Nie mówię o takich badaniach z pracy, bo te to już nie są te same co przed laty. Jak przyjdzie choroba - czego nie życzę! - będzie już za późno i nie pomoże powiedzenie, że człowiek jest tak zagoniony, że nawet nie będzie miał czasu umrzeć. Są różne sposoby spędzania wolnego czasu, tylko trzeba go mieć.
Dzień dobry... Starasz się o maleństwo, wiesz, że zostaniecie rodzicami a może masz już dziecko? Poszukujesz informacji, chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Dołącz do naszej społeczności. Rejestracja jest bezpieczna, darmowa i szybka. A wsparcie i wdzięczność, które otrzymasz - nieocenione. Podoba Ci się? Wskakuj na pokład! Zamiast być gościem korzystaj z wszystkich możliwości. A jeśli masz pytania - pisz śmiało. Ania Ślusarczyk (aniaslu) Zaloguj Zarejestruj Dzisiaj Dzień Ojca i z tej okazji zapraszam cię do wysłuchania rozmowy, której bohaterem jest Patrick Ney. Psycholog, doradca rodzicielski, tata dwóch córeczek, urodzony w Anglii, co w tej historii ma również znaczenie ;) Posłuchaj rozmowy Natomiast o 17:00 zapraszam Cię na live z Agnieszką Hyży - porozmawiamy o rodzicielstwie, macierzyństwie i oczywiście o ojcostwie. O tym co robić z "dobrymi radami". Dołącz reklama Starter tematu wera86 Rozpoczęty 24 Maj 2011 #97 931 U mnie znów rzyganko. Zawsze jak już myślę, że to już za mną to nagle atak Nie możesz się do dobrego przyzwyczajać reklama #97 932 O jaaa. Mój mały dopiero dwa miesiące i mam wracać w okolicy jego roczku, ale w ogóle tego nie widzę, tym bardziej, że zarobię mniej niż mam teraz na miecrzynskim i jeszcze jeździć będzie trzeba i paliwo palić. A nie wiadomo, czy do tego czasu to po 10 zł nie będzie zazdraszczam, że się cieszysz z powrotu #97 933 U mnie znów rzyganko. Zawsze jak już myślę, że to już za mną to nagle atak Ja tak miałam przez całe trzy trymestry który masz tydzień? #97 934 Ja tak miałam przez całe trzy trymestry który masz tydzień? 15tydzien, ale chyba za dużo zjadłam. Nie czułam mdłości i smacznie zajadalam i nagle zwrotka. #97 935 O jaaa. Mój mały dopiero dwa miesiące i mam wracać w okolicy jego roczku, ale w ogóle tego nie widzę, tym bardziej, że zarobię mniej niż mam teraz na miecrzynskim i jeszcze jeździć będzie trzeba i paliwo palić. A nie wiadomo, czy do tego czasu to po 10 zł nie będzie zazdraszczam, że się cieszysz z powrotu No bo ja już trochę w domku siedzę. Zawsze bylam zadowolona z pracy no i też jak za długo w domu siedzę to nie najlepiej na mbie wpływa do października mam czas to poukładać a w międzyczasie wakacje. No I mam super szefa także będę pracować od 8 do 14. #97 936 Jwju mi tak sie nie cgcw wracac bo z tego co dziewczynt mowia to jest taki zapier...l ze dodatek ta nasza dyrka Tylko mojej kierowniczki mi szkoda bo drugiej kiwrownik nie ma i moja tyra za w mojej pracy to bylam w mojej pracy w zeszly czwartek zlozyc wniosek o urlop wychowawczy do konca wiem czy Misia od wrzesnia pojdziw do zlobka bo tak jak mowilam zawaline sa dziecmi ukrainskimi-to nic ze ich mamy nie pracuja po co polskie matku maja wracac do pracy niech w domy siwdza i zahmuja sie dziecmi Nie wiem co komercyjnych w peywatnych zlobkach nie ma wiec zalamana w przyszlym juz cos wiedziec. U nas naprawdę nie ma problemu i że zrobię i przedszkolem na moim zadupiu #97 937 No bo ja już trochę w domku siedzę. Zawsze bylam zadowolona z pracy no i też jak za długo w domu siedzę to nie najlepiej na mbie wpływa do października mam czas to poukładać a w międzyczasie wakacje. No I mam super szefa także będę pracować od 8 do 14. Należy ci się godzina na karmienie piersią. U nas dziewczyny nie karmią a korzystają z tego przywileju #97 938 Jwju mi tak sie nie cgcw wracac bo z tego co dziewczynt