Konserwa wieprzowa pasteryzowana, szynka z połączonych kawałków mięsa z dodaną wodą. Przechowywanie. Przechowywać w warunkach chłodniczych Po otwarciu przechowywać w lodówce i spożyć w ciągu 48 godzin. Przechowywać w temperaturze od +2°C do +6°C. Przygotowanie i stosowanie. Spożywać na zimno. Składniki. mięso wieprzowe z
Któż z nas nie pamięta pierwszej pary jeansów zakupionej za bony w Pewexie i emocji, które towarzyszyły transakcjom u tzw. cinkciarzy? Sklep, który wabił nas zapachem drogich perfum, kolorowymi reklamami i towarem znanym jedynie z zagranicznych filmów był w czasach PRL-u synonimem luksusu. Podobnie jak jego pracownice, które miały dostęp do najlepszych produktów i podejrzewano, że pensje dostają w walucie. Jest ślub – będzie wódka Pierwszy punkt konsygnacyjny Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego powstał w 1972 roku w Raciborzu przy Rynku 10. Ze względu na niewielki lokal, który zajmował, mówiło się często, że to kiosk Pewexu. Kiedy w 1978 roku trafiła do niego Renata Wawersig, miała już spore doświadczenie w handlu pracując w drogerii, a później przez 20 lat w Veritasie. – Podlegaliśmy pod Przedsiębiorstwo Turystyki i Wypoczynku w Opolu oddział Racibórz, którego biura znajdowały się po drugiej stronie rynku, nad dzisiejszą lodziarnią, a naszym kierownikiem był Józef Kastelik. Sklep był rzeczywiście niewielki, ale za to utarg ogromny. W ciągu tygodnia potrafiliśmy sprzedać 450 skrzynek polskiej wódki, którą przywoziliśmy z Bielska-Białej. Choć otwieraliśmy o to kolejka ustawiała się już od rano – wspomina pani Renata i tłumaczy, że jeżeli klient przyniósł zaświadczenie z Urzędu Miasta, że będzie się żenić, mógł kupić nawet 50 butelek wódki. Inaczej zakupy były ograniczane, co miało ukrócić nielegalny handel alkoholem. W sklepie, oprócz Renaty Wawersig pracowała też Anna Kastelik oraz Teresa Zembata, która była kasjerką. Obie ekspedientki musiały więc obsługiwać klientów, jeździć po towar i przygotowywać codzienne raporty ze sprzedaży. Rozładowanie 450 skrzynek z wódką albo 500 paczek kawy było dla pań zawsze sporym wyzwaniem. Do tego dochodził stres związany z odpowiedzialnością materialną. – Pracowałam razem z Anią 13 lat i nigdy nie miałyśmy nawet grosika manka. Gdyby nam przeliczyli dolary na złotówki, to w razie jakiejkolwiek niezgodności, nigdy byśmy się nie wypłaciły – tłumaczy pani Wawersig. Klienci spoglądali jednak na ekspedientki Pewexu zazdrosnym okiem, bo przez cały dzień obracały się w luksusach, o jakich przeciętny Polak mógł tylko pomarzyć. – Mieliśmy francuskie koniaki, niemiecką bieliznę, amerykańskie jeansy, angielskie szetlandy i wspaniałe kosmetyki. Ale żeby dostać dobry towar, trzeba było wyjeżdżać do hurtowni Pewexu w Zabrzu albo Będzinie o rano, bo tam przyjeżdżały samochody z całego Śląska i każdy chciał być pierwszy. Mieliśmy też drugi punkt Pewexu, który otwarty został na zamku przy przejściu granicznym w Chałupkach – wyjaśnia pani Renata, która po likwidacji placówki, jeszcze przez sześć miesięcy pracowała w Pewexie przy ul. Opawskiej. Ślimaki wchodzą bez popicia Wkrótce po otwarciu Pewexu przy rynku, w 1972 roku powstała druga placówka przy ul. Długiej (naprzeciwko byłej „Desy”), która podlegała WSS Społem. Jego kierowniczką była Teresa Czyżewska, oprócz niej pracowały tam Barbara Wieder, Anna Pietras, Katarzyna Rybak, Krystyna Kalisz oraz dwoje kasjerów: Bogdan Urgacz i pani Wiesława. – Walutą obowiązującą w naszych sklepach były dolary, marki oraz bony towarowe. Otrzymywały je osoby, które dostawały przekazy pieniężne z Europy Zachodniej albo USA. Najczęściej to były renty i emerytury – tłumaczy Anna Pietras. Wśród deficytowych towarów z Polski największym powodzeniem cieszył się alkohol. – Najlepiej schodziła wódka Żytnia, Żubrówka, Krupnik, Gold Waser i Advokat. Zagraniczne alkohole kupowali głównie obcokrajowcy na prezenty. Pamiętam, że jeden dolar kosztował w tamtych latach 72 złote i można było za niego dostać butelkę wódki – wspomina pani Ania. I choć było to nielegalne, tak jak inni, kupowała u koników walutę, a za nią różne luksusowe towary, np. cytrusy, czekoladowe mikołajki czy szynkę w puszce. – System był taki, że jedna koleżanka stała na czatach, a druga szła do cinkciarza wymienić walutę. Oni zawsze stali przed sklepem, albo kręcili się w pobliżu – wyjaśnia pani Pietras. Absolutną jak na tamte czasy nowością były dostępne tylko w Pewexach peruki. – Zakładało się je do pracy, a po powrocie do domu kładło na wazon, żeby na następny dzień równie dobrze wyglądały. Moja miała krótkie, kasztanowe włosy i była jedną z niewielu rzeczy, które zostały uwiecznione na zdjęciach – wspomina pani Pietras i dodaje, że to właśnie w Pewexie przy ul. Długiej pierwszy raz w życiu miała okazję spróbować ślimaków. – Jedna maleńka puszka kosztowała wtedy 45 centów, a my się nią podziliłyśmy we cztery, bo każda z nas chciała sama sprawdzić czym się ci Francuzi tak zachwycają – dodaje. Większość pracownic Pewexów mówiło biegle po niemiecku. – Dla tych, które nie znały języka, organizowano bezpłatny kurs w Katowicach. Po jego ukończeniu dziewczyny dostawały trochę wyższą pensję – wyjaśnia Anna Pietras. W grudniu 1973 roku, zaledwie po roku jego funkcjonowania, sklep z ul. Długiej przeniesiono na parter nowo wybudowanego bloku przy ul. Ogrodowej (w miejsce gdzie dziś znajduje się apteka). Ze starego personelu trafiła tu też Anna Pietras, która w nowym miejscu pracowała jeszcze dwa lata, Katarzyna Rybak, ale już w roli kasjerki, Krystyna Kalisz i Barbara Wieder. Placówką kierował Stanisław Kukulski. W 1981 roku przy ul. Długiej, ale po jej nieparzystej stronie, powstał następny Pewex, który również podlegał Społem. Jego kierowniczką była Danuta Kasztan. – Sklep nie był zbyt duży. Mieliśmy tylko dwa stoiska: spożywcze i odzieżowe. Na tym pierwszym największą popularnością cieszył się oczywiście alkohol, ze sprzedażą którego nie musieliśmy czekać do bo sklep otwieraliśmy o Nowością było piwo w puszkach, których się nigdy nie wyrzucało, hiszpański poncz Jerezano, kupowany najczęściej na święta, duńska Kijafa i papierosy, które w innych sklepach były na kartki. Pamiętam Lordy, Dunhile, Gitanes i Marlboro setki, które kupowałam po 70 centów – wspomina Danuta Kasztan. Sklep przy ul. Długiej powstał tuż po jej przebudowie, w nowoczesnym ciągu, gdzie znajdowały się najbardziej prestiżowe placówki w naszym mieście: BWA, Dom Mody Elegancja czy Desa. Nic więc dziwnego, że założono w nim alarm. – Na szybach, gdzie było logo sklepu, znajdowały się czujniki alarmu, ale więcej z nim było problemów niż pożytku, bo ciągle się włączał – wyjaśnia pani Danuta i dodaje, że w ciągu dziesięciu lat istnienia Pewexu przy ul. Długiej, nie było żadnego włamania. – Kierownictwo doceniało naszą pracę organizując nam szkolenia, prezentacje nowych produktów i spotkania integracyjne. Pamiętam jedno z nich, które odbywało się w Hotelu „Warszawa”. Najpierw były występy Manna i Materny, a potem wystawny obiad z alkoholem. Szefowie większych sklepów mieli też możliwość wyjazdów zagranicznych – tłumaczy pani Kasztan, która w czasach kryzysu mogła liczyć na inne koleżanki z Długiej. – Naprzeciwko naszego Pewexu był sklep mięsny, a dalej ze szkłem. Myśmy sobie wzajemnie pomagały odkładając jakieś towary, bo jak się pracowało w handlu do wieczora, to czasu na zakupy zawsze brakowało. W kryzysie mogłyśmy na siebie zawsze liczyć – podsumowuje była kierowniczka Pewexu, który przetrwał do 1991 roku. 20 lat luksusu Pewex przy ul. Ogrodowej utrzymał się dwadzieścia lat, dlatego wielu raciborzanom właśnie to miejsce kojarzy się nieodłącznie z luksusowymi towarami za waluty. Nowy, większy lokal, który miał 200 mkw., pozwolił na rozszerzenie asortymentu. – Oprócz artykułów spożywczych, papierosów i alkoholu, mieliśmy materiały, kosmetyki, zabawki, ubrania oraz sprzęt AGD i RTV – tłumaczy Krystyna Kalisz i dodaje, że jak na warunki PRL-u, ekspedientki pracujące w Pewexie bardzo dobrze zarabiały. – Miałyśmy spore premie i częste wyjazdy do Katowic na pokazy nowych produktów. Przedstawiciele Jacobsa, Bourgois, Maxa Factora czy Yardleya prezentowali nam swoje nowości, a potem zabierali na uroczysty obiad. W sklepie otaczały nas piękne rzeczy, które mogłyśmy do woli przymierzać i nieraz zdarzyło nam się zaszaleć. Kiedyś kupiłam wystrzałową sukienkę za 29 dolarów, ale mój mąż nigdy nie dowiedział się ile kosztowała – wspomina ze śmiechem pani Krystyna, a Anna Pietras dodaje, że jej koleżanka z działu metrażu, Lena Pancek, w jeden dzień kupowała materiał, a w drugi przychodziła w uszytej z niego kurtce. Od 1976 roku sklep podlegał pod oddział Pewexu Katowice. W ciągu 20 lat istnienia placówki przewinęło się przez nią sporo ekspedientek. Pracowały tu: Anna Pietras, Anna Kastelik (przeszła z Pewexu przy Rynku), Krystyna Kalisz, Róża Jeż, Lena Piechaczek (potem Pancek), Lidia Cyranek, Marianna Kilowska, Eugenia Szyra, Bożena Dąbrowska, Krystyna Mikołajec, Maria Przeklasa, Sabina Sadło, Sylwia Mizioch, Rozalia Sklorz (od 1981 roku jako zastępca Stanisława Kukulskiego), Stanisława Kwiecień, Halina Adamczyk, Maria Cembruch, Lidia Dapa i Ewa Zając. Oprócz pracownic Pewexu, były też zatrudniane przez bank kasjerki: Jadwiga Zakrzewska i Stanisława (znana jako Katarzyna) Rybak, Jolanta Kulig (Sawicka), Lidia Miech i Iwona Rębisz. – Do pracy w sklepie przy Ogrodowej trafiłam w 1973 roku, zaraz po szkole handlowej. Wszyscy mi zazdrościli, bo myśleli, że pensję będę dostawać w dewizach – mówi ze śmiechem Rozalia Sklorz. Na stoisku z materiałami królowały modne wtedy grempliny, dzianiny, indyjskie jedwabie i sztuczne lisy. W późniejszych latach robiło się często w Pewexie przerzuty towarów niezbywalnych, które można było kupić za złotówki w sklepach Społem. Ubrania, które ze względu na kolor, albo cenę nie znajdowały nabywców, otrzymywał „Junior” przy ul. Opawskiej, a tkaniny sklep tekstylny przy placu Wolności. Częstymi klientkami Pewexów były wdowy, które straciły na wojnie mężów i dostawały z Niemiec odszkodowania. – Przychodziły do kasy z przekazem i wybierały u nas talony, za które kupowały najczęściej Buerlecithin, Biovital, Amol i różnego typu herbatki ziołowe, które nie były wtedy dostępne w naszych aptekach – tłumaczy pani Rozalia. Największe gabarytowo produkty, czyli pralki, lodówki czy czeskie skutery Jawa trzymano w magazynach Społem pod „Willanową” na Płoni. Trafiały tam też dywany, produkowane w Kietrzu, Łodzi i Kowarach, przechowywane również w piwnicach sklepu spożywczego przy Odrzańskiej. Zakupy za złotówki Ponieważ placówka przy ul. Ogrodowej nie mogła już pomieścić rozrastającego się stoiska AGD i RTV, w 1990 roku Pewex powiększył swoje zasoby o duży, piętrowy sklep przy ul. Opawskiej (dziś stoi w tym miejscu Galeria „Srebrna”). W tym samym roku Stanisława Kukulskiego, który odszedł na emeryturę zastąpiła Krystyna Kalisz. – Cała przemysłówka została przeniesiona na Opawską, gdzie zajęliśmy pierwsze piętro, a na parterze zrobiono samoobsługowy sklep z artykułami spożywczymi, którym kierowała Jadwiga Siwiec i Gienia Zielińska. Kierownikiem całego Pewexu był Józef Rybicki, były prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowoczesna” – wspomina Rozalia Sklorz, kierownik piętra (jej zastepcą była Lidia Cyranek). Ogromny budynek Pewexu robił wrażenie nie tylko na raciborzanach, ale i przyjezdnych, którzy zachwycali się mnogością i różnorodnością stoisk oraz pięknymi dekoracjami. – Na górze po jednej stronie mieliśmy zabawki, gdzie pracowała Elżbieta Biała i Karina Wojtaszek, stoisko z tekstyliami i odzieżą, które prowadziły Sylwia Mizioch, Sabina Sadło i Elżbieta Wołoszyn. Na samym środku znajdowała się wyspa z kosmetykami, gdzie były Eugenia Szyra i Karina Raciborska, a po przeciwległej stronie AGD, na którym pracowała Ewa Marszałek i Beata Chodorowska, RTV, które prowadził Krzysztof Smajdor, Danuta Fros i Karina Adamicka i stoisko motoryzacyjne, które obsługiwali Artur Kos i Sabina Popławska. Nowością były uczennice, które miały praktyki na parterze – wyjaśnia pani Sklorz. Hitem lat 90. były walkmany, matchboxy i lalki Barbie, do których w Pewexie można było dokupić zestawy ubrań, mebli czy nawet całe domy. Wktótce te towary zaczęły też trafiać do powstających jak grzyby po deszczu firm prywatnych, których asortyment, często sprowadzany z zagranicy, zalewał miasto. Pewex przy Rynku utrzymał się 19 lat. Zamknięto go w 1991 roku. Dwa lata dłużej funkcjonował sklep przy ul. Ogrodowej, który zlikwidowano w 1993 roku, a ten przy Opawskiej dotrwał do 1997 roku. – W lipcu była powódź, a my dostałyśmy wypowiedzenia. Nie było to dla nikogo zaskoczeniem, bo od dawna nie sprowadzano już towaru a ten, który został, przerzucano na inne sklepy. Już od kilku lat można było u nas robić zakupy za złotówki, a wokół otwierało się mnóstwo innych sklepów z takim samym asortymentem. Nie byliśmy już ani jedyni, ani wyjątkowi – podsumowuje Rozalia Sklorz i dodaje, że pracownice Pewexu spotykają się do tej pory i wspominają czasy, kiedy Pewexy były symbolem luksusu, a one miały okazję trochę tego luksusu posmakować. Katarzyna Gruchot
Na ogół są to: pomidory, szynka parmeńska, pieczarki, oliwki, mozzarella i świeże zioła. W trakcie wyrabiania ciasta dodaje się mniejszą ilość wody i odrobinę tłuszczu. Pizzę rzymską wypieka się w nieco niższej temperaturze, w 350 stopniach, w czasie około 3 minut. Na pewno znajdziesz ją w pizzeriach w Olkuszu.
