekwencji trwamy przez lata w ułudzie, że tworzymy z partnerem związek wyjątkowy, bez skazy i w pełni harmonijny. Jak na ironię, to pierwszy gwóźdź do małżeńskiej trumny. Taki związek nie może bowiem w pełni dojrzeć, rozkwitnąć. Pojawiają się niewypowiedziane żale, pretensje, rozczarowania. Ich spirala nakręca się i za rok, dwa mamy taki impas, że uniemożliwia on dalsze życie razem. Czy ja go nadal kocham? Łatwiej przemilczeć różnice zdań, trudniej udawać, że się kogoś kocha. Oczywiście trzeba tu oddzielić stan odurzenia i miłosnej euforii, jaki towarzyszy nam na początku znajomości od "osadzonego w czasie" uczucia, któremu towarzyszy sympatia, podziw, szacunek, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa. To emocje, które już nie odurzają, a raczej dają spokój, ukojenie, poczucie "zakotwiczenia". Na dłuższą metę niewyobrażalne wydaje się dzielenie życia z osobą, której właściwie już nie lubimy, która nas drażni, irytuje, wprawia w zakłopotanie. Nie mówiąc już o sytuacji, gdy partner staje się naszym wrogiem, bo przez lata nas upokarzał, ranił, oszukiwał czy zdradzał. Wówczas decyzja o rozstaniu jest jedyną słuszną. Nie ma sensu ranić się od nowa każdego dnia, przemykać z pokoju do pokoju zaciskając zęby, czuć się obco we własnym domu. Niestety wiele par poddusza się w takim kotle przez całe życie. Co ich powstrzymuje? - Często za decyzją o pozostaniu w trudnej, pozbawionej miłości lub toksycznej relacji kryją się obawy o dobro dzieci, przekonania wyniesione z domu odnośnie trwałości małżeństwa ("jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz", "trzeba nieść ten krzyż" etc.), poczucie niepewności jutra, wspólne zobowiązania finansowe – wymienia Agnieszka Pasternak, psychoterapeutka z Wrocławskiego Centrum Terapii. Ja mu pokażę Kiedy zastanawiamy się nad rozwodem, warto ustalić, co nami tak naprawdę kieruje. Może nie zależy nam na konsekwencji rozwodu, czyli osobnym życiu dla siebie i partnera. Może po prostu traktujemy rozwód jako narzędzie do osiągnięcia czegoś, formę straszaka, rodzaj szantażu? Może nie chcemy się rozwieść, tylko sprawić, by mąż zaczął nas lepiej traktować, zauważać naszą obecność, doceniać. To jest podejście podszyte myśleniem typu "rozwód uświadomi mu, ile stracił". Agnieszka Pasternak opisuje to w ten sposób: - Strategia straszenia rozwodem zdarza się dość często. Najczęściej jest to sposób na bycie zauważonym, usłyszanym, takim krzykiem rozpaczy. O ile początkowo taki straszak może powstrzymać partnera przed niechcianym zachowaniem (nieobecnością w domu, brakiem dbałości o rodzinę, zdradami, przemocą, nadużywaniem alkoholu etc.), o tyle po jakimś czasie traci zupełnie swoją moc. Jeśli zatem zależy nam na tym, aby partner traktował nas poważnie, zalecam zapowiadanie wyłącznie takich sankcji, które będziemy w stanie wdrożyć. Jeśli po raz kolejny mówimy o rozwodzie, nie czyniąc w tym kierunku żadnych kroków, trudno by robiło to na bliskim jakiekolwiek wrażenie. Poza tym zmiana destrukcyjnych zachowań partnera (uzależnienia czy skłonność do przemocy domowej) nie leży tak naprawdę w obszarze naszego wpływu. Tego typu transformacja zależy wyłącznie od chęci osoby dotkniętej nałogiem czy patologią. Rozwód to start do nowego życia, to gotowość do zamknięcia rozdziału pt. "mój mąż" z całym dobrodziejstwem i brakami