mowia to jest taki zapier...l ze dodatek ta nasza dyrka Tylko mojej kierowniczki mi szkoda bo drugiej kiwrownik nie ma i moja tyra za w mojej pracy to bylam w mojej pracy w zeszly czwartek zlozyc wniosek o urlop wychowawczy do konca wiem czy Misia od wrzesnia pojdziw do zlobka bo tak jak mowilam zawaline sa dziecmi ukrainskimi-to nic ze ich mamy nie pracuja po co polskie matku maja wracac do pracy niech w domy siwdza i zahmuja sie dziecmi Nie wiem co komercyjnych w peywatnych zlobkach nie ma wiec zalamana w przyszlym juz cos wiedziec. Ja idę na urlop wychowawczy na rok z własnego wyboru w takim sensie że poprostu chce te pierwsze lata spędzić z dzieckiem nie powiem lubię swoją pracę, ale nie chce póki co go nigdzie oddawać dopiero do przedszkola. #97 939 Nie wiem czy pamiętacie jak pisałam o buncie córki, nawet butem we mnie rzuciła. Teraz od tygodnia jesteśmy w domu, zupełnie inne dziecko, zachowuje się normalnie. Jednak żłobek mojej córce nie służy Musimy męczyć się jeszcze miesiąca. Od razu odpowiem, żłobek na 99% jest ok. obserwowałam panie wielokrotnie, stosunek do dzieci,.ciepłe podejście. Nie znam innej mamy która byłaby niezadowolona. Opiekunki te same, żadnych zmian. W żłobku nie rozpacza a jednak jest jakiś problem. Zaraziłam się od córki mam zapalenia gardła, spałam jakieś trzy godziny, jprdl..Właśnie zadzwoniłam do męża z tekstem "kochanie zapraszam dziś na 17, masz opiekę nad naszą córką" reklama #97 940 Ja idę na urlop wychowawczy na rok z własnego wyboru w takim sensie że poprostu chce te pierwsze lata spędzić z dzieckiem nie powiem lubię swoją pracę, ale nie chce póki co go nigdzie oddawać dopiero do przedszkola. Ja tez bym chciala siedziec z corcia 3 lata ale finansowo nie damy rady
Lyrics to Supran & Astek & Stochu Nie ma czasu pomyśleć: Czas by pomyśleć zawsze jest jednak nie zawsze jest chęć Do życia wstręt nieraz czujesz Find the lyrics and meaning of any song, and watch its music video.
Zapier automatycznie przenosi informacje między aplikacjami internetowymi Zautomatyzuj wymianę danych między aplikacjami Zapier, to narzędzie, które pomaga zautomatyzować powtarzające się zadania między dwiema lub większą liczbą aplikacji. Zapier umożliwia połączenie Interankiet z tysiącami najpopularniejszych aplikacji, dzięki czemu możesz zautomatyzować swoją pracę i mieć więcej czasu na to, co najważniejsze. Gdy zdarzenie ma miejsce w jednej aplikacji, Zapier może nakazać innej aplikacji wykonanie określonej akcji. Gdy połączysz Interankiety z innymi aplikacjami za pomocą zautomatyzowanych przepływów pracy, możesz usprawnić proces umieszczania zebranych informacji dokładnie tam, gdzie chcesz. Oto kilka najpopularniejszych sposobów, w jakie użytkownicy Interankiet mogą zautomatyzować przepływ danych do dzięki serwisowi Zapier. Zbieraj leady Jednym z najpopularniejszych sposobów korzystania z narzędzia do ankiet jest zbieranie informacji o potencjalnych klientach. Zamiast ręcznie przenosić informacje o potencjalnych klientach, skonfiguruj zautomatyzowany przepływ pracy, dzięki czemu informacje nigdy nie zostaną utracone i możesz łatwo się z nimi skontaktować. Na przykład HubSpot, zbudował kreatywne narzędzie do generowania leadów o nazwie MakeMyPersona, które pozwala marketerom tworzyć spersonalizowane persony dla swoich marek. MakeMyPersona jest zasilany przez Zap, który wysyła nowe odpowiedzi z ankiety do WebMerge, gdzie są one przekształcane w stylizowane dokumenty. Zbierz opinie klientów Twoi klienci są podstawą Twojej firmy. Zbieranie od nich informacji zwrotnych pomaga zrozumieć ich potrzeby i rozwiązać je za pomocą produktu lub usługi. Interankiety ułatwiają zbieranie opinii klientów, a Zapier