#1 mikami Pasjonat Użytkownicy 631 postów MiejscowośćWrocław Napisano 22 gru 2019 - 21:46 Od dawna chodziła za mną Biotita https://wedlinydomow...yroby/?p=318489Wreszcie się odważyłem: szynka 32,75 KB 26 Ilość pobrańPrawdziwy smak PRL-u, tylko jak Roger wspominał - na nasze obecne gusty nieco za słona, choć ja nie dodałem tych dziesięciu 10g soli po mieszaniu. Jednak mam inny problem: jest twardawa. Nie mam pojęcia w czym nie miałem możliwości pomiaru temperatury w środku (mam jednokilówkę od Jumbo), więc sugerowałem czasem Biotita. Wsadziłem szynkowar prosto z lodówki do wody z kranu (40C), a ponieważ u mnie temperatura wody była najczęściej 71C (wahała się 71-73) to wydłużyłem czas do 110 sprawdzić moje termometry - wszystkie cztery sprawdzane w 40C i 73C różnią się od średniej nie więcej niż o 0,5C. Czekam na pomysły, co poszło nie tak - bo mam jeszcze jeden wsad do za krótko, za długo, czyżby błąd pomiaru temperatury (sonda przytulona do boku szynkowaru), czy może mięsień nie taki (nie wiem jaki to był)? Pozdrawiam Do góry #2 Marek z Bielska Marek z Bielska Weteran **VIP** 2345 postów MiejscowośćBielsko-Biala Napisano 23 gru 2019 - 11:55 Od dawna chodziła za mną Biotita https://wedlinydomow...yroby/?p=318489 Wreszcie się odważyłem: szynka Prawdziwy smak PRL-u, tylko jak Roger wspominał - na nasze obecne gusty nieco za słona, choć ja nie dodałem tych dziesięciu 10g soli po mieszaniu. Jednak mam inny problem: jest twardawa. Nie mam pojęcia w czym problem. Niestety nie miałem możliwości pomiaru temperatury w środku (mam jednokilówkę od Jumbo), więc sugerowałem czasem Biotita. Wsadziłem szynkowar prosto z lodówki do wody z kranu (40C), a ponieważ u mnie temperatura wody była najczęściej 71C (wahała się 71-73) to wydłużyłem czas do 110 minut. Poleciałem sprawdzić moje termometry - wszystkie cztery sprawdzane w 40C i 73C różnią się od średniej nie więcej niż o 0,5C. Czekam na pomysły, co poszło nie tak - bo mam jeszcze jeden wsad do sparzenia. Czy za krótko, za długo, czyżby błąd pomiaru temperatury (sonda przytulona do boku szynkowaru), czy może mięsień nie taki (nie wiem jaki to był)? Pozdrawiam Przepis autor Biotit otrzymał dobry odemnie,lecz zaczął interpretować po swojemu więc wychodzą cuda. -34g peklosoli/sól to stanowczo za dużo na wsad ogólny (mięso plus woda) ja daję 23-25g/1kg -dodatek wody miał być 240-250ml/1kg uzyskując wydajność gotowego produktu 125%,dodatek 170ml robi już strukture zbitą -parzenie właściwe przeprowadzamy 60 min/1kg w od uzyskania Do góry #3 Romii Romii Pasjonat Użytkownicy 667 postów MiejscowośćBydgoszcz Napisano 23 gru 2019 - 12:26 -parzenie właściwe przeprowadzamy 60 min/1kg w od uzyskania Poprawcie mnie jeśli się mylę i nie zrozumiałem. Puszkę wkładamy do wody o temperaturze 74stopnie. Czekamy aż wkład wewnątrz osiągnie 72 stopnie i czekamy jeszcze godzinę? Przy założeniu że mam około 1kg w puszce. Czy po prostu parzymy wyrób do 72 stopni wewnątrz, wyjmujemy i chłodzimy? -- Romii Do góry #4 jumbo jumbo Uzależniony od forum Użytkownicy 3380 postów MiejscowośćRybnik Napisano 23 gru 2019 - 13:01 Masz moją praskę, to może popatrz na stronę praski, gdzie opisałem jak zrobić POLISH HAM w wersji domowej, bez fosforanów, których nieświadomie zapewne, ale Ci brakuje.... patrz post 270 https://wedlinydomow...ok-1-kg/page-14 Użytkownik jumbo edytował ten post 23 gru 2019 - 13:03 Do góry #5 Romii Romii Pasjonat Użytkownicy 667 postów MiejscowośćBydgoszcz Napisano 23 gru 2019 - 15:32 Widziałem Twój przepis na szynkę. Pewnie niedługo spróbuję - na razie zjeść trzeba to, co udało mi się zrobić. Fosforanów mi nie brakuje - nawet podświadomie - od dawna nie jadam "fabrycznych" wyrobów - chyba że gdzieś w hotelu jak nic innego nie ma. -- Romii Do góry #6 Marek z Bielska Marek z Bielska Weteran **VIP** 2345 postów MiejscowośćBielsko-Biala Napisano 23 gru 2019 - 18:03 Romii ja parzac szynkę praske z mięsem całą zalaną wodą zimną i ogrzewam zawartość na małym ogniu do uzyskania tej liczony czas parzenia min./1 kg,metoda sprawdzona do prasek 4kg,powyżej zalecany jest już pomiar wewnątrz czyli wbijamy sondę..Metodę tą stosuję tylko do wyrobów z dodadkami funkcjonalnymi w solance,szynkę robioną metodą tradycyjną parzymy do 80'C max,lecz nigdy nie uzyskamy tej soczystości,miękkiej konsystenci co typowy Polish Ham. Użycie do solanki samej czystej haminy daje kiepski efekt,gdyż po wystudzeniu z szynki leci woda jest to najtańsza solanka bez dodatków białka zwierz.,itp.,która była stosowana w byłej epoce ,na ten temat nie wypowiadam się na forum,gdyż tu robimy wedlinydomowe. Do góry #7 Romii Romii Pasjonat Użytkownicy 667 postów MiejscowośćBydgoszcz Napisano 23 gru 2019 - 19:34 Widziałem hamine sypaną wiadrem do farszu na kiełbasę. Do moich wyrobów nie będę dodawał. Zaciekawiła mnie sama obróbka termiczna - nie dodatki. -- Romii Do góry #8 mikami mikami Pasjonat Użytkownicy 631 postów MiejscowośćWrocław Napisano 23 gru 2019 - 19:35 Dziękuję wszystkim za uwagi. Skorzystam następnym razem. Mój wyrób miał 170ml wody/kg, cytrynian wyprodukowałem sam, a wielofosforany zastąpiłem pirofosforanem Mieszałem metodą Miro - ręczny robot, na szczęście miałem misę + pokrywę z otworem na robota (inaczej miałbym remont kuchni przed świętami). Mięso w trakcie mieszania wchłonęło całą wodę, a po peklowaniu było sklejone prawie tak jak w gotowym wyrobie. Było tak sztywne, że nie do końca dało się usunąć powietrze. Jak widać na zdjęciu zero wycieków wycieków i galaretki. Nie wiem jaka wyszła finalna wydajność, bo zanim się połapałem, to córa i zięć wciągnęli co nieco Użytkownik mikami edytował ten post 23 gru 2019 - 19:35 Do góry #9 Bagno Bagno Uzależniony od forum Technolog Wędzarniczej Braci 5136 postów MiejscowośćMazowieckie Napisano 23 gru 2019 - 20:01 Moim zdaniem miałeś dobrze wiążące mięso, które nie wymagało dodatku pirosfosforanów lub wielofosforanów. Jeśli zechcesz powtórzyć wykonanie wyrobu to, "piro" zostaw w pracowni, mieszaj delikatnie robotem do kleistości uzyskanej pierwszym razem dodając cytryniam aby poprawić kolor wyrobu. Do góry #10 mikami mikami Pasjonat Użytkownicy 631 postów MiejscowośćWrocław Napisano 23 gru 2019 - 20:47 Piro było ze spożywczaka. Chyba Dziadek kiedyś nieopatrznie wspomniał, co czasem robili wiejscy masarze Do góry #11 jumbo jumbo Uzależniony od forum Użytkownicy 3380 postów MiejscowośćRybnik Napisano 24 gru 2019 - 07:05 Widziałem Twój przepis na szynkę. Pewnie niedługo spróbuję - na razie zjeść trzeba to, co udało mi się zrobić. Fosforanów mi nie brakuje - nawet podświadomie - od dawna nie jadam "fabrycznych" wyrobów - chyba że gdzieś w hotelu jak nic innego nie ma. -- Romii ...mój post dotyczył postu mikami, a nie Twojego, Romii ... Do góry #12 Rafal78 Rafal78 Użytkownik Użytkownicy 75 postów MiejscowośćŻywiec Napisano 02 lis 2021 - 17:52 Romii ja parzac szynkę praske z mięsem całą zalaną wodą zimną i ogrzewam zawartość na małym ogniu do uzyskania tej liczony czas parzenia min./1 kg,metoda sprawdzona do prasek 4kg,powyżej zalecany jest już pomiar wewnątrz czyli wbijamy sondę..Metodę tą stosuję tylko do wyrobów z dodadkami funkcjonalnymi w solance,szynkę robioną metodą tradycyjną parzymy do 80'C max,lecz nigdy nie uzyskamy tej soczystości,miękkiej konsystenci co typowy Polish Ham. Użycie do solanki samej czystej haminy daje kiepski efekt,gdyż po wystudzeniu z szynki leci woda jest to najtańsza solanka bez dodatków białka zwierz.,itp.,która była stosowana w byłej epoce ,na ten temat nie wypowiadam się na forum,gdyż tu robimy wedlinydomowe. Zalewasz wodą ponad wysokość wsadu mięsnego, czy zalewasz całą praskę? Wypróbowałem ten Twój czas przy prasce @Tusiaczek (1kg wsadu) i u góry szynka konserwowa nie jest doparzona. Temp. parzenia przebiegała w zakresie 72 - 75 st. przez 60 min. Użytkownik Rafal78 edytował ten post 02 lis 2021 - 18:21 Do góry #13 Bossky Bossky Pasjonat Użytkownicy 648 postów MiejscowośćJasień Napisano 02 lis 2021 - 18:52 -parzenie właściwe przeprowadzamy 60 min/1kg w od uzyskania Poprawcie mnie jeśli się mylę i nie zrozumiałem. Puszkę wkładamy do wody o temperaturze 74stopnie. Czekamy aż wkład wewnątrz osiągnie 72 stopnie i czekamy jeszcze godzinę? Przy założeniu że mam około 1kg w puszce. Czy po prostu parzymy wyrób do 72 stopni wewnątrz, wyjmujemy i chłodzimy? -- RomiiW momencie uzyskania 72 parzenie należy zakończyć chlodzeniem Wysłane z mojego M2101K7AG przy użyciu Tapatalka Do góry #14 Rafal78 Rafal78 Użytkownik Użytkownicy 75 postów MiejscowośćŻywiec Napisano 03 lis 2021 - 07:11 Nie chciałem przebijać, dlatego chodziło mi o parzenie na czas. Wieczorem do parzenia poszedł drugi wkład i tym razem parzenie przez 110 min. Szynka konserwowa wyszła bdb. Do góry #15 paszeko paszeko Pasjonat Użytkownicy 614 postów Miejscowośćruda slaska Napisano 03 lis 2021 - 12:27 ktos TU podac przepis na ta szyneczke,dziekuje i prosze mnie nie odsylac do roku 2013 jak to jest szynkowarow! Do góry Sponsor Sponsor Reklama #16 EAnna EAnna Uzależniony od forum Moderatorzy 11764 postów MiejscowośćTychy Napisano 03 lis 2021 - 13:43 prosze mnie nie odsylac do roku 2013 A to dlaczego? SZYNKA_Biotita Ci nie pasuje? Przecież to o niej jest mowa w tym temacie Do góry
Kruche Ciastka Ciasteczka Maślane Jacobsens Duńskie w Puszce Święta 150g. od Super Sprzedawcy. 14, 81 zł. (9,87 zł/100 g) kup 30 zł taniej. 23,80 zł z dostawą. Produkt: Ciastka kruche Jacobsens Bakery 150 g. dostawa dzisiaj do 10 miast. 11 osób kupiło. Czy macie czasami tak, że jakiś przelotny zapach lub dźwięk sprowadza do waszej pamięci odległe, wyblakłe wspomnienie, związane właśnie z tym zapachem lub dźwiękiem? Ja mam tak dosyć często i uwielbiam te przypominajki, bo przywodzą na myśl same pozytywne wspomnienia. To chyba znaczy, że jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, za co jestem losowi bardzo wdzięczna. Jedno takie wspomnienie nawiedza mnie często, gdy wchodzę do angielskiego Lidla. Wiem, trochę przyziemne, ale co poradzę. Czasem jakiś zapach sprawia, że w głowie same pojawiają się zatarte obrazy. Ja i M wchodzimy do sklepu, trzymając się za ręce. Bierzemy koszyk i przechadzamy się po sklepie, ustalając plan. Plan, jak to zrobić, żeby jakoś przetrwać do kolejnej wypłaty, a jednocześnie coś zjeść. Nie dziwota, że Lidl był naszym najczęstszym celem. Nie pamiętam już, co kupowaliśmy. Pamiętam uczucia, które mi w takich sytuacjach towarzyszyły. Mimo że całe swoje dorosłe życie pracowałam, zdarzyło się, że po opłaceniu rachunków mieliśmy z M £5, dzięki którym mieliśmy uniknąć śmierci głodowej przez cały tydzień. Było to w czasach, kiedy byliśmy całkowitymi żółtodziobami tutaj, na emigracji. Przyjechaliśmy, zabierając ze sobą pożyczone walizki i wszystkie oszczędności, które nam zostały, a były tak znikome, że niestety, ale bardzo szybko się skończyły. Ja dostawałam wypłatę co miesiąc. M na samym początku w ogóle nie miał pracy, więc nasz pierwszy miesiąc tutaj wyglądał średnio dobrze. Liczyło się to, że byliśmy razem, że mieliśmy siebie i to, że wtedy wciąż byliśmy w sobie szaleńczo zakochani. Zaczynaliśmy nowe życie i to dostarczało nam takich emocji, które, myślę, będą trwać w naszej pamięci w nieskończoność. Owymi emocjami nie dało się jednak nażreć. Niestety. Kupowaliśmy to, co było najtańsze i w miarę zjadalne, ale nie martwiliśmy się, najważniejsze, że mieliśmy czas na wspólne przygotowywanie posiłków i dostarczało nam to wiele radości. Nie zapomnę nigdy, jak poszliśmy do Lidla na wielkanocne zakupy. Do Anglii przylecieliśmy w marcu, więc były to same początki. I pamiętam jak z okazji świąt postanowiliśmy sobie kupić szynkę w puszcze, która nie należała do najtańszych rzeczy, a dla nas wtedy, właśnie dlatego, była szczególnym rarytasem. Może wam się to wydać takie trywialne czy śmieszne, ale tak właśnie było. I teraz, rok w rok, na Wielkanoc kupujemy szynkę w puszce. Tak, żeby nigdy nie zapomnieć, że kiedyś było ciężej, co sprawia, że łatwiej się cieszyć tym, co jest teraz. Pamiętam, że nigdy się nad sobą nie użalaliśmy, nie narzekaliśmy, że miało być pięknie a jest do bani. Mieliśmy w sobie tyle pokory i wdzięczności za to, że mogliśmy dokonać wyboru, odnośnie tego, gdzie układać sobie życie i myślę, że głównie dzięki temu te wspomnienia teraz przywodzą uśmiech na twarzy. My, młodzi, zdrowi i odpowiedzialni tylko za siebie, budujący swoje gniazdo, gałązka po gałązce. Gdzie on tam ja, gdzie ja tam on. Czasy niełatwe, ale jednocześnie pełne takiej młodzieńczej beztroski. Teraz tak dalekie… Marzę o tym, żeby kiedyś poczuć się tak jak wtedy. Beztrosko, swobodnie. Nasze życie się zmieniło. Mogę kupować szynkę w puszce, kiedy mi się podoba, za to nie jestem już tak beztroska. Ponoszę odpowiedzialność już nie tylko za siebie, lecz za moją młodą rodzinę. Jestem dorosła, często przemęczona tą dorosłością, ale wciąż zadowolona. I kocham moje wspomnienia, szczególnie z tamtego okresu, kocham je za to, że za każdym razem sprawiają, że serce bije radośniej niż zwykle.