tego inwentarza. Bez poszukiwania mściwej satysfakcji, bez rozpamiętywania "ile ja dla niego, a on mi figę", bez zastanawiania się co by było gdyby. Zobacz książki o tematyce związanej z rozwodem. Czas na szczerą rozmowę Jeśli partnerzy zdadzą sobie sprawę, iż ich związek przechodzi poważny kryzys, a jednocześnie wzajemne żale i pretensje nie przesłaniają im jeszcze resztek uczucia, to czas na szczerą rozmowę (pomocna okazuje się czasami obecność mediatora) lub na terapię małżeńską. To czas na odszukanie w pamięci, kim dla siebie byli na początku wspólnej drogi, i jakie wydarzenia ten obraz zmieniały. Czego zabrakło po drodze, a czego było za dużo. Gdzie się mijali, a gdzie udawali, że jest im po drodze. Warto mieć też na uwadze, że każda ze stron ewoluuje - zmienia się jej nastawienie do życia, wartości, priorytetowych potrzeb, rodziny. - Partnerzy rozwijają się w różnym tempie, a także mogą się rozwijać w różnych kierunkach. Powyższe zmiany mogą mieć konotacje pozytywne, bo akurat przypadną do gustu drugiemu partnerowi, ale mogą również doprowadzać do konfliktu w przypadku nieakceptowania tych zmian. Z moich obserwacji wynika, że ta druga sytuacja występuje znacznie częściej – podkreśla psychoterapeutka. - Rozbieżności między wyobrażeniami na temat partnerów, a rzeczywistością, która często te wyobrażenia bezpardonowo weryfikuje, to bezpośrednie przyczyny początkowo małych nieporozumień, a później rozległych kryzysów. Celowo używam tu słowa "rozległych", bo z czasem zarzewia kryzysów już dawno uciekają z oczu, a denerwować zaczyna prawie wszystko. Pamiętajmy, że nie ma szans na długoletni związek trwający w pełnej szczęśliwości, bez jakichkolwiek zawirowań, huraganów i przeszkód. Nie idealizujmy więc małżeństwa przyjaciół, sąsiadów, członków rodziny. Problemy i różnice zdań dotykają wszystkich. Rzecz w tym, by przez całe lata nie ignorować sygnałów alarmowych, aby potem "wymachiwać" pozwem rozwodowym niczym ułańską szablą. Zachęcamy do zapoznania się z poniższymi książkami, które pomogą Tobie i Twojemu dziecku poradzić sobie z rozwodem: Po rozwodzie - sprawdź cenę Pomóż dziecku przetrwać rozwód - sprawdź cenę Kiedy rozwód nie wchodzi w grę - sprawdź cenę 19.02.2021 12:14 Podziel się Długofalowe relacje zawsze spotykają problemy i kryzysy. Pary liczą się z nimi i szukają sposobów na to, jak naprawić związek, gdy zaczyna się sypać. Terapeuci Witam Pana, Najczęściej problemy z kontrolowaniem emocji nadmierna nerwowość, napady złości i agresja są reakcją obronną ludzkiej psychiki na stres, lęk czy traumatyczne przeżycie z przeszłości. Bardzo często bolesne doświadczenia z przeszłości uniemożliwiają nam normalne funkcjonowanie. gdyż wpływają na wszystkie obszary egzystencji i sprawiają, że człowiek nie potrafi cieszyć się życiem. Przykrości, które spotkały Pana oraz Pana żonę w przeszłości, przyniosły Państwu wiele cierpienia, odcisnęły w Pana i w żony duszy piętno i zabrały całą radość życia. Państwa obecne zachowanie jest reakcją obronną przed zranieniem. Przeżyty uraz może stanowić blokadę, którą bez pomocy specjalisty trudno przekroczyć. Dlatego zachęcam Pana oraz Pana żonę do podjęcia psychoterapii. Terapeuta pomoże Państwu odzyskać równowagę wewnętrzną, odbudować pozytywny obraz siebie, wzmocnić poczucie własnej wartości, oraz odbudować zaufanie