może przenieść je do aplikacji, z których najczęściej korzystasz, zapewniając, że opinie można łatwo wykorzystać. Utwórz zgłoszenia pomocy Czasami klienci nie mają ogólnej opinii, ale raczej pilny problem lub pytanie. Możesz także skonfigurować formularz w swojej witrynie, aby rejestrować pojawiające się problemy klientów. Zapier pomaga przekształcić te wpisy w zgłoszenia do pomocy technicznej, dzięki czemu można je natychmiast rozwiązać. Przydzielaj i współpracuj przy zadaniach Interankiety pozwalają nie tylko zbierać informacje od klientów; mogą również pomóc usprawnić komunikację w zespole. Łącząc ankiety w Interankietach z aplikacją do współpracy, zarządzania projektami lub zadaniami do wykonania z automatyzacją, możesz efektywnie przypisywać zadania i utrzymywać swój zespół na tej samej stronie. Badania newslettera Niewielkim nakładem pracy optymalizuj treści i sposób wysyłki maili. Zwiększaj zaangażowanie czytelników i umacniaj wizerunek marki. Dodaj link do badania na końcu każdego listę kontaktów z Interankiet i wysyłaj osobne badanie satysfakcji Dzięki badaniu satysfakcji klientów po przeczytaniu newslettera, będziesz mógł tworzyć dokładnie takie treści, jakich czytelnicy oczekują. Zapobiegniesz także unsubscribe, aktywizujesz czytelników i pokazujesz, że zależy Ci na ich opinii. Oszczędzaj czas na procesach HR Interankiety mogą również pomóc w zebraniu informacji od osób zainteresowanych współpracą z Twoją firmą. umożliwia zadawanie tych samych pytań wszystkim kandydatom i od razu wyróżnianie najlepszych odpowiedzi dzięki możliwości automatycznego oceniania odpowiedzi. W tym artykule opiszemy kroki potrzebne do uruchomienia integracji. Jako przykład posłuży nam bardzo popularna integracja z Arkuszem Google Sheets w usłudze Google Drive. Czego będziesz potrzebował: konto w serwisie interankietykonto w serwisie Zapier – w w serwisie Google Kroki: Pobierzemy klucz dostępowy API z serwisu interankietyStworzymy integrację w serwisie ZapierUtworzymy arkusz kalkulacyjny na dysku GoogleDokończymy i przetestujemy integrację Krok 1: Klucz API Uwaga, dostęp do API dostępny jest w pakiecie BiznesAby pobrać klucz dostępowy API należy wejść w serwisie interankiety w zakładkę Twoje konto a następnie wybrać link API – Jeżeli w polu tekstowym nie znajduje się klucz składający się z losowych cyfr i liter należy kliknąć przycisk Generuj klucz API Wygenerowany klucz API należy skopiować do schowka. Generowanie klucza API w serwisie Interankiety Krok 2: Integracja w serwisie Zapier Aby użyć aplikacji interankiety należy skorzystać z linku: W serwisie Zapier należy kliknąć przycisk Make a zap następnie w edytorze integracji wybrać aplikację: interankiety po wybraniu aplikacji należy wybrać wyzwalacz New response i przejść do kolejnego kroku. W kolejnym etapie należy połączyć konto Zapier z kontem interankiety. Klikając przycisk Connect account otwiera nam się okno w którym podajemy klucz API wygenerowany w poprzednim kroku. UWAGA! Ważne aby formularz który chcemy zintegrować posiadał przynajmniej jedną odpowiedź Następny ekran pozwoli wybrać nam formularz który chcemy zintegrować. Wybieramy z listy formularz i przechodzimy do kolejnego kroku. Jeżeli wybrany formularz jest właściwy to przechodzimy do kolejnego kroku. Jeżeli nie pojawiły się błędy to oznacza, że możemy teraz połączyć ankietę z wybraną przez nas aplikacją. Krok 3: Przygotowanie arkusza w Google Sheets Na potrzeby tego artykułu opiszemy przykładową integrację z serwisiem Google Drive i aplikacją Google Sheets. W tym celu należy na dysku Google utworzyć arkusz kalkulacyjny Google Sheets. W arkuszu w pierwszym wierszu dodajemy etykiety pól jakie mają odpowiadać