W tym celu trzeba zrobić rozczyn. Aby go przygotować, połącz ciepłe mleko, świeże i pokruszone drożdże, odrobinę cukru i łyżkę mąki. Składniki dokładnie wymieszaj, po czym przykryj i odstaw do wyrośnięcia na 15 minut. W międzyczasie przesiej pozostałą część mąki, aby dodatkowo ją napowietrzyć. Dopiero kiedy rozczyn

publiczna Świątynia luksusu w siermiężnych czasach – Pewex. (fot. domena publiczna).Szynka konserwowa, kawa naturalna, a nawet piwo w puszce. Niezwykłe rarytasy były na wyciągnięcie ręki. Ale tylko dla tych, którzy, fatygując się do Peweksu, nieśli w portfelu (właściwie: przedsiębiorstwo eksportu wewnętrznego „Pewex ”) to utworzone na początku lat 70. państwowe przedsiębiorstwo handlowe prowadzące detaliczną sprzedaż towarów importowanych. Z czasem zaczęło ono handlować także deficytowymi towarami produkcji odbywała się za dewizy oraz za emitowane od 1 stycznia 1960 przez bank Pekao tzw. Bony towarowe, które odgrywały rolę krajowego odpowiednika dolarów amerykańskich (czarnorynkowy kurs dolara wynosił w końcu lat 60. ok. 70 zł i pod wpływem inflacji wzrósł do 130 zł w 1978 roku, do 380 zł w 1982 roku, do 2400 zł w 1988 roku oraz do 7450 zł w 1989 roku). Argument za wyższością kapitalizmu?Sklepy Peweksu, podobnie jak innej firmy zajmującej się tzw. „eksportem wewnętrznym” – Baltony, stanowiły dla wielu Polaków swoiste okno wystawowe Zachodu, wzbudzając zachwyt oferowanymi czy też raczej „eksponowanymi” tam, a dostępnymi dla zwykłych śmiertelników jedynie w wyjątkowych okazjach, rarytasami w rodzaju szynki konserwowej, kawy naturalnej czy piwa w Maria Różański, lic. CC BY Reklama Pewexu na Wydziale Filologicznym UŁ, ul. Sienkiewicza 21 w Łodzi (fot. Krzysztof Maria Różański, lic. CC BY że wystawy sklepów dewizowych stanowiły w gruncie rzeczy sugestywny argument na rzecz tezy o wyższości kapitalizmu nad socjalizmem, władze nie zrezygnowały z utrzymywania tego typu placówek handlowych, traktując je (zwłaszcza pod koniec lat 70. oraz w latach 80.) jako istotne źródło dopływu deficytowych Peweksu utraciły rację bytu wraz z wprowadzeniem w marcu 1989 nowego prawa dewizowego, legalizującego handel opozycyjna za PRL-u o Peweksie„«Pewex» to jeden z dziwolągów funkcjonowania pieniądza w rozwiniętym społeczeństwie socjalistycznym. Ma on swoich pobratymców prawie we wszystkich krajach demokracji ludowej z ZSRR włącznie, ale ze względu na nasze większe otwarcie na Zachód (co samo w sobie oczywiście jest zjawiskiem pozytywnym) działalność jego przybrała tutaj nie spotykane gdzie indziej lic. CC BY-SA Łódzki mural z reklamą Pewexu (fot. Przykuta, lic. CC BY-SA nie tylko towary pochodzenia zagranicznego, co byłoby jeszcze jako tako zrozumiałe, ale coraz więcej produktów polskich można otrzymać tylko via tzw. eksport wewnętrzny. Okres oczekiwania w spółdzielniach na mieszkanie wydłuża się, ale za dolary dostaniesz klucze nieomal natychmiast. Jeśli zaś nie doczekasz mieszkania, twoja rodzina może ci postawić nagrobek za walutę – inaczej będziesz czekał dwa, trzy lata. […]Zupełne horrendum to sprzedaż poprzez placówki «Pewexu» środków niezbędnych do rozwoju gospodarczego, np. hodowli. Obiegła Polskę anegdotka o chłopie, który chciał sprzedawać kartofle za dolary. Oburzeni klienci wołają milicjanta, na co chłop: «A za co ja inaczej kupię ciągnik, węgiel, cement na budowę chlewni?»”.(W. Jasiński [Jerzy Zieleński], O głupim dowcipie, który zrobiono Ludwikowi Waryńskiemu, „Zapis” 1978, nr 5, s. 145).Źródło:Powyższy tekst ukazał się pierwotnie jako jedno z haseł Abecadła PRL-u. Pozycja autorstwa Zdzisława Zblewskiego została opublikowana nakładem wydawnictwa Znak w 2008 lead, ilustracje wraz z podpisami, wytłuszczenia, podział akapitów oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst poddano podstawowej obróbce obraz życia w komunistycznej Polsce

Morliny Szynka: Duda Spécialité Szynka po staremu: Kaminiarz Szynka gotowana: Krakus Szynka w stylu włoskim: Morliny Szynka litewska: mięso wieprzowe (91%), woda, regulator kwasowości E 325, sól, glukoza, maltodekstryna, stabilizatory: E 451, przeciwutleniacz: E 301, substancja konserwująca: E 250

To jest kolejna szynka z szynkowara. Tym razem z mięsa w kawałkach. Tej szynki nie będę opisywała już tak dokładnie jak poprzednie dwie , bo sposób jest podobny. Szynka jest bardzo dobrze scalona, dobrze się kroi,a w smaku jest jak konserwowa. Ta szynka nie posiada tłuszczu tylko samą smaczną galaretkę. Spróbujcie Państwo a nie pożałujecie. To nie jest trudne, tylko trochę chęci potrzeba. Czasu też niewiele , bo sposób zrobienia jest bardzo rozciągnięty i tylko czas oczekiwania jest 3 dni. SKŁADNIKI: ---1 kg czystego mięsa z uda indyka + skórka ---3 płaskie łyżeczki peklosoli (soli peklowej) ---1 płaska łyżeczka pieprzu białego ---mały ząbek czosnku ---1/2 płaskiej łyżeczki soli ---1 kopiasta łyżeczka cukru pudru ---3 płaskie łyżeczki żelatyny ---100 ml wody niegazowanej Mięso z uda indyka pokroić w plastry jak na kotlety schabowe i rozbić przez folię . Nie musi być mocno. Skórkę z indyka pokroić w kostkę, nie musi być drobna. Do miski włożyć rozbite mięso, pokrojone skórki i wsypać 3 płaskie łyżeczki soli peklowej i wyrobić jak kotlety mielone. Przełożyć do woreczka foliowego (do zamrażania) i włożyć do lodówki na 24 godziny. Po tym czasie wyjąć godzinę przed wyrabianiem ,żeby mięso nabrało temperatury pokojowej. Do 100 ml wody niegazowanej dodać cukier puder, pieprz biały, ząbek czosnku roztarty z 1/2 łyżeczki soli, żelatynę i wymieszać. Wlać do mięsa i wyrobić ręką lub hakiem w robocie, aż do momentu rozklejenia się całości. Do szynkowara włożyć woreczek i wkładać kawałki rozklejonego mięsa i dociskać mocno dłonią. Woreczek skręcić i zamknąć szynkowar. Wstawić do lodówki na 24 godziny. Po tym czasie wstawić szynkowar do garnka z zimną wodą sięgającą nieco powyżej linii szynki i parzyć 2 godziny od momentu osiągnięcia 75-80 stopni C przez wodę . Po tym czasie szynkowar włożyć do garnka z zimną wodą i pod bieżącą ostudzić. Uważać, żeby woda z kranu nie dostała się górą do szynkowara. Schłodzony szynkowar wstawić do lodówki na 24 godziny i można szynkę wyjąć. Szynka robiona z mięsa w kawałkach mocniej się zasklepia przy dnie i ciężej ją wyjąć. Należy szynkowar wstawić do gorącej wody, ale tylko na 2-3 cm i po bardzo krótkim czasie wyjąć i wyciągnąć mięso. Szynka jest bardzo smaczna, aromatyczna i wilgotna, ale nie cieknąca jakąś wodą niewiadomego składu. Polecam,naprawdę warto. SZYNKA CZYTELNIKÓW :
Schesir naturalna karma dla kotów kurczak z szynką w rosole w puszce 70g | Wyjątkowa, w 100% naturalna karma z najwyższej jakości składników dla dorosłych kotów. | Koty \ Karmy dla kotów \ Karmy mokre dla kotów Koty \ Karmy według firm \ Schesir | sklep.zooglobe.pl - sklep zoologiczny, internetowy sklep zoologiczny, dla psa, dla kota, dla gryzoni

Lata 70-te PRL-u to okres towarów na kartki, braków w sklepach i tandetnego, zawodnego sprzętu RTV i AGD. Przedmiotem pożądania były towary w Pewexie dostępne za waluty wymienialne. Ceny w Pewexie, mimo że niskie, przekraczały możliwości przeciętnych ludzi. Mimo to Polacy starali się uzbierać na waluty u cinkciarza i kupić modne ubrania, zabawki zachodnich firm, niedostępne gdzie indziej dezodoranty, czy niezawodny sprzęt RTV zachodnich marek. Dowiedz się, jakie towary oferowały sklepy Pewexu w czasach PRL. Jeśli szukasz więcej informacji i ciekawostek historycznych, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły o PRL. Czym był Pewex w PRL i kto mógł kupić towary z Pewexu Władze ludowe w PRL starały się skupować od obywateli waluty wymienialne, których posiadanie było do 1956 roku nielegalne. Początkowo istniały sklepy walutowe banku PeKaO, w których można było kupić trudno dostępne towary. Pewex, czyli Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego, powstało w 1972 roku z przekształcenia tych sklepów. Cennik w Pewexie ustalano na bazie dolara amerykańskiego, lecz płacić można było wszystkimi walutami oraz bonami walutowymi PeKaO. Jak na kieszeń zwykłego Polaka ceny w Pewexie były dość wysokie. Pewexy działały na zasadzie sklepów duty free, dlatego też ceny w Pewexie były bardzo niskie w porównaniu do cen towarów w krajach zachodnich. Jednak ówczesny przelicznik walut sprawiał, że dla zwykłego Polaka zakupy w Pewexie były prawie niedostępne. Przeciętni ludzie nie byli w stanie zaopatrywać się w Pewexie, a jeśli już to okazjonalne, jeśli dana rzecz była naprawdę niezbędna. Jedynym sposobem pozyskania walut na produkty z Pewexu, był nielegalny zakup walut u cinkciarza lub kogoś znajomego, kto je miał. Cinkciarze z reguły stali pod sklepami Pewexu. Posiadali oni waluty najczęściej od dewizowych turystów, którym bardziej opłacało się wymienić waluty na złotówki u cinkciarza niż w banku. Mimo wysokiego przelicznika oraz niebezpieczeństwa nielegalnej transakcji Polacy próbowali zaopatrzyć się w waluty, na przykład wyjeżdżając do innych demoludów, gdzie przelicznik był bardziej przystępny. Władze ludowe patrzyły przez palce na te transakcje, zaś niebezpieczeństwo polegało na tym, że osoba niedoświadczona mogła zostać oszukana, okradziona, a nawet pobita, jeśli trafiła na oszusta. Towary z Pewexu - najbardziej pożądane produkty w PRL Jakie produkty z Pewexu były obiektem marzeń przeciętnych Polaków Pewex oferował przede wszystkim towary zachodniej produkcji, lecz także polskie towary eksportowe. Jakie produkty można było kupić w Pewexie: artykuły żywnościowe, alkohol i papierosy, ubrania, tkaniny i włóczki, kosmetyki i środki higieniczne, zabawki, artykuły RTV i AGD oraz mikrokomputery, samochody i akcesoria, sprzęt sportowy, materiały budowlane i narzędzia. Zakupy w Pewexie były marzeniem dla każdego. Dreszcz emocji czuło się nawet, odwiedzając sklep, aby tylko popatrzeć na zagraniczne kosmetyki, ubrania, czy zabawki. W PRL fascynacja krajami zachodnimi i ich produktami była ogromna. Uchodziły one za szczyt marzeń i ideał doskonałości, szczególnie że jakość towarów produkcji polskiej i demoludów pozostawiała wiele do życzenia. Zaś w okresie znacznych braków zaopatrzenia, Pewex był jedynym sklepem, gdzie zawsze można było dostać niezbędne towary, jak np. papier toaletowy. Jeśli szukasz więcej ciekawostek, sprawdź także ten artykuł o 10 osobach, które kształtowały opinie Polaków w czasach PRL. Produkty spożywcze w Pewexie Jednym z najczęściej kupowanych towarów w Pewexie były wódki. Najpopularniejsze były Gold Waser, Advokat, whisky Johnnie Walker, francuski szampan czy też hiszpański poncz Jerezano, zaś w czasach alkoholu na kartki także polskie wódki jak Żubrówka czy Żytnia. W Pewexach dostępne było także piwo w puszkach, które teraz stoi w każdym sklepie, a wtedy było niespotykanym rarytasem. Co ciekawe w Pewexie nie obowiązywała sprzedaż alkoholu po 13. Deficytowym towarem na kartki były papierosy, zaś w Pewexach za waluty dostępne były takie marki jak: Marlboro, Dunhill, Lord. W czasach, gdy po wędlinę stało się w długich kolejkach i nie dla każdego wystarczyło, w Pewexie dostępny był polski produkt eksportowy - szynka konserwowa w puszce. Zdarzało się, że w przeciętnych rodzinach szynka ta pojawiała się na święta i smakowała wspaniale. Starsi ludzie kupowali w Pewexach produkty zdrowotne, jak Buerlecithin, Biovital, czy Amol, których nie było w zwykłych aptekach. Dla dzieci szczytem atrakcji była Coca Cola w puszkach oraz gumy McDonald z kolorową historyjką w opakowaniu. Na półkach Pewexów leżały najróżniejsze słodycze, czekolady, kawa, jak również owoce cytrusowe i banany. Ubrania i kosmetyki z Pewexu O ciuchach z Pewexu młody człowiek z PRL mógł sobie tylko pomarzyć. Dla ówczesnych nastolatków szczytem marzeń były spodnie jeansowe, Levisy, Wranglery, Rifle, czy Montany. Oryginalne można było kupić tylko w Pewexie, zaś podróbki na bazarze, choć tu i tu cena przekraczała budżet rodziców. W Pewexach królowały także tkaniny jak grempliny, jedwabie, sztuczne futerka. Wtedy prawie każda kobieta umiała szyć, a własnoręcznie uszyty ciuch wychodził taniej. Szczytem marzeń była wełna moherowa oraz sweterki szetlandy. Każda dziewczyna marzyła o tym, aby zrobić sobie na drutach puchaty sweterek z moheru, lub choćby czapkę. Co ciekawe w Pewexie można było kupić, niedostępne w innych sklepach, peruki. Pewexy nie były sklepami samoobsługowymi. Towary z Pewexu podawał sprzedawca, zaś ubrania były ładnie poukładane na półkach sklepowych lub leżały pod oszkloną ladą. Atrakcyjnym asortymentem Pewexu były kosmetyki i dezodoranty. Szczególną popularnością cieszyły się kosmetyki Chanel i Max Factor. W zwykłych sklepach dezodoranty właściwie nie istniały, zaś w Pewexie oferowano pachnące dezodoranty w sprayu wiodących firm zachodnich. Produkty z Pewexu - zabawki i rozrywka Dla dzieci szczytem marzeń były klocki Lego, samochodziki Matchbox czy lalki Barbie - dostępne tylko w Pewexie. Natomiast dla młodzieży i dorosłych marzeniem był sprzęt elektroniczny i grający. Była to epoka magnetofonów i walkmenów na kasety. Telewizory kolorowe dopiero wchodziły na rynek. Sprzęt polskiej produkcji należało upolować w sklepie, stojąc w długich kolejkach lub biegając od sklepu do sklepu o 11 rano. Ówczesny sprzęt był tak zawodny, że każdy drżał czy się za chwilę nie zepsuje. Z naprawą też nie było łatwo, gdyż terminy naprawy były długie i częso po miesiącu oczekiwania otrzymywało się z powrotem nienaprawiony sprzęt, bo “nie ma części”. Dobrej jakości sprzęt zagraniczny, który się nie psuł, można było kupić tylko w Pewexie. Królowały takie marki jak Panasonic czy Sharp. Pewex był też jedynym źródłem nowoczesnego sprzętu jak magnetowidy czy mikrokomputery. Cennik sprzętu RTV przekraczał możliwości przeciętnego Polaka. Aby kupić TV lub magnetowid w Pewexie należało zbierać wiele miesięcy czy lat. Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 98,2% czytelników artykuł okazał się być pomocny

Szynka w Puszce na Allegro.pl - Zróżnicowany zbiór ofert, najlepsze ceny i promocje. Wejdź i znajdź to, czego szukasz!
W 1947 roku ogłoszono, że podczas Wielkanocy nie będzie strzelaniny. Wydano nawet specjalny komunikat w tej W okresie świątecznym zabrania się strzelaniny zarówno z broni palnej, jak i straszaków, petard oraz żabek sporządzonych z kalichloricum oraz innych materiałów wybuchowych - pisano w komunikacie. - Składom aptecznym, drogeriom i innym sklepom zabrania się sprzedaży chloranu potasu i wszelkich substancji o właściwościach wybuchowych.„Dziennik Łódzki” pisał, że przed świętami zdrożały artykuły spożywcze i wielki ruch panował w sklepach z materiałami piśmienniczymi, które odwiedzano, by kupić świąteczne kartki. - W niektórych nawet ich zabrakło - informowali dziennikarze. - Ale wystarczyło wejść do pierwszej lepszej cukierni, gdzie kilkoro małych przekupniów oferuje gościom kupno kart świątecznych, oczywiście po wyższej cenie. W Wielki Piątek w kościołach nie odprawia się mszy, a przed kościołami sprzedawano korony cierniowe, wodę święconą i widłaki do przybrania stołu i wyjazdyJuż w Wielki Piątek łodzianie odwiedzali kościoły, by obejrzeć Groby Pańskie. Na przykład w kościele garnizonowym przy Placu Wolności grób Chrystusa urządzono pod okopami, w których czuwał polski żołnierz. - Z boku widnieją trzy krzyże: Symbol Męki Pańskiej i symbol męki narodu polskiego w czasie okupacji hitlerowskiej - pisał „Dziennik Łódzki”. - Przed tym grobem straż pełni wojsko, straż i żołnierze. W kościele Serca Jezusowego, świątyni akademickiej czuwają harcerze i studenci. Tu grób został urządzony bardzo skromnie, ale ta prostota też ma swoja wymowę. Postać Chrystusa leży wśród kwiatów pod trzema czarnymi, dębowymi krzyżami. Najbardziej zbliżony do prawdziwego jest Grób w kościele św. Krzyża. Nad grotą z białego marmuru oświetlone delikatnie światłem chylą się wysokie 1947 roku rezurekcja odprawiana w kościele garnizonowym była transmitowana przez polskie radio. I słuchano jej także w Stanach Zjednoczonych... Były to jedne z ostatnich takich opisów Wielkanocy jakie miały miejsce w łódzkich gazetach do 1956 r. W okresie stalinizmu nie wspominano o kościelnych świętach. Ale potem się to zmieniło. W 1959 roku pisano, że przed Wielkanocą sensację wywołał ślub pary, która w sumie miała 170 lat! On - 87, a ona - 83. Informowano, że na wystawach sklepów pojawiały się baranki, zajączki, jajeczka, symbol świąt wielkanocnych. Łodzianki chętnie odwiedzały też „Dom Gospodyni” przy ul. Piotrkowskiej 55. Miały kupować plastykowe naczynia, a więc maselniczki, koszyczki na pieczywo. Kupowały też komplety garnków aluminiowych, brytfanny do ciast i uniwersalne szybkowary. Pisano, że 200 łodzian na święta pojechało do Strzelaniny świątecznej było mniej niż zazwyczaj - pisał „Dziennik Łódzki”. - Jednak i tym razem nie obyło się bez wypadków. Podczas rezurekcji w kościele przy ul. Łąkowej 20-letni Marian Matysiak zamieszkały przy ul. Rybnej strzelał na wiwat. W pewnej chwili po eksplozji „brukowiec” uderzył go w głowę powodując pęknięcie czaszki. Matusiaka odwieziono do szpitala przy ul. Żeromskiego. Tego samego dnia na ul. Nowotki, w okolicach kościoła św. Teresy nieznany mężczyzna strzelał z petard wskutek w głowę i ramię został ranny 10-letni Andrzej Grabowski. W drugi dzień świąt miarę przebrał Józef Zimny zamieszkały na Nowy Złotnie, który oblał z kubła kobietę niosącą niemowlę na ręku. Za taki niesmaczny kawał został zatrzymany przez 1964 roku wielu łodzian wyjechało na święta do rodzin o czym miał świadczyć wzmożony ruch na dworcach autobusowych i kolejowych. Pogotowie odnotowało 500 zgłoszeń, z których 20 proc. dotyczyło dolegliwości żołądkowych. Natomiast 45 osób, w tym trzy kobiety, spędziły święta w Izbie Wytrzeźwień. W 1966 roku łodzianie spędzili na ogół święta spokojnie i kulturalnie. MO interweniowało tylko w 50 Były to przeważnie nieporozumienia w prywatnych mieszkaniach - informował „Dziennik Łódzki”. - Spory towarzysko rodzinne rozwiązywano przy świątecznej wódce. Święta Wielkanocne to najlepszy czas do zawierania małżeństw. W łódzkich USC udzielono ślubu ponad 600 parom. Większość „młodych panien” wystąpiła w białych sukienkach, przeważnie z koronki, do tego krótki welon i wiązanka. Zdarzały się też garsonki, przeważnie z białej elany lub w pastelowych 1970 roku Wielkanoc upłynęła w Łodzi w zadymce śnieżnej. Reporterzy „Dziennika Łódzkiego” dziwili się, że w dziewiątym i dziesiątym dniu kalendarzowej wiosny była zimowa Zabrakło nam chemicznych środków do walki z śniegiem - informował dyżurny MPO. - Nikt nie spodziewał się, że będą potrzebne jeszcze w końcu marca. Z soboty na niedziele po mieście kursowało 18 pługopiaskarek! W drugi dzień świąt na trasy wylotowe, Rokicińską, Zakładową, Brzezińską wyjechały pługi odgarniające zasypujący jezdnię 1974 roku meldowano, że łódzki handel jest przygotowany do świąt wielkanocnych. Jak zapewniała kierowniczka sklepu przy ul. Piotrkowskiej 93, że nie brakowało szynki konserwowej, mniej było szynki bez kości, którą najchętniej kupują Dobre jest też zaopatrzenie w mięso, zwłaszcza mrożone - dodawała kierowniczka sklepu. - Nie powinno zabraknąć białej Łodzi miały też dotrzeć dostawy fińskiego pieczywa cukierniczego, a także polskie wyroby czekoladowe. Czekano na transport pomarańczy. Tłoczno było na rynkach, gdzie łodzianie kupowali wierzbowe bazie. Zachęcano też mieszkańców Łodzi, by święta spędzali na świeżym powietrzu, bo miała dopisać pogoda. Między innymi do odwiedzenia Ośrodka na Chojnach, jak nazywano Stawy Jana czy ośrodek w Parku im. 1 Maja, czyli Stawy Stefańskiego. Wodą napełnione były też stawy w Arturówku, a w drugi dzień świąt miała być otwarta wypożyczalnia kajaków. W święta ślub wzięło 120 par. W łódzkich urzędach odbyło się także uroczyste nadanie 1976 roku Wielkanoc przywitała łodzian niemal letnią pogodą. Temperatura przekraczała 20 stopni Celsjusza. Reporterzy „Dziennika Łódzkiego” zauważyli, że w świąteczne dni Łódź W przedświątecznym tygodniu pociągami i autobusami do krewnych i przyjaciół wyjechało około 150 tysięcy łodzian - wyjaśniano. - A co najmniej kilkadziesiąt tysięcy wyjechało swoimi samochodami. Mieszkańcy Łodzi spędzili święta przy suto zastawionym stole, o czym mogą poświadczyć pracownicy pogotowia ratunkowego, którzy w kilkudziesięciu przypadkach musieli udzielać pomocy w przypadkach spowodowanych niepohamowanym łakomstwem. Udzielono też około 200 ślubów i na każdym kroku w mieście widziano samochodowe orszaki weselne. Poniedziałkowy ranek upłynął pod znakiem śmigusowej tradycji. Prym wiodła młodzież, która nie traciła żadnej okazji, by oblać pasażerów tramwajów czy autobusów. Na niektórych ulicach wodę lano z okien wieżowców. Przed świętami przedstawiciele Wydziału Handlu zapewniali, że łódzkie sklepy są bardzo dobrze zaopatrzone w drób, jajka, warzywa, nabiał, a także ryb, ogórków i kiszonej kapusty. Otrzymały też dodatkowe dostawy rodzynek, migdałów i wyrobów czekoladowych. Opóźniły się jednak transporty pomarańczy. Niedobory były w dostawach śledzi, konserw rybnych, żelatyny i 1979 roku Wielkanoc znów minęła spokojnie. Jak zapewniał dyżurny Komendy Miejskiej Milicji nawet tradycyjny śmigus - dyngus był kulturalny. Łódzcy strażacy musieli kilka razy interweniować. Między innymi paliła się kołdra przy ul. Kopcińskiego i mięso w garnku przy ul. Kossaka. Dopisała pogoda, która sprzyjała spacerom. Tłoczno było w parkach i A ci, którzy zostali w domu nie mogli narzekać na atrakcyjny program w radiu i telewizji! - pisał „Dziennik Łódzki”.Przed Wielkanocą w 1981 r. przygotowywano się do wprowadzenia kartek na W naszych zakładach wszystko jest zapięte na ostatni guzik! - mówił Józef Andrzejewski, dyrektor Okręgowego Przedsiębiorstwa Przemysłu Mięsnego. - Polędwicę, baleron, szynkę konserwową, kiełbasę krakowską parzoną i mielone klienci będą otrzymywać plastrowane w 100 gramowych porcjach. Opakowań mamy pod dostatkiem. Martwi nas za to znaczny spadek skupu mięsa w ostatnich dniach. Zamiast 4 tysiąca sztuk trzody chlewnej skupujemy 2 tysiące. Zamiast 400 sztuk bydła - kartki żywność Polacy zaczęli kupować od 1 kwietnia 1981 r. Reporterzy „Dziennika Łódzkiego” ruszyli więc na rajd po sklepach mięsnych w W znacznej części sklepów formowały się kolejki ludzi pragnących zarejestrować kart zaopatrzeniowych - relacjonowali reporterzy „Dziennika Łódzkiego”. - Przy okazji nie obyło się bez scysji. W niektórych sklepach dzienny limit możliwości obsłużenia konsumentów już się w stanie wojennymPierwsza Wielkanoc stanu wojennego przypadła 11 i 12 kwietnia. Informowano, że dla wszystkich kobiet pracujących w gospodarce uspołecznionej będą miały wolną Wielką Sobotę. Ożywiony ruch panował w łódzkich Największe kolejki obserwujemy przy stoiskach z alkoholem, herbatą, śmietaną, a także tam gdzie można kupić owoce cytrusowe - pisał „Dziennik Łódzki”. - Przed świętami w łódzkich sklepach znalazło się 35 tys. litrów win gronowych, a ma być dostarczonych kolejnych 7 tys. Zmalały za to zapasy herbaty w łódzkich hurtowniach, bo trafiły do sklepów. Zawieziono tam 147,5 tony. Ale, że od dłuższego czasu brakowało w nich herbaty, to błyskawicznie została wykupiona. Niemniej w piątek i sobotę do łódzkich sklepów trafi jeszcze 30 ton herbaty. Również w tych dniach rozwiezione zostaną resztki kubańskich i tureckich pomarańczy - około 15 ton, a także 10 ton cytryn. Skończyły się za to rodzynki, których sprzedano 35,5 też, że przed świętami nie zabraknie chleba. Świąteczne wędzonki można było kupić na kartki. Na głowę przypadało 300 gram. - Niektóre sklepy odmawiały przyjmowania tych delikatesowych wędlin - informował „Dziennik Łódzki”. - Do bałuckich sklepów dostarczono 35 ton tych wędzonek, a sprzedano tylko 15. Łódzki sztab żywnościowy zastanawiał się jak rozwiązać ten problem. Po wielu naradach ustalono, że decyzję w tej sprawie podejmie zarząd „Społem”, który na bieżąco ma monitorować sprzedaż w sklepach zgodnie z tym co pisała łódzka prasa, Wielkanoc przebiegła spokojnie. Tyle, że łodzianie źle zinterpretowali telewizyjną wypowiedź wiceprezydenta miasta, że w Wielki Piątek zniesiona zostanie limitowana sprzedaż, jak to określono szlachetnych wędlin. A stało się to dopiero w sobotę. Był jeszcze jeden problem związany z zaopatrzeniem, bo do Łodzi nie dotarły zapowiadane dostawy cytrusów i herbaty. Podkreślano, że w święta wiele pracy miały łódzkie Urzędy Stanu Cywilnego. Tylko na Polesiu udzielono ich Nietypową atrakcją był podwójny ślub - pisał „Dziennik Łódzki”. - Związek małżeński zawierało jednocześnie dwóch braci - Stefan i Sławomir Bartosowie. Ślubu udzielały mu trzy osoby, co nadało temu wydarzeniu jeszcze bardziej uroczysty tamtą Wielkanoc nie dopisała pogoda. Świeciło słońce, ale zaraz po tym w mieście była śnieżna zawierucha. Było więc wietrznie i 1984 roku Wielkanoc wypadła 22 kwietnia i tym razem pogoda dopisała. Termometry wskazywały nawet 25 stopni Celsjusza. - Rozgrzaną atmosferę łagodziły dość skutecznie tłumy zwolenników tradycji „lanego poniedziałku” - zauważał „Dziennik Łódzki”. - W zależności od wieku posługiwano się bardzo różnymi naczyniami. Małe dzieci korzystały z tradycyjnych śmigusówek, ale dorastająca młodzież wolała garnki, rondle, a nawet wiaderka. Zwyczaj zwyczaje, ale zupełnie co innego gdy ktoś z rodziny poleje nas odrobiną dobrych perfum, a gdy ktoś nagle wyleje nam na ulicy na głowę kubeł zimnej wody. Właśnie w poniedziałek większość zgłoszeń do oficera dyżurnego milicji dotyczyła wyrostków, którzy fundowali łodzianom takie atrakcje. Ożywiony ruch panował na łódzkich dworcach. Na przykład w Wielki Czwartek na Dworcu Fabrycznym sprzedano 11 tysięcy biletów, a na Dworcu Kaliskim - 9 tysięcy. Zatłoczone były pociągi dalekobieżne jadące w kierunku Warszawy, Gdańska, Wrocławia i Gliwic. Z kompletami pasażerów odjeżdżały też autobusy PKS. - Nasilenie ruchu pasażerskiego nastąpiło w piątek - pisał „Dziennik Łódzki”. - Niełatwo było znaleźć miejsce w pośpiesznym pociągu „Podlasie” do Terespola czy do Zakopanego, który ciągnął dodatkowo dwa wagony do Krynicy, a także w osobowych do Jeleniej Góry i Wielkanocy 1987 roku informowano, że w Wielki Piątek łodzianie pobili rekord jeśli chodzi o zużycie wody - 396 tysięcy metrów W związku z tym mieszkańcy Stoków narzekali na niskie ciśnienie wody w kranach - informował „Dziennik Łódzki”. - A mieszkańcy zgierskich Proboszczewic narzekali na brak gazu. Tłumaczono, że to skutki powszechnego gotowania, pieczenia i smażenia. Natomiast w święta strażacy interweniowali aż 42 razy, na szczęście nie były to groźne przypadki. Na nadmiar klientów nie narzekała Izba w 1989 roku na pierwszej stronie „Dziennika Łódzkiego” pisano o uroczystościach Wielkiego Tygodnia w Watykanie. Jednocześnie były to wesołe święta dla mieszkańca Dąbrowy, który bezbłędnie wytypował wyniki trzynastu meczów ligi angielskiej i wygrał ponad 44 mln zł. Informowano też, że już za kilkadziesiąt dni zniknie cenzura. Ostatnia Wielkanoc PRL-u upłynęła w Łodzi spokojnie. - Nawet silny wiatr nie spowodował tym razem poważnych szkód - informował „Dziennik Łódzki”. - Inżynierowi województwa zgłoszono tylko „wywrotkę” płotu przy ul. 22 lipca w Łodzi. Energetycy zanotowali wprawdzie kilka awarii, ale usuwano je na bieżąco. Również strażacy nie musieli się przepracowywać, choć w sobotę i niedzielę było kilka drobnych „Dziennika Łódzkiego” zauważali, że Wielkanoc w 1989 roku łodzianie spędzali głównie w domach, przy bardziej lub mniej suto zastawionych stołach. - Zdaje się, że na niektórych podstawową potrawą była wódka - zauważał lekarz dyżurny łódzkiego pogotowia. - „Alkoholowych” wezwań było trzy razy więcej niż zwykle. Kiedyś dolegliwości spowodowane spożycie nadmiernej ilości trunków nie były tak poważne jak teraz. Widać wyroby monopolu spirytusowego są coraz gorsze...Choć wiele osób piło w Wielkanoc, to w łódzkiej Izbie Wytrzeźwień nie było tłoku. W pierwszy dzień świąt przywieziono tam zaledwie 10 osób, a w wielkanocny poniedziałek - dwóch mężczyzn i kobietę. - Ale w wielkanocny poniedziałek w niektórych rejonach miasta odbywały się polowania - pisał „Dziennik Łódzki”. - Na Retkini kilkudziesięcioosobowe watahy młodzieńców z wiadrami polowało na świątecznie ubranych przechodniów. Milicja przyjmowała też skargi na dyngusowe ekscesy przed niektórymi kościołami, gdzie grupy wyrostków atakowały wiernych przy pomocy wszelkich dostępnych naczyń z zimną wodą...