do świata, do ludzi i do siebie nawzajem, dzięki czemu będą Państwo mogli rozpocząć nowy etap w życiu i stworzyć stabilny, satysfakcjonujący związek. Jeżeli chodzi o Pana małżeństwo - jest jeszcze duża szansa. Gdyby chcieli Państwo porozmawiać ze mną o problemie, to zapraszam do kontaktu. Istnieje możliwość konsultacji online, np. za pośrednictwem komunikatora Skype. Pozdrawiam serdecznie Hanna Markiewicz, psycholog, konsultacje@ tel. 505 075 298, Organizatorzy: To nie będzie zachęta do rozstań. Zielona Góra. W Poznaniu odbędą się pierwsze w Polsce targi rozwodowe. Organizatorzy: To nie będzie zachęta do rozstań. rozwód 02.11.2023, 19:30. Alicja Lehmann. Kobiety częściej niż mężczyźni decydują się na rozwód, mimo że ten bardziej uderza w nie ekonomicznie. (Fot. Na temat małżeństwa, jego zalet a szczególnie wad jest milion teorii i opinii. A może i miliard, bo każdy wie swoje. Mało kto jednak wie, jak małżeństwo naprawić, co zrobić, aby je uratować, gdy przeżywa kryzys. Oczywiście jest wiele podręczników na ten temat, jedne mądrzejsze od drugich, napisane w większości przez pełne wiedzy panie psycholog, które są po trzech rozwodach. Tych książek nie da się czytać. Ten artykuł też nie naprawi twoich problemów, ale też nie będzie udawał, że ma taką moc. Tych parę zdań, które znajdują się poniżej jest po to, aby przekonać cię, że wszystko jest w twoich rękach. Podręczniki i artykuły tego związku nie uratują, ty tak. Małe niech zostanie małe Wielka tama na rzece nie rozpada się od razu w kawałki, najpierw pojawiają się na niej rysy, pęknięcia. Tak samo jest z małżeństwem. Najpierw pojawiają się małe niesnaski, kłopoty, problemiki, różne takie mało ważne sytuacje, których nie można lekceważyć. To często bardzo trudne, bo często są one właśnie tak mało ważne, że nie przykłada się do nich uwagi. Te kłótnie o mycie naczyń, o to, kto ma zrobić zakupy, posprzątać, kto odebrać dzieci z przedszkola, co oglądamy w TV, czy wychodzimy wieczorem, do kogo, a po co, dlaczego nie, a dlaczego tak. I to w kółko. Przyzwyczajamy się szybko do tego, traktując to niemal jak normę. Mija jednak jakiś czas, a okazuje się, że albo tobie, albo jej, twojej połowicy, dane jest doświadczyć, zobaczyć i usłyszeć kogoś, kto o wiele lepiej się z tobą dogaduje. To może być znajoma w pracy, przyjaciółka z dawnych lat, ktokolwiek. To może być znajomy z pracy i przyjaciel z dawnych lat twojej żony. I wtedy te małe pęknięcia tworzą nagle wyrwę. Jeżeli w porę tego nie zatkasz, to nawet się nie spostrzeżesz, jak twoje małżeństwo szlag trafi. A potem długo będziesz zachodził w głowę, jak do tego doszło, przecież wszystko było ok. Otóż nie było, ale ty nie zwracałeś uwagi na niewielkie ostrzeżenia. Dlatego nie bądź takim tektonicznym abnegatem i patrz na te niewielkie drgnięcia na sejsmografie twojego małżeństwa z należytą uwagą. Jak? Słuchaj żony. Słuchaj jej pretensji, bo tam w nich gdzieś czai się prawda. I kiedy ona do ciebie dotrze, zmień swoje zachowanie. Oczywiście nie chodzi o to, żebyś skakał tak jak ona ci zagra, bo to też droga do upadku związku. Po prostu potraktuj jej narzekania jak temat do przemyśleń. A potem zrób jej niespodziankę, weź na pizzę i kompletnie znienacka wyjmij kartkę z wypisanymi przez ciebie sprawami, o które ona ma od ciebie wieczną pretensję. Na pewno będzie .