pytaniom z naszego formylar, np.: ID | Data utworzenia | Pytanie 1 | Pytanie 2 Krok 4: Dokończenie integracji Wracamy do serwisu Zapier i edytora integracji, po zakończeniu kroku 3 pojawia nam się strona akcji w której ponownie możemy wybrać aplikację do integracji. W tym przykładzie wybierzemy aplikację Google Sheets. W kolejnym kroku należy połączyć konto Google z serwisem Zapier. Po pomyślnym połączeniu kont możemy już dokończyć integrację wybierając z listy rozwijanej arkusz kalkulacyjny który wcześniej przygotowaliśmy. Po właściwym wybraniu arkusza i strony pojawią nam się pola do powiązania. Serwis zapier pobrał pola wpisane w kroku 3 i pozwala teraz przyporządkować do nich pola z przykładowego wypełnienia ankiety. Wybieramy pola które chcemy przesyłać do arkusza Google i następnie zapisujemy krok. W tym momencie serwis Zapier wykonał testowy zapis w naszym arkuszu, wiec można to sprawdzić otwierając arkusz na Dysku Google. Jeżeli wszystko jest w porządku zapisujemy naszą integrację i uruchamiamy proces. Stream mlody korden - nie ma czasu by mlody korden on desktop and mobile. Play over 320 million tracks for free on SoundCloud. Zdaniem prokuratora 51-letni Krzysztof z Antoniowa pod Ozimkiem został zamordowany krótko przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku, choć jego zwłoki znaleziono w rzece dopiero trzy miesiące później. Za zbrodnię został nieprawomocnie skazany Arkadiusz N., mieszkaniec tej samej wioski. Problem w tym, że ofiara była widziana przez kilku niezależnych świadków w czasie, gdy miała już nie żyć. Niejasności w tej sprawie jest więcej. Arkadiusz N. przekonuje, że ktoś wrabia go w tę zbrodnię. - Nie zabiłem Krzysztofa – zarzeka się oskarżony Arkadiusz N., gdy dzwoni do reporterki nto z zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. – W tej sprawie nic nie gra, ale widocznie nie było lepszego kandydata, więc przypięli tę zbrodnie mi. Wyrok pierwszej instancji był dla mnie szokiem, bo przy tak lipnych dowodach spodziewałem się uniewinnienia. Na koniec pojawił się jeszcze świadek, który opowiadał, że słyszał jak się rzekomo odgrażałem, że zabiję P. Dlaczego wcześniej milczał? Sądu to nie Arkadiusz N., nim trafił za kratki, mieszkał w Antoniowie pod Ozimkiem. Był wówczas mężem i ojcem trójki dzieci. Później jego małżeństwo się rozpadło. – Życie zrujnował mi prokurator. Powiedział żonie, żeby się ze mną rozwiodła, bo ja z więzienia nie wyjdę – mówi gorzko. Pokrzywdzonego znał. Krzysztof pomagał mu rąbać drewno na P., rocznik 1968, rozwiedziony, ojciec trójki dzieci. Mieszkał w Antoniowie samotnie. Z policyjnej notatki wynika, że mężczyzna ostatni raz był widziany przez sąsiada tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku. Miał wówczas iść do pobliskiego sklepu. Rodzinie tę wersję potwierdziła ekspedientka. Później kontakt się urwał. P. nie odbierał telefonów od krewnych i nie odpisywał na wiadomości. Początkowo nie byli zdziwieni, bo nieraz mówił, że świąt nie obchodzi. Ale Krzysztof milczał również po świętach. Gdy okazało się, że nie ma go w domu, a z posesji zniknął też jego rower, syn i zięć zgłosili zaginięcie. Było to na dwa dni przed Sylwestrem. Prowadzone przez policję działania przez wiele tygodni nie przynosiły rozwikłania zagadki, choć dokonano analizy bilingów telefonicznych oraz rozpytano w miejscowym półświatku. Krzysztof P. przepadł jak kamień w wodę. 51-latek miał problem z alkoholem. Popadał w wielotygodniowe ciągi, zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale zawsze później nawiązywał kontakt z rodziną. Tuż po Nowym Roku przy korycie rzeki, niedaleko domu zaginionego, znaleziono jego rower. W rowie za domem ujawniono z kolei polarową bluzę, koloru beżowego. 