\n \n szynka w puszce prl
PALUSZKI Z SZYNKA: najświeższe informacje, zdjęcia, video o PALUSZKI Z SZYNKA; Porównał paragon z lutego 2022 z lutym 2023. Nie dość, że zapłacił więcej, to jeszcze zauważył ważną rzecz
Konserwy mięsne w puszkach Jest 6 produktów. Pokazuje 1 - 6 z 6 elementów Wołowina w sosie własnym [300g] Mięso wołowe 80%, woda, sól, mieszanka przypraw i ekstrakty przypraw, wzmacniacz smaku (glutaminian monosodowy), glukoza, białka mleka (łącznie z laktozą), białko zwierzęce, (wieprzowe kolagenowe), przeciwutleniacz E301, stabilizatory E450, E451, E407A, substancja żelująca E407, skrobia, maltodekstryna, substancja konserwująca E250. Produkt może zawierać:... 10,93 zł za sztukę Gulasz angielski [300g] Mięso wieprzowe 80%, woda, sól, białko wieprzowe kolagenowe, przyprawy, aromaty, ekstrakty przypraw, substancja konserwująca E250. Produkt może zawierać: zboża zawierające gluten, mleko łącznie z laktozą, jaja, seler, soję, gorczycę. Wartość odżywcza w 100 g produktu: Wartość energetyczna 813 kJ / 196 kcal; tłuszcz 14 g, w tym kwasy tłuszczowe nasycone... 10,53 zł za sztukę Konserwa turystyczna [300g] Mięso wieprzowe 64%, woda, tłuszcz wieprzowy, sól, przyprawy, skrobia modyfikowana, białko wieprzowe kolagenowe, białko sojowe, hydrolizat białka sojowego, błonnik pszenny, substancja zagęszczająca: guma ksantanowa, aromaty (soja), cukry: maltodekstryna, glukoza, wzmacniacz smaku: glutaminian monosodowy, stabilizatory E450, E451, substancje żelujące:... 7,60 zł za sztukę Konserwa podobna do tej z PRL-u [300g] Mięso wieprzowe 66%, woda, skrobia modyfikowana, sól, tłuszcz wieprzowy, stabilizator: trifosforany, substancja żelująca: E407a, białko wieprzowe kolagenowe, błonnik pszenny, glukoza, wzmacniacz smaku: E621, przeciwutleniacz: E316, aromaty (w tym aromat dymu wędzarniczego), substancja konserwująca: E250. produkt może zawierać: zboża zawierające gluten,... 7,13 zł za sztukę Szynka drobiowa [300g] Mięso drobiowe z uda kurczaka 80%, woda, skrobia, sól, substancja zagęszczająca: przetworzone wodorosty morskie z gatunku Eucheuma, maltodekstryna, wzmacniacz smaku: glutaminian monosodowy, aromat, ekstrakt drożdżowy, substancja konserwująca: azotyn sodu. Produkt może zawierać: zboża zawierające gluten, mleko łącznie z laktozą, jaja, seler, soję,... 9,91 zł za sztukę Golonka extra [300g] Golonka wieprzowa bez kości ze skórą 70%, woda, sól, stabilizator E450i, substancje żelujące E407, E407a, białko sojowe, białko wieprzowe kolagenowe, skrobia, przeciwutleniacz E301, aromaty (gluten z pszenicy, mleko), maltodekstryna, wzmacniacze smaku E635, E621, laktoza z mleka, cukier, czosnek suszony, przyprawy (gorczyca), ekstrakty przypraw, błonnik... 8,24 zł za sztukę Pokazuje 1 - 6 z 6 elementów
Zdjęcie o Pyszna szynka gotowana w puszce na drewnianej desce z przyprawami. zamykanie. Obraz złożonej z tradycyjny, kiełbasa, piec - 197033945
Jak powstał produkt Konserwa wieprzowa pasteryzowana, szynka z połączonych kawałków mięsa z dodaną wodą firmy Krakus - jakie składniki posłużyły do jego produkcji:mięso wieprzowe z szynki (80%), woda, sól, glukoza, żelatyna wieprzowa, stabilizatory: E451, E452, wzmacniacz smaku: glutaminian monosodowy, przeciwutleniacz: askorbinian sodu, substancja konserwująca: azotyn sodu, Średnia zawartość galarety 25%Wartości odżywcze (%)w 100 g produktuWartość energetyczna 504 kJ / 120 kcalTłuszcz 4,9 gw tym kwasy tłuszczowe nasycone 2,0 gWęglowodany 2,0 gw tym cukry 1,7 gBiałko 17,0 gSól 2,0 gSeler : Może zawieraćZboża zawierające gluten : Może zawieraćMleko : Może zawieraćGorczyca : Może zawieraćSoja : Może zawieraćProducent marki Krakus opisuje Konserwa wieprzowa pasteryzowana, szynka z połączonych kawałków mięsa z dodaną wodą tak:produkt polski, edycja limitowanaKrakusKonserwa wieprzowa pasteryzowana, szynka z połączonych kawałków mięsa z dodaną wodą.Przechowywać w warunkach chłodniczych Po otwarciu przechowywać w lodówce i spożyć w ciągu 48 godzin. Przechowywać w temperaturze od +2°C do +6°CSpożywać na konserwowaPolskaAnimex Foods Sp. z Morliny 15 14-100 Ostróda Oddział w Szczecinie ul. Pomorska 115 B 70-812 SzczecinAnimex Foods Sp. z Morliny 15 14-100 OstródaPoznaj prawdziwe opinie na temat towaru Konserwa wieprzowa pasteryzowana, szynka z połączonych kawałków mięsa z dodaną wodą firmy Krakus. Poniższe oceny są subiektywne, ale zostały wystawione przez konsumentów, którzy zamówili ten dodać opinię ?Jak dodać opinię?Po doręczeniu Twojego zamówienia, w zakładce "Panel klienta / Oceń produkty" (widocznej w menu po zalogowaniu) zobaczysz pełną listę kupionych przez Ciebie produktów. Przy każdym z nich możesz zamieścić swój komentarz i ocenę.Jerzy Dubiel , 2016-03-16 15:09:25Smakuje raczej jak mielone wieprzowe mięso
Na plaster szynki rozprowadź cienką warstwę serka, pomijając brzegi i zwiń je w rulonik. Następnie wszystkie faszerowane roladki przełóż do półmiska. Jeżeli chcesz przyozdobić swoje szyneczki w galarecie może do półmisku dodać groszek, marchewkę, pietruszkę, kukurydzę czy też kawałki jajka na twardo, technika i styl dowolny.
Wspominamy PRL jako okres tandety i awaryjnych produktów niskiej jakości. Okazuje się jednak, że nie wszystkie marki PRL były marnej jakości. Ówczesna tradycja produkcji rolnej sprawiała, że wyroby spożywcze były bardzo smaczne i dobrej jakości. Szczególnie wysoką jakością wyróżniały się wyroby na eksport, o których zwykły Polak mógł sobie pomarzyć. Wydaje się, że symbole PRL przeminęły. Co ciekawe, bardzo wiele znanych wówczas marek nadal istnieje. Dowiedz się, jakie popularne marki produktów w PRL nadal istnieją na rynku. Jeśli szukasz więcej informacji i ciekawostek historycznych, sprawdź także zebrane w tym miejscu artykuły o PRL. Marki z czasów PRL, które przetrwały do dziś Czasy PRL kojarzą się przede wszystkim z tandetą. System komunistyczny w założeniu miał być rajem na ziemi, gdyż wierzono, że odgórne zarządzanie i kontrolowanie wszystkich aspektów ludzkiego życia zniweluje takie problemy, jak bieda, przestępczość, wojny itp. W praktyce ograniczenie ludzkiej inicjatywy i przedsiębiorczości stworzyło nijakość i bylejakość. Każdy robił tylko to, co musiał i nic poza tym. Tak było nie tylko wygodniej, ale i bezpieczniej. Efektem była produkcja rzeczy niskiej jakości, na przykład sprzęt AGD i RTV, który się nieustannie psuł, czy też awaryjne samochody. Jednak nie wszystko było całkiem złe. Powstały wówczas marki, które były świetnej jakości i które przetrwały do dziś. Niektóre marki, które już nie istnieją, wspominamy z rozrzewnieniem. Nie istnieją już najpopularniejsze gazety w PRL, jak Express Wieczorny, Życie Warszawy, Żyjmy Dłużej, Kobieta i życie itp. Wiele rodzajów sprzętu RTV i AGD odsunęły w niepamięć nowe technologie. Nie ma już pralek wirowych, jak legendarne pralki Frania. Nie ma już magnetofonów szpulowych, czarno-białych telewizorów kineskopowych, czy lampowych odbiorników radiowych. Nikt nie używa dziś syfonów na wodę sodową z nabojami, gdyż wodę gazowaną można dostać w każdym sklepie. Legendarne marki PRL upadły z powodu powstania nowocześniejszych technologii lub dlatego, że producenci nie przetrwali okresu transformacji. Jakie najpopularniejsze marki z czasów PRL przetrwały do dziś: Ludwik, popularny płyn do mycia naczyń, mydło Biały Jeleń, podpaski Bella, zioła Herbapol, mrożonki Hortex, odzież męska Vistula, słodycze: Ptasie Mleczko, batony Prince Polo, cukierki Krówki, Delicje Szampańskie Popularne marki produktów w PRL - legendarne produkty spożywcze Kultowe słodycze i słodkości Co ciekawe, tradycja wyrobów cukierniczych w PRL stała na wysokim poziomie i większość z TOP 10 słodkości PRL nadal istnieje. Nadal możemy smakować PRL-owiskie rarytasy jak: Ptasie Mleczko, Prince Polo, Delicje Szampańskie, cukierki Krówki czy Irysy i lody Bambino. Nadal działają legendarne polskie zakłady cukiernicze Przedwojenna fabryka Wedla została znacjonalizowana i przemianowana na 22 lipca. Z czasów PRL pamiętamy kultowe torciki wedlowskie, pączki Wedla czy cukierki czekoladowe. Obecnie fabryka pod nazwą Wedel należy do japońsko-koreańskiego koncernu Lotte. Jakie legendarne marki żywności z PRL przetrwały do dziś W czasach PRL trudno było o produkty importowane czy luksusowe, jednak jakość zwykłej żywności była zdecydowanie lepsza niż obecnie. Mimo nacjonalizacji i prób kolektywizacji rolnictwa istniała tradycja produkcji rolnej w małych gospodarstwach. Władza ludowa rzucała małym przedsiębiorcom kłody pod nogi, jak się tylko da. Ciężko pracujących sadowników nazywano pogardliwie „badylarzami” i wyśmiewano ich w mediach. Dzięki nim jednak mogliśmy cieszyć się bardziej naturalną i zdrową żywnością. Przedwojenna przetwórnia owocowo-warzywna Tymbark, została upaństwowiona po wojnie. Zaś od 1999 należy do grupy Maspex. Dziś w każdym sklepie widzimy soki i napoje Tymbark. W czasach PRL zioła, soki owocowe i herbaty ziołowe produkowało Zjednoczenie Przemysłu Zielarskiego „Herbapol”. Herbapol nadal istnieje i produkuje zdrową żywność, syropy, suplementy diety itp. Dziś rynek zasypany jest suplementami diety i witaminami. Przetrwały jednak najpopularniejsze w PRL, polskie witaminy Visolvit i Vibovit, w postaci proszku do rozpuszczenia w wodzie. Co ciekawe miały one tak ciekawy, kwaskowy smak, że w czasach PRL wsypywano sobie proszek bezpośrednio do ust, a nawet posypywano nim lody. Do dziś jemy znakomite makarony Lubella. Firma powstała jeszcze w XIX wieku, zaś Po II wojnie przedsiębiorstwo działało jako Państwowe Zakłady Zbożowe. Prócz makaronów Lubella dostarcza kasze, mąki, przekąski i dania na ciepło. Tradycja zagryzania czegoś na spotkaniach znalazła swój wyraz w słynnych słonych paluszkach Lubella, bez których nikt nie wyobrażał sobie spotkania towarzyskiego. Paluszki Lubella istnieją nadal. Tradycja pysznych, polskich wędlin znalazła swój wyraz w marce Krakus. Marka powstała w czasach PRL i została zarejestrowana w USA jako marka polskiej szynki konserwowej na eksport. W Polsce Ludowej szynka konserwowa była marzeniem trudno dostępnym na rynku. Można ją było kupić w Pewexie. Marka Krakus nadal istnieje i oferuje nie tylko szynkę w puszce, lecz także kabanosy, suche kiełbasy, wędzonki i inne. Bar mleczny w Warszawie niedaleko Barbakanu - fot. Ana Paula Hirama lic. CC BY-SA Co ciekawe, nadal istnieją słynne w PRL bary mleczne. W czasach PRL mało kogo ze zwykłych zjadaczy chleba stać było na jedzenie w restauracji. Dlatego też stworzono sieć tanich barów mlecznych, gdzie serwowane były niedrogie dania mączne i mleczne i gdzie stołować się mogli wszyscy, bez względu na zasobność portfela. Niestety bary mleczne odchodzą w niepamięć, zastępowane przez gastronomię fast food. Gdzieniegdzie utrzymują się jednak bary, gdzie nadal można zjeść typowe, polskie dania na bazie mąki i mleka, jak pierogi, naleśniki, kopytka itp. Najpopularniejsze polskie marki RTV i AGD z czasów PRL W czasach PRL mało kto mógł sobie pozwolić na pralkę, lodówkę czy odkurzacz. Aby je dostać, należało polować, zdobywać, zapisywać się na listy kolejkowe i koczować pod sklepem, nawet nocą. W końcu jednak polskie rodziny zaopatrzyły się w te urządzenia, które szanowano, gdyż musiały przetrwać lata. Na rynku PRL dostępny był tylko sprzęt produkcji polskiej, ewentualnie innych demoludów. Jak wyglądało życie w PRL-u Pralki produkowały Zakłady Zmechanizowanego Sprzętu Domowego "Polar" we Wrocławiu. W latach 70. zakłady te rozpoczęły budowę pralek bębnowych na licencji jugosłowiańskiej fabryki Gorenje. W roku 1968 przedsiębiorstwo wyprodukowało pierwszą lodówkę. Od 2006 roku firma została przejęta przez Whirlpool Polska. Pralki małogabarytowe Polar były produkowane do końca XX wieku. Nadal produkowane są lodówki Polar. Nadal istnieje i cieszy się powodzeniem polska marka Amica. Fabryka sprzętu AGD powstała we Wronkach w latach 50. Obecnie firma produkuje kuchnie, okapy, lodówki i zmywarki. Jeśli szukasz więcej ciekawostek, sprawdź także ten artykuł o 10 osobach, które kształtowały opinie Polaków w PRL. Popularne marki produktów PRL - gospodarstwo domowe i odzież Do dziś pamiętamy takie marki z czasów PRL jak szare mydło Biały Jeleń, firmy Pollena czy płyn do naczyń Ludwik. Produkty te można nadal kupić. Dziś mało kto używa szarego mydła, dlatego przedsiębiorstwo nastawiło się na środki czystości i produkty higieniczne hipoalergiczne, jak mydło, płyn do naczyń, płyny do prania itp. Kobiety w czasach PRL miały ogromne problemy z sanitariami. Watę i ligninę coraz trudniej było nabyć w aptekach. Od 1976 Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych (TZMO) zaczęły produkcję podpasek Bella i Donna. Jak wszystko w PRL było je ciężko dostać. Dziś podpaski Bella dostępne są w każdym Rossmanie czy Biedronce. Zastawa stołowa Gerlach w czasach PRL była synonimem luksusu. Sztućce Gerlach dawano na prezenty ślubne lub z ważnych okazji. W domach były starannie przechowywane i wyciągane tylko na święta i specjalne okazje. Firma nadal istnieje. Renomą światową cieszy się marka odzieżowa Vistula, szczególnie koszule męskie tej marki. Po wojnie połączono 4 krakowskie zakłady odzieżowe w Krakowskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego. Później dołączono kolejne zakłady i rozpoczęto produkcję odzieży męskiej, głównie na eksport. W 1967 nazwę państwowego przedsiębiorstwa zmieniono na Zakłady Przemysłu Odzieżowego „Vistula”. Przedsiębiorstwo przetrwało okres transformacji. Po roku 1991 zostało połączone ze spółką Wólczanka a później z W. Kruk Specjalizuje się w wysokiej jakości odzieży męskiej. Istnieje również marka wyrobów jubilerskich Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny? Dla 92,3% czytelników artykuł okazał się być pomocny
Zepsuta szynka jest łatwa do rozpoznania dla każdego. Oto wskazówki mówiące o tym, czy szynka w lodówce się zepsuła. 1. Nieprzyjemny zapach. Jeśli Twój nos, wyczuje nieprzyjemny, siarkowy zapach z szynki, prawdopodobnie jest zepsuta. Zapach ten jest łatwo wyczuwalny i nieprzyjemny. Świeża szynka z kolei powinna pachnieć słono lub (na 5 kg surowca) Surowiec: 1. Wieprzowina kl. I peklowana – 3,5 kg 2. Wieprzowina kl. II peklowana – 0,5 kg 3. Wieprzowina kl. III peklowana – 1,0 kg Do produkcji szynki mielonej stosujemy surowiec otrzymany z wykrawania szynek i łopatek, nieznacznie przetłuszczonych śródmięśniowo. Mięso powinno być dokładnie odtłuszczone, odścięgnione i dobrane barwą. Należy eliminować mięso tzw. rybie, tj. o barwie bladej. Wymagania te dotyczą przede wszystkim mięsa drobnego kl. I, które w gotowym produkcie decyduje o właściwym wyglądzie jego przekroju. Peklowanie: Mięso przeznaczone do produkcji szynki mielonej, otrzymane z wykrawania szynek i łopatek, rozdrabnia się każdą klasą oddzielnie przez szarpak lub ręcznie, krojąc na kawałki 4-6 cm, po czym przesypuje mieszanką peklującą w ilości 3,0 kg mieszanki na 100 kg mięsa i bardzo dokładnie miesza. Mieszanka do peklowania składa się z 98,07 kg soli kuchennej, 1,61 kg saletry i 0,32 kg nitrytu. Można spokojnie zastosować peklosól dodając jedynie saletrę. Jeśli jednak musimy zrobić mieszankę sami, to robimy ją w ten sposób: nitryt rozpuszczamy w piętnastokrotnej ilości wody w stosunku do ilości nitrytu. Sól mieszamy dokładnie z saletrą, po czym taka mieszankę skrapiamy roztworem nitrytu i ponownie mieszamy, do czasu dokładnego wymieszania wszystkich składników. Wymieszane mięso układa się ściśle w naczyniach odpornych na działanie soli, każdą klasę oddzielnie, i wyrównuje dokładnie powierzchnię. Czas peklowania na sucho w temperaturze 4-6 stopni C, przez 24-48 godz. Rozdrabnianie: Po kontroli upeklowania mięsa, wieprzowinę kl. III rozdrabniamy przez siatkę o średnicy oczek 3 mm, wieprzowinę kl. II przez siatkę o średnicy oczek 2 mm, zaś wieprzowiny kl. I nie rozdrabniamy, pozostawiając ja w kawałkach (gdyby były za duże, można je nożem przeciąć na połowę). Mieszanie: Rozdrobnione składniki mieszamy tak długo, aż mięso nabierze kleistości, a poszczególne składniki rozłożą się równomiernie w mieszanej masie. (mieszanie zaczynamy od mieszania wieprzowiny kl. I, potem dodajemy kl. III i na koniec kl. II). Podczas mieszania dodajemy 0,10 kg wody i 0,10 kg glukozy krystalicznej lub 0,10 kg syropu skrobiowego (ziemniaczanego). Przygotowanie puszek: Nie dysponujemy puszkami, więc nasz produkt możemy pasteryzować w szynkowarze lub w słojach. Wymieszaną masą napełniamy włożony do szynkowara rękaw z folii w taki sposób, by wewnątrz nie pozostawiać powietrza. Górny koniec zawiązujemy lub zakładamy na zakładkę i dociskamy niezbyt silnie wieczko. Można czynność te usprawnić, jeśli dysponuje się nadziewarką. Po prostu wystarczy zawiązany lub zgrzany na spodzie rękaw foliowy włożyć do szynkowara, szynkowar pochylić i zbliżyć do wylotu nadziewarki. Górny koniec rękawa założyć na lejek nadziewarki i napełniać jak jelita grube uważając, by do rękawa nie dostało się powietrze. Pasteryzacja: Po zamknięciu szynkowara, należy jak najszybciej przystąpić do pasteryzacji (b. ważne). Czas parzenia, szynki o wadze ok. 2,5 kg wynosi ok. 160-180 min w temp. 80 stopni C. W pierwszej fazie pasteryzacji szynkowar wkładamy do wrzącej wody i jak najszybciej obniżamy jej temperaturę do wymaganych 80 stopni C. Czas pasteryzacji liczymy od czasu uzyskania przez wodę w naczyniu temperatury 80 stopni C. temperatura właściwie zapasteryzowanej szynki powinna wynosić 68,8 stopnia C wewnątrz batonu W podobny sposób można pasteryzować szynkę w słojach, tu jednak z uwagi na możliwość uszkodzenia opakowania szklanego, pasteryzujemy wstawiając słoje do lekko ciepłej wody, która stopniowo podgrzewamy.. Studzenie: Po zakończeniu pasteryzacji szynkowar natychmiast wkładamy do bardzo zimnej wody (ma to ogromne znaczenie na jakość naszej szynki, ilość galarety, jak również utrudnia rozwój drobnoustrojów, które mogą znajdować się jeszcze wewnątrz produktu (można nawet dodać lodu do wody chłodzącej). studzimy w zimnej wodzie przez ok. 3 godz. (maksymalnie do 4 godz). Temperatura produktu powinna spaść do ok. 20 stopni C. Następnie szynkowar wyjmujemy z wody i studzimy przez ok. 12 godz. w temp. 0 – 4 stopnie C. Słoje zaś pozostawiamy w pomieszczeniu chłodnym do samoistnego obniżenia temperatury wewnątrz Autor: Maxell
Szynka 100% mięsa bez konserwantów w plastrach Dolina Dobra 100g. od Super Sprzedawcy. 9, 08 zł. (90,80 zł/kg) 18,07 zł z dostawą. Produkt: Szynka w plastrach Dolina Dobra 100 g. dostawa pojutrze.
1. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno – ile ma kalorii i składników odżywczych? Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno w 100 gramach posiada wartość energetyczną 144 kcal. Zobacz film: "Żywność light pod lupą dietetyka" W produkcie znajduje się wiele składników odżywczych, w tym: 17,97 g białka, 0 g węglowodanów, 0 g cukrów, 0 g błonnika. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno ma w 100 g 7,46 g tłuszczów, w tym: 2,45 g tłuszczów nasyconych, 3,57 g tłuszczów jednonienasyconych, 0,76 g tłuszczów wielonienasyconych. W produkcie jest 38,0 mg cholesterolu. 2. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno – jakie ma witaminy? Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno to produkt zawierający 0 mg witaminy C, 0 µg RAE witaminy A, 0,19 mg witaminy E, 22,0 witaminy D oraz 0 µg witaminy K. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno zawiera również witaminy z grupy B: 0,88 mg witaminy B1, 0,23 mg witaminy B2, 4,59 mg witaminy B3, 68,7 mg witaminy B4, 0,46 mg witaminy B5, 0,46 mg witaminy B6, 6,00 µg witaminy B9, 0,80 µg witaminy B12. 3. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno – jakie ma mikroelementy i makroelementy? Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno ma w sobie: 6,00 mg wapnia, 0,90 mg żelaza, 16,00 mg magnezu, 207 mg fosforu, 334 mg potasu. Ponadto w produkcie znajduje się 1,276 mg sodu, 1,84 mg cynku, 0,08 mg miedzi, 0,02 mg manganu i 22,1 µg selenu. 4. Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno - kalorie i wartości odżywcze Kalorie i wartości odżywcze Zawartośćw 100 g Zawartośćw 140 g (1 szklanka) Wartość energetyczna 144 kcal 202 kcal Białko 17,97 g 25,2 g Węglowodany 0 g 0 g Cukier 0 g 0 g Błonnik 0 g 0 g Tłuszcz 7,46 g 10,44 g Tłuszcze nasycone 2,45 g 3,43 g Tłuszcze jednonienasycone 3,57 g 5,00 g Tłuszcze wielonienasycone 0,76 g 1,06 g Cholesterol 38,0 mg 53,2 mg Witamina C 0 mg 0 mg Peklowana szynka wieprzowa w puszce, na zimno (Flickr) polecamy
CHLEB PEŁNOZIARNISTY w Puszce 500g Racja Wojskowa. od Super Sprzedawcy. Rodzaj mąki. żytnia. Rodzaj wypieku. na drożdżach i zakwasie. 12, 75 zł. 21,74 zł z dostawą. Produkt: Chleb żytni w puszce Trek'n Eat 500 g.
"Nie byłoby w powojennej Polsce żadnego luksusu, gdyby nie Trójmiasto" - twierdzi Aleksandra Boćkowska, autorka książki "Księżyc z Peweksu. O luksusie w PRL". Luksus w PRL-u brzmi jak oksymoron, a jednak występowało takie zjawisko. Jak ten luksus wyglądał? Papier toaletowy, mięso, słodycze, pomarańcze i banany - to jego oblicza. Niektóre lokale, restauracje, hotele, a nawet całe osiedla uważane były za ekskluzywne, a przebywanie w nich pożądane. Te i inne enklawy luksusu znajdowały się w Trójmieście. Jakie dokładnie? Przeczytacie w tym Czy to pamiętasz?Nostalgia i tęsknota za PRL-em Z sondaży wynika, że Polacy coraz bardziej tęsknią za PRL-em. Epoka Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej to okres, który przypadł na lata 1952-1989. Jest on dziś bardzo często wspominany i niejednokrotnie przywoływany w kulturze, a zwłaszcza w literaturze i filmie. Można powiedzieć, że wręcz panuje ostatnio moda na PRL. Cenimy tamto wzornictwo, trzymamy w domach meble i dizajnerskie przedmioty codziennego użytku z tamtych czasów, z sentymentem przywołujemy dawne zwyczaje, wraca moda z czasów PRL-u. Nic dziwnego, że PRL jest żywy w naszej pamięci i kulturze - wszak to nasza najmłodsza historia, którą pokolenia 40-latków i starszych noszą w sercu, a nic tak nie wzbudza sentymentu jak czasy dzieciństwa lub także: Hity PRL-owskiego wzornictwa. "To moda, która nie przeminie" Ale czy faktycznie jest za czym tęsknić? Nostalgia za przeszłością nie zawsze jest równoznaczna z pozytywną oceną tamtego okresu, choć chętnie do niego wracamy. Potwierdzają to nasze artykuły na temat czasów transformacji i lat 90. oraz wcześniejszych dekad, które cieszą się wśród czytelników dużym zainteresowaniem. Dlatego też postanowiliśmy poszerzyć temat Życia z Peweksu, czyli o luksusie w PRL-u i w naszym kolejnym artykule rozwijamy wątek luksusu w erze socjalizmu w także: Tym żyło Trójmiasto 50 lat temuTowary luksusowe: papier toaletowy i szynkaW czasach, w których półki sklepowe świeciły pustkami, a jedzenie i inne towary kupowało się na kartki, najwyższym dobrem stawało się posiadanie i dostęp do tego, czego właśnie Dostęp do czegokolwiek. Bo zawsze były ogromne kłopoty z zaopatrzeniem oraz obowiązywał system rozmaitych reglamentacji - przydziałów, talonów i tak dalej - mówiła Aleksandra Boćkowska w naszym wywiadzie na temat gdyńskiego luksusu w czasach PRL.. Najczęściej pożądane było jedzenie: mięso (zwłaszcza szynka, polędwica, baleron), cukier (słodycze, pomadki, czekolada), cytrusy, przyprawy, banany, a także papierosy i alkohol oraz coca-cola i inne napoje w puszkach, które po wypiciu się zbierało i ustawiało jako ozdoby na półkach - były to swoiste także: Dni bezmięsne - absurdy PRL-u w TrójmieścieTowarem luksusowym był nawet papier toaletowy - niektórzy z nas wciąż pamiętają, jak się chodziło ze zdobytym "naszyjnikiem" ze związanych sznurkiem rolkami papieru, przewieszonym na ramionach. Nic dziwnego, że tak było, skoro "produkowało się rocznie siedem rolek papieru toaletowego na głowę", jak z dumą donosił 22 lutego 1988 r. Dziennik W PRL reglamentowano towary i prawie na wszystko obowiązywały kartki: cukier, masło, margaryna, mięso z kością, papierosy, wódka z możliwością zamiany na tabliczkę czekolady, buty oraz talony na sprzęt gospodarstwa domowego itp. Zawsze "diabli mnie brali", gdy np. nie mogłem zrealizować swojego przydziałowego talonu na buty, ponieważ nie było w sprzedaży określonego rozmiaru czy też interesującego mnie wzoru. Bardzo marzyłem o "zdobyciu" jakichś niedrogich adidasów, niestety zawsze okazywało się, że było to tylko niespełnione marzenie - wspomina w swoich felietonach Edward Roeding, ekonomista i także: Cukier na kartki. Mija kolejna rocznica reglamentacji Oazy luksusu: hale targowe, targowiska, rynkiJednymi z największych oaz luksusu stawały się w związku z tym miejsca handlowe: targowiska, hale targowe, rynki i inne tego typu przybytki, na których można było upolować wyjątkowe towary. Przykładem sztandarowym są Miejskie Hale Targowe w Gdyni, które przez dziesięciolecia umożliwiały dostęp do najbardziej pożądanych produktów krajowych i importowanych oraz marek z całego świata. Większość z nich była niedostępna w sprzedaży detalicznej za okresie PRL-u przyjeżdżano tu na zakupy z całej Polski. Wielu osobom do dziś gdyńskie hale kojarzą się ze smakiem cytrusów, kawy, niemieckich i angielskich czekolad, a także z pierwszymi kupionymi oryginalnymi jeansami, butami sportowymi "Adidas" czy elektronicznym zegarkiem na rękę. Dostawcami tych towarów byli głównie marynarze i ich rodziny lub osoby otrzymujące paczki od krewnych z zagranicy. Na placu targowym handlowano ponadto produktami z tzw. drugiej ręki. Można tam było zakupić używane ubrania, np. kurtki jeansowe, płyty winylowe, modne okulary, a nawet włoskie także: Hala targowa: dawna mekka handlu w GdyniRównież targowiska w Gdańsku były bardzo popularne i oblegane, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, kiedy ludziom zależało na zdobyciu lepszej jakości towarów lub czegoś wyjątkowego. Przykładem jest rynek we Wrzeszczu, który istnieje do dziś, a gdzie można było kupić modne ubrania, elektroniczne gadżety albo pirackie nagrania na kasetach VHS i magnetofonowych. Więcej na ten temat pisaliśmy w osobnym artykule: Rynek we Wrzeszczu jak pudełko czekoladek. Takim miejscem był także Zielony Rynek na Przymorzu, istniejący od 1981 r., który z placu parkingowego, na którym sprzedawali rolnicy z samochodów, przerodził się w targowisko z około 500 stanowiskami handlowymi wszystkich branż. Świątynie luksusu: megasamy, komisy, pedety i delikatesyOczywiście nie tylko na targowiskach się zaopatrywano. Klienci poszukujący towarów zaglądali również do delikatesów, komisów, sklepów kolonialnych, pawilonów handlowych, a także megasamów. Megasamy zaczęły powstawać w latach 70. W środku sklepu klienci mogli swobodnie przemieszczać się z koszykami pomiędzy półkami z artykułami, co było prawdziwą rewolucją jak na tamte czasy. - Świętojańska w dokumentach jest ciemna jak reszta kraju, ale we wspomnieniach pachnie kawą paloną na patelniach przy otwartych oknach. Tu komis, tam kuśnierz, apteka z zagranicznymi lekami i delikatesy ze stoiskiem kolonialnym, w których można też kupić szynkę, zawsze wije się kolejka - pisze o Gdyni Aleksandra Boćkowska w swojej Gdańsku to Wrzeszcz stał się centrum handlowo-usługowym i to tutaj pojawiało się najwięcej wyjątkowych sklepów, takich jak Powszechny Dom Towarowy "Neptun" - otwarty w 1951 r. "Pedet" - jak pisze w swoim artykule Cristal, delikatesy i "Pedet", czyli neonowy Wrzeszcz Jarosław Wasielewski - był przez cały okres PRL-u największym domem towarowym Gdańska. Drugim pod względem popularności obok "Pedetu" był Spółdzielczy Dom Towarowy "Społem", który otwarto już w 1949 r. Po przebudowie od 1961 r. i zmianie nazwy na "Sezam" na trzech piętrach i parterze rozmieszczono 24 działy handlowe, gdzie można było zakupić: wyroby z tworzyw sztucznych, sprzęt RTV i AGD, odzież, zabawki, tekstylia, pasmanterię, obuwie, konfekcję, artykuły sportowe, dekoracyjne. Więcej na jego temat przeczytacie w artykule: Burzliwa historia wrzeszczańskiego "Sezamu".Również w 1961 r. powstał Dom Kupca i Usługowca (choć uchwała o jego budowie była już w 1947 r.) - gmach o pięciu kondygnacjach, każda o powierzchni 570 m kw. Na parterze Domu Kupca już od końca lat 40. działał handel i usługi, cukiernia, pracownia jubilerska, sklep spożywczy. W październiku 1957 r. otwarto tu słynną cukiernię Maraska, w latach 60. zaś przeniosła się tu kawiarnia Maleńka. Najsłynniejszym sklepem był jednak otwarty w 1976 r., zajmujący cały parter budynku, drugi trójmiejski (po Gdyni) i 23. w kraju salon słynnej PRL-owskiej sieci odzieżowej Moda także: Dom Kupca - zapomniana świątynia handlu we Wrzeszczu Luksus z Peweksu i BaltonyZ luksusem w PRL kojarzą nam się dziś głównie Peweksy. W sklepach Przedsiębiorstwa Eksportu Wewnętrznego "Pewex" za dolary i bony towarowe sprzedawano towary z importu, ale i krajowe, w tym polską wódkę. Co można było kupić w Peweksie? Praktycznie wszystko: perfumy, kafelki, piwo w puszkach i amerykańskie papierosy, oryginalne jeansy marki Rifle czy Wrangler i inne ubrania, odtwarzacze wideo, klocki Lego, resoraki firmy Matchbox, lalki Barbie, gumy do żucia z Kaczorem Donaldem, salami, sardynki i ślimaki w puszkach, tkaniny, ale także elektronikę, w tym konsole i komputery Atari, oraz różne zagraniczne alkohole (koniaki i whisky), coca-colę, sprzęt RTV, kosmetyki i W Peweksie można było kupić też samochód. W końcu 1988 r., o ile dobrze pamiętam, Fiat 125 p kosztował ponad 2500 dolarów. Dla uzmysłowienia sobie "wartości" samochodu, to w tym czasie, mając ukończone podwójne studia wyższe (techniczne i ekonomiczne), pracując w stoczni na stanowisku specjalisty projektanta przy projektowaniu nowoczesnych statków, zarabiałem aż ok. 30 dolarów miesięcznie. Kilka miesięcy później, pracując w Holandii jako niewykwalifikowany robotnik, bez znajomości języka, sortując kwiaty, zarabiałem ponad 30 dolarów dziennie - wspomina Edward turystów głównymi klientami Peweksów byli marynarze, którzy część pensji otrzymywali w dodatku dewizowym. Zwykłych zjadaczy chleba raczej nie było stać na zakupy w Peweksie. Tutaj znajdziecie archiwalne artykuły na ten temat zgromadzone w Bałtyckiej Bibliotece Cyfrowej (BBC).Z Gdyni wywodzi się druga sieć sklepów o podobnym charakterze - sklepy i kioski "Baltony", rozwijane od 1984 r. Wcześniej - od 1949 r. - Przedsiębiorstwo Państwowe "Baltona" zajmowało się zaopatrywaniem głównie placówek dyplomatycznych i statków. W 1956 r. rozpoczęło również sprzedaż detaliczną w sklepach oraz na przejściach granicznych. W 1971 r. Baltona "weszła" na pokłady samolotów. Od 1984 r. zajmowała się także sprzedażą wysyłkową towarów z katalogu. Baltona była synonimem luksusu, podobnie jak Peweks. Do kupienia były tam: szynka w puszce, kawa, zagraniczne alkohole i inne towary uważane za luksusowe. Powiew luksusu: hotele jak wyspyPowiewu luksusu szukano nie tylko w miejscach handlowych, polując na wyjątkowe towary, lecz także tam, gdzie pojawiali się turyści z zagranicy, niosący ze sobą aurę lepszego, nieznanego świata. Do takich miejsc należały przede wszystkim hotele, o których Boćkowska pisała, że są jak wyspy, "gdzie zwykli ludzie zaglądali, by posiedzieć w holu i poczuć się trochę jak za granicą. Przecinały się tam drogi artystów, intelektualistów, prywatnych przedsiębiorców, półświatka i cudzoziemców". Do takich wyjątkowych hoteli należały Grand Hotel (dziś Sofitel), Hotel Monopol w Gdańsku (dziś Scandic) czy Hotel Orbis "Gdynia" (dziś Mercure).Ten ostatni otwarto w 1983 r. Słynął on z wystawnych bankietów, różnych pokazów, konkursów i najlepszych balów, odwiedzających go cinkciarzy, a także pięknych tancerek w klubie nocnym Nautica, zwanym potocznie Piekiełkiem (od czerwonego koloru jego ścian). Tutaj też zawsze zatrzymywały się gwiazdy i goście podczas Polskiego Festiwalu Filmów Fabularnych. W Hotelu Gdynia były też sklepy: Pewex, Baltona i jubiler, do których przychodzono tylko po to, żeby popatrzeć na towary, tj.: futra, skórzane torby, pomarańcze i dobre alkohole. Hotel oferował swoim gościom ponadto basen, solarium, saunę i sale konferencyjne. Przeczytaj także: Dawne trójmiejskie świątynie hazardu- Z tego, co pamiętam, to takimi niedostępnymi obiektami dla zwykłego "zjadacza chleba" były w Jelitkowie dwa hotele należące wówczas do Orbisu: hotel Posejdon i Marina. W Oliwie w pawilonach przy ul. Czyżewskiego znajdował się pozakartkowy sklep mięsny, ale to raczej wspomnienia moich rodziców, bo ja urodziłem się w 1965 r. - wspomina Piotr Leżyński, autor strony Smak luksusu: kawiarnie, restauracje, kluby nocneW Hotelu Gdynia znajdowała się także słynna kawiarnia "U Marysieńki". Była to jedna z kilku ekskluzywnych kawiarni w Trójmieście, tuż obok Cafe Cyganeria (najstarszej kawiarni w Trójmieście, istniejącej od 1946 r., o której przeczytacie tutaj: Nowe życie legendarnej Cyganerii) czy kultowej już cukierni Delicje, która została otwarta w 1979 r. i istnieje do dziś, a co ważniejsze zachowała swój wystrój sprzed lat. Niedawno pisaliśmy o tym lokalu w artykule: Kultowa cukiernia Delicje skończyła 42 ekskluzywnych lokali w Trójmieście było wiele, nie tylko kawiarni, ale także restauracji i klubów. Do niektórych restauracji niełatwo było się dostać, a ponadto obowiązywały w nich różne zasady, np. należało być odpowiednio ubranym, czyli koniecznie "pod krawatem". Mało kogo zresztą było stać na jedzenie w takich miejscach, dlatego odwiedzały je raczej elity i polityczni oficjele. Jedno z nich - luksusową gdańską restaurację "Pod Łososiem" - wspomina w swojej książce "Ślepa kuchnia" Monika Milewska. - Odwiedzający w stanie wojennym stołówkę partyjni oficjele wyraźnie nie ufali jej personelowi. Do obsługi ich wizyt w stoczni sprowadzano kucharzy z Warszawy albo korzystano z cateringu, zamawiając wykwintne dania w luksusowej gdańskiej restauracji "Pod Łososiem" - pisze autorka. Z kolei do najsłynniejszych klubów nocnych należał gdyński Maxim, a w Gdańsku kawiarnia i klub nocny Cristal we O Maximie w Gdyni słyszała cała Polska, a bawiła się w nim peerelowska śmietanka towarzyska z całego kraju. Ekskluzywna restauracja, strojna w dzieła sztuki i stylowe meble, z przeszkloną ścianą i widokiem na morze, kilkoma barami i drzewem w środku powstała na przełomie lat 70. i 80. Od początku wabiła obcokrajowców z "zielonymi", marynarzy i cinkciarzy. Rozsławiona przez piosenkę Lady Pank stała się miejscem zabaw, obfitującym w kawior i szampana, ówczesnej elity finansowej - biznesmenów, gwiazd kina i estrady, ale i gangsterów. Drink kosztował tu tyle, ile wynosiła przeciętna pensja - pisze Przemysław Kozłowski na stronie także: Słynne trójmiejskie kluby. Tu bawili się biznesmeni, politycy, gangsterzy, celebryci Zegarkowo, Olimp, rejs Batorym i... zagranicaLudzie w tamtych czasach, szczególnie w okresie "małej stabilizacji" i później, chcieli jednak zaznawać dobrobytu nie tylko od święta. Dla wielu takim luksusem stawała się możliwość zamieszkania w bloku z wielkiej płyty i posiadanie ciasnego, małego, ale własnego "em". Inni marzyli z kolei o zamieszkaniu w najwyższym budynku w mieście w tamtych czasach, który "wnosił do Wrzeszcza odrobinę zachodnioeuropejskiego luksusu - jak pisała o słynnym "Dolarowcu" Anna Sakowicz w powieści "Jaśminowa Saga".Wieżowiec "Olimp" był synonimem luksusu w czasach PRL-u. Nazwa ta pochodzi od nieistniejącej już restauracji, która znajdowała się na ostatnim piętrze budynku. Termin "Dolarowiec" odnosi się z kolei do tego, że mieszkania w budynku można było kupić wyłącznie za dewizy, przede wszystkim dolary. - Choć mieszkania najsłynniejszego wieżowca Wrzeszcza nie były zbyt obszerne, prezentowały nadzwyczaj wysoki standard. Dębowe parkiety w pokojach, kafelki w łazienkach i kuchniach wyposażonych w kuchenki gazowe czy windy na klatkach schodowych sprawiały, że na przełomie lat 60. i 70. można było je nazwać wręcz luksusowymi. Nie bez znaczenia był również widok, który rozciąga się z wyższych kondygnacji. Warto również wspomnieć, że w czasach swojej świetności wrzeszczański wieżowiec był podziwiany nie tylko ze względu na standard mieszkań. Sama jego bryła, zaprojektowana w duchu modernizmu, przywodziła gdańszczanom na myśl widoki z zachodnich metropolii, usianych drapaczami chmur. Namiastką "lepszego świata" był także Pewex, który znajdował się niegdyś na pierwszym piętrze - piszą o "Dolarowcu" Rafał Borowski i Magda Mielke. Również osiedla, takie jak słynne "Zegarkowo", czyli PLO-owskie osiedle domków jednorodzinnych, uważane było za nowobogackie, choć życie tam z luksusem - jak się okazuje - nie miało zbyt wiele wspólnego. Było to pierwsze osiedle zbudowane specjalnie dla marynarzy. Powstało pod koniec lat 50. w Orłowie, między Kępą Redłowską a Aleją Marynarskie rodziny zaciągnęły kredyty, żeby tam zamieszkać. A że były to lata 50., kiedy marynarze z rejsów przywozili przeważnie zegarki, taksówkarze nazwali osiedle "Zegarkowem" - że niby tylko z przemytu zegarków taki majątek. Potem, gdy modne były nylonowe rajstopy, mówiono na osiedle "Nylonowo". Kiedy szykowałam się do rozmów z mieszkańcami osiedla, spodziewałam się opowieści o rozbrykanych marynarzowych, które wolne chwile spędzają na Świętojańskiej w futrze oraz złocie. Dostałam tymczasem obraz zabieganych żon wiecznie nieobecnych mężów, które muszą troszczyć się o koks, by dogrzać domy, o dzieci, o remonty, o grządki, by wykarmić rodzinę, a często również letników. Jak na ówczesne czasy "Zegarkowo" niewątpliwie było wyjątkowe, ale trudno powiedzieć, że luksusowe - zapewnia Aleksandra luksusu, na który w PRL mogły pozwolić sobie tylko jednostki, był rejs transatlantykiem "Batory", wyjazd za granicę i zagranica w ogóle. Ale to już temat na inną opowieść.
29 punktów. Nalewka z pigwy - Pigwówka. od 29,00 zł. −. +. Pojemność. Dodaj do koszyka. Sprawdź w sklepie internetowym Schronisko Bukowina Włoska szynka gotowana krojona - Prosciutto Cotto 100g Bogaty asortyment Brak sztucznych konserwantów i barwników w produktach.
PRL ciekawostki Najważniejsze informacje i ciekawostki o PRL-u, które musisz poznać. Jak wyglądało życie w PRL-u? Początki PRL-u 1) Polska Rzeczpospolita Ludowa, czyli PRL, to oficjalna nazwa państwa polskiego, obejmująca lata 1952-1989. 2) W 1944 roku w Moskwie powstał Manifest PKWN, według którego jedyną prawowitą władzą na terenach wyzwolonych jest Krajowa Rada Narodowa. Oficjalnie nowa konstytucja i nowe władze powstały w Polsce. Tak naprawdę wszystko zostało przygotowane w Rosji i musiało odbywać się za zgodą władz ZSRR. Przez wiele kolejnych lat na terenie Polski przebywały radzieckie jednostki wojskowe, które wraz z aparatem socjalistycznej władzy (wojsko, policja) pilnowały, aby wszystko co działo się w Polsce, było podporządkowane władzom radzieckim (sowieckim). 3) Komitet Centralny Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czyli KC PZPR, założony w 1948 roku, był najważniejszą władzą partii rządzącej. Sekretarzami (czyli przywódcami) PZPR byli, min. Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Edward Gierek i Wojciech Jaruzelski. Były jeszcze dwie inne małe partie, co miało sprawiać wrażenie, że jest pluralizm. Wszyscy jednak wiedzieli, że liczy się tylko PZPR. 4) Plan sześcioletni 1950-1955 zakładał wzmocnienie gospodarcze i obronne kraju. Priorytetem był rozwój przemysłu ciężkiego na wzór ZSRR i likwidacja przejawów szeroko pojętego kapitalizmu. Wszechobecne hasła propagandowe przypominały Polakom o roli PZPR w ich życiu Praca w PRL-u. Przodownicy pracy 5) Włodzimierz Lenin powiedział: „Kto nie pracuje, ten nie je”. Peerelowscy decydenci wzięli sobie do serca te słowa, dlatego od 1950 roku władze wprowadziły nakaz pracy. Za opuszczenie stanowiska pracy, groziła kara pozbawienia wolności do 6 miesięcy lub grzywna 250 tys. (ówczesnych) złotych. W latach 80-ych, gdy system socjalistyczny był coraz mniej wydolny, nie karano już bezrobotnych. 6) Przodownik pracy w PRL-u był osobą, która wykonywała słynne 300% normy za tę samą stawkę, co inni. Partia posługiwała się propagandą i manipulacją, aby podsycić ducha współzawodnictwa. Dla przodowników pracy przewidziane były medale. Najlepsi mogli też otrzymać radio, motocykl, samochód, a nawet mieszkanie. Takie hasło wita odwiedzających muzeum PRL-u w Rudzie Śląskiej. PRL ciekawostki 7) Najsłynniejsi przodownicy pracy, to Piotr Ożański – murarz, Wanda Gościmińska – włókniarka z Łodzi oraz Anna Walentynowicz. Na cześć przodowników śpiewano pochwalne pieśni i tworzono poezję, tworzoną przez socjalistycznych twórców. Być może niektórzy z nich wierzyli, że socjalizm jest systemem lepszym niż „zgniły kapitalizm”. 8) Wielkim świętem w PRL-u było Święto Pracy. 1 Maja we wszystkich miastach odbywały się tłumne pochody z transparentami. Hasła na transparentach wychwalały socjalistyczną władzę. Pochody maszerowały przed zamontowanymi specjalnie na ten dzień trybunami, na których znajdowali się przedstawiciele władzy. Aby zachęcić obywateli do pochodów pierwszomajowych, zaraz po nich na ulicach pojawiały się samochody ciężarowe, z których sprzedawano atrakcyjne towary, głównie spożywcze. Na przykład rzadko spotykane w sklepach rodzaje słodyczy oraz cukier i papier toaletowy. Życie w PRL-u 9) Ważną rolę w życiu mieszkańców socjalistycznej Polski odgrywał kościół katolicki. Mimo indoktrynacji umysłów Polaków, ponad 90% wciąż wierzyło w Boga i zdecydowana większość co niedzielę chodziła do kościoła na mszę. Wiele osób przystępowało do komunii świętej. Ważną rolę w codziennym życiu wielu Polaków pełniły święta – Boże Narodzenie, Wielkanoc oraz inne święta kościelne. 10) Obywatele socjalistycznej Polski niezwykle rzadko mieli okazję podróżować za granicę, a już szczególnie za „żelazną kurtynę” czyli do krajów kapitalistycznych. Otrzymanie paszportu było często nagrodą za służenie władzy. Po powrocie zza granicy, paszport należało oddać. Nie można go było trzymać w swoim domu, jak obecnie i wyjechać poza Polskę, kiedy się chciało. W części przypadków otrzymanie paszportu wiązało się z zostaniem szpiegiem. Po powrocie należało zdać na piśmie specjalne sprawozdanie. 11) W PRL-u nagminne było nadużywanie alkoholu. Piło się dużo i przy każdej okazji. Nałogi i bieda sprawiły, że w 1981 roku, Polska była na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o zgony na gruźlicę. 12) W PRL-u organizowano co roku kilka festiwali piosenki. Najpopularniejsze z nich, to Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, Międzynarodowy Festiwal Piosenki w Sopocie. Był też Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, organizowany w wakacje. Od 1970 r. organizowano festiwal w Jarocinie – Ogólnopolski Przegląd Muzyki Młodej Generacji. Festiwal w Jarocinie dawał młodym ludziom wolność, której byli spragnieni w komunizmie. Kasety nagrywane magnetofonami kasetowymi z tych koncertów pożyczano potem sobie nawzajem, choć jakoś amatorskich nagrań była fatalna. 13) Zapracowani rodzice często nie mieli czasu dla dzieci. Maluchy już od pierwszej klasy (a od 1977 r. od zerówki) na lekcje do szkoły chodziły same lub ze starszym rodzeństwem. Mało kto chodził na dodatkowe zajęcia pozaszkolne. Po lekcjach dzieci bawiły się na podwórku, a dorośli często nie ingerowali w te zabawy. Oczywiście były też w miarę normalne rodziny, jednak życie w PRL-u nie było różowe. Typowe sprzęty w polskich domach okresu PRL-u Zakupy w PRL-u 14) Zwykli Polacy przez niemal cały okres trwania komunizmu cierpieli na brak papieru toaletowego. W 1988 roku telewizja poinformowała, że rocznie produkuje się 7 rolek papieru toaletowego na jedną osobę. 15) W latach 80-tych brakowało nie tylko papieru toaletowego. Naród cierpiał na chroniczne braki żywności. Zakup określonej ilości żywności można było kupić na kartki, które wydawała władza. Oczywiście wraz z oddaniem fragmentu kartki, za kupowany produkt należało zapłacić. Kartki można było zrealizować tylko w miejscu swojego zamieszkania, a nie np. w innym mieście. Wobec takiej sytuacji kwitł czarny rynek. Na targu, choć dozwolona była tylko sprzedaż płodów rolnych, można było kupić deficytowe towary – pachnące mydełko z RFN, szynkę konserwową w puszce, brzoskwinie w zalewie, itp. 16) O tym, jak w czasach PRL-u wyglądały zakupy, współczesna młodzież może żartować i niedowierzać. Szczęściem był przypadkowy zakup papieru toaletowego. Ponieważ jedna osoba mogła kupić nie więcej niż 10 rolek, po godzinie (lub dłużej) spędzonej w długiej kolejce, nie było osoby, która chciała kupić mniej niż 10. Na długi sznurek sprzedawca zakładał 10 rolek, a na końcu sznurek zawiązywał. Powstawał wieniec, z którym dumnie szło się do domu. Po drodze co chwilę ktoś pytał, w którym sklepie to sprzedają i od razu tam biegł. 17) Aby rano kupić meble, pralkę lub lodówkę (były to towary deficytowe), kolejka przed sklepem ustawiała się wieczorem dnia poprzedniego. Tworzono specjalne komitety kolejkowe i wpisywano się na listę, aby nikt spoza komitetu nie wepchał się poza kolejnością, gdy otworzą sklep. Mimo całej nocy oczekiwania przed sklepem, nie było wiadomo jaki towar będzie sprzedawany. Chętny na zakup lodówki kupował pralkę. Zamiast stołu z krzesłami – meblościankę. Należy dodać, że tak „wystany” towar można było zaraz po wyjściu ze sklepu sprzedać po dwu-trzykrotnie wyższej cenie, bo przed sklepem stali chętni na zakup w tej właśnie cenie. Aparaty telefoniczne też wyglądały inaczej niż obecnie. PRL ciekawostki PRL, dolary i PRL-owskie dolary 18) Ewenementem w PRL-u były luksusowe sklepy Pewexu, gdzie towary sprowadzane z Zachodu oraz niektóre poszukiwane towary produkowane w Polsce, można było kupić za amerykańskie dolary. Lub za ich odpowiedniki z Polski – bony towarowe czyli rodzaj banknotów o wartości minimalnie mniejszej niż dolary. Należy dodać, że cena dolara była wtedy bardzo wysoka, więc na zakupy w sklepach Pewexu było stać tylko najbogatszych. Obiekt pożądania dzieci z PRL-u. Balonowa guma Donald była tylko w Pewexie 19) Szczytem marzeń były wtedy spodnie dżinsy z Pewexu (służyły właścicielowi przez wiele lat i budziły zazdrość rówieśników). Młodsi w Pewexach kupowali gumy do żucia Donald, w których były malutkie, kilkuobrazkowe komiksy (historyjki obrazkowe) z bohaterami kreskówek Disneya. 20) Po jakimś czasie powstały w Polsce kantory, w których można było oficjalnie wymienić złotówki na dolary oraz niektóre inne waluty, np. niemieckie marki. Ale i tak istniała „instytucja” konika, zwanego też cinkciarzem. Cinkciarze byli prywatnymi handlarzami walut, działającymi w tzw. szarej strefie. Często stali przed kantorami i też wymieniali waluty, po minimalnie lepszym kursie. Niektórzy byli nieuczciwi i chętni wymiany waluty po okazyjnym kursie, tracili dużo pieniędzy. Polski dolar czyli bon towarowy. Ten miał wartość 0,20 dolara Kolejne ciekawostki o PRL-u 21) W trudnym i szarym życiu w PRL-u pomagał śmiech. Opowiadano polityczne dowcipy (wtedy używano określenia: kawały) o Gierku i innych przywódcach partii, o braku towarów w sklepach, o milicjantach, o radzieckiej władzy. W stanie wojennym krążyły dowcipy o Jaruzelskim, ZOMOwcach i WRON (Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego). Dowcipy polityczne można było opowiadać tylko wśród dobrych znajomych, gdyż zdarzało się, że za ich opowiadanie karano. Można było stracić pracę, a niektórzy trafiali do więzień. Co ciekawe, podobnej treści dowcipy opowiadano też w innych krajach tzw. bloku wschodniego czyli krajach socjalistycznych w Europie wschodniej. Zmieniały się nazwiska bohaterów – Jaruzelski z polskiego dowcipu w dowcipie z NRD był Honeckerem. 22) Powiewem współczesności w PRL-u były początki polskiej telewizji. TVP zaczęła nadawać od lat 50-ych i początkowo mało kto miał telewizor. Szczęśliwi posiadacze zapraszali do swojego mieszkania sąsiadów, na telewizyjne seanse. W 1970 r. zaczął nadawać drugi kanał telewizyjny – TVP2. Choć telewizja w czasach PRL-u była nośnikiem propagandy, powstawało wiele interesujących programów o charakterze kulturalnym. Poza tym do dziś wielu wspomina takie seriale, jak „Bonanza” (western) czy brazylijską „Niewolnicę Isaurę”. Dzieci codziennie o godzinie 19 zasiadały do Dobranocki (emitowano kolejne odcinki różnych kreskówek, Bolka i Lolka). Przy okazji świąt telewizja puszczała amerykańskie kreskówki z Kaczorem Donaldem. To wyjątkowe wydarzenie chętnie oglądały całe rodziny. Obecnie każdy na w swoim telewizorze mnóstwo kanałów do wyboru. W PRL-u, jak już wiemy, był jeden, a potem dwa. Dlatego, jak telewizja emitowała coś szczególnie interesującego, nazajutrz wszyscy to komentowali. Typowe butelki z PRL-u. W środku syfon, w którym była woda gazowana. PRL ciekawostki 23) PRL, to wiele imitacji towarów znanych z Zachodu, o których można było pomarzyć. Zanim to sklepów trafiła Coca-Cola, Polacy pili tańszą, podobną w smaku polską Polo-Coctę. W sklepach były tylko dwa rodzaje białego sera: tłusty i chudy, było kilka rodzajów sera żółtego, piwo było rarytasem, a wina były często bardzo kiepskiej jakości, więc były nazywane sikaczami lub jabolami (piwa z jabłek). 25) Okres PRL-u, to największe sukcesy polskiej piłki nożnej. Gdy grała polska reprezentacja, szczególnie podczas mundiali, wyludniały się ulice polskich miast. Mnóstwo osób kibicowało biało-czerwonym przed telewizorami. 25) Najsłynniejszy, obecnie kultowy samochód PRL-u, to maluch czyli Fiat 126p (o którym krążyło dużo dowcipów). Także Syrena, Warszawa (te dwa montowano w PRL najwcześniej), Polonez, Nysa, Żuk, Tarpan oraz Fiat 125p. W 2000 roku z taśmy zakładu produkcyjnego zjechał ostatni maluch. PRL ciekawostki: (c) (c) zrobiliśmy w Muzeum PRL-u w Rudzie Ślaskiej (5) i Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku (1) Zobacz też:> Ciekawostki o strajkach> Historia telewizji> Ciekawostki historyczne | Tags: Edward Gierek, socjalizm, PRL, Pewex, PZPR, PRL ciekawostki, fiat 126p, PRL jak wyglądało życie, dowcipy w PRL-u, ciekawostki o PRL, sklepy Pewex, życie w PRL, Polska w PRL, przodownicy pracy, blok wschodni, PRL jak było, cinkciarze, dowcipy polityczne PRL, kartki ma mięso, PRL co to, Polska socjalistyczna, PRL w Polsce, PRL wspomnienia, PRL telewizja, PRL ubiór, PRL ubrania, PRL informacje, PRL propaganda, PRL auta, PRL alkohol, PRL słodycze, PRL guma do żucia, PRL samochody, PRL historia, PRL historia prawdziwa, PRL kolejki, PRL zakupy, PRL lata, Polska Rzeczpospolita Ludowa, PRL co to znaczy, PRL od kiedy do kiedy .