22 grudnia Krzysztof P. był w niej w miejscowym markecie. Potwierdziło to nagranie monitoringu. Uwagę kryminalnych zwróciła również kartka znaleziono w domu zaginionego, na której zanotowano ręcznie „(…) chciał mnie zabić”. Cztery dni później ktoś rozszyfruje, że czyhającym na życie P. miał być niejaki „Chódy” (pisownia oryginalna). Powołany do sprawy biegły nie będzie miał później wątpliwości, że autorem zapisku był Krzysztof. Z notatki policyjnej z 8 stycznia 2020 r., sporządzonej przez funkcjonariusza Komisariatu Policji w Ozimku: „W ramach pracy operacyjnej ustalono, że osobą o pseudonimie „Chódy” może być Arkadiusz N., zamieszkały w Antoniowie (…), przeciwko któremu złożono zawiadomienie dot. gwałtu w dniu 10 września 2019 roku na Pani (tu imię i nazwisko). Świadkiem tych wydarzeń miał być wtedy Krzysztof P., który namawiał Panią (…) do złożenia zawiadomienia oraz zapewniał ją, że może zeznawać w tej sprawie”. Informację taką policjant uzyskał od córki zaginionego. Sytuacji Arkadiusza N. nie poprawiał fakt, że na krótko przed zaginięciem był widziany w towarzystwie Krzysztofa P. w miejscowym sklepie, gdzie kupował alkohol. Dowód na to był niezbity, w postaci zapisu monitoringu. Następnie mężczyźni odjechali skuterem w kierunku Jedlic. I tu ślad się urywa. Przynajmniej dla prokuratury i sądu. 26 marca 2020 r., a więc trzy miesiące po zaginięciu byłego leśniczego, w pobliskich w Dylakach, w miejscu gdzie rzeka Libawka uchodzi do Jeziora Turawskiego, odnaleziono zwłoki mężczyzny. Natknął się na nie spacerowicz. Rodzina rozpoznała, że to zaginiony Krzysztof P. Z aktu oskarżenia wynika, że Arkadiusz N. miał udusić swoją ofiarę w nocy z 22 na 23 grudnia, a następnie ukryć zwłoki przy ujściu rzeki. Prokurator przyjął, że do zabójstwa doszło w domu Krzysztofa P., a następnie sprawca wywiózł zwłoki swoim samochodem. Pokonanie autem drogi od miejsca zamieszkana denata do miejsca ujawnienia zwłok zajmuje około 15-20 minut. Kto i po co ukrył rower? Odpowiedzi na to pytanie w aktach nie znajduję. Kluczowe w takich przypadkach jest znalezienie motywu. Prokurator widział go tak: „Motywem działania podejrzanego była zemsta na Krzysztofie P. w związku ze sprawą usiłowania zgwałcenia (tu imię i nazwisko kobiety). (…) Kwestia ta rozniosła się w lokalnym środowisku, wyśmiewano córkę Arkadiusza N. w szkole. Krzysztof P. rozpowiadał, że Arkadiusz N. jest gwałcicielem”. Do tych zdarzeń doszło 3 miesiące przed tajemniczym zniknięciem Krzysztofa. Mieszkanka Antoniowa zgłosiła wówczas, że sąsiad, czyli Arkadiusz N. próbował ją skrzywdzić. 20 grudnia 2019 r. N. usłyszał zarzut w tej sprawie. Prokurator przyjął, że dwa dni później, w nocy z 22 na 23 grudnia, doszło do sprawie gwałtu zrobiło się głośno za sprawą postu na Facebooku, który zamieściła sama ofiara. Kobieta o zdarzeniu powiedziała też Krzysztofowi P., z którym się przyjaźniła. Mężczyzna miał się wówczas zdenerwować i zadeklarować, że „zrobi porządek z Arkiem”. 43-latek do dziś zarzeka się, że nie próbował zgwałcić sąsiadki (finalnie został za to prawomocnie skazany). Przed prokuratorem twierdził, że Krzysztof P. zagadnął go kiedyś mówiąc, iż pokrzywdzona chce, by P. zeznawał przeciwko Arkadiuszowi. Wspomniał również o imprezie, na której konkubent kobiety „miał przykuć kajdankami Krzyśka do grzejnika i kazał mu zeznać przeciwko mnie za kwotę 10 tys. złotych”. Partnerka Krzysztofa powiedziała później przed sądem, że ona i Krzysztof faktycznie zostali skuci kajdankami przez męża napastowanej kobiety, który był policjantem, ale że ten zrobił to dla żartu. O tym, żeby namawiał P. do składania zeznań przeciwko Arkadiuszowi N. nie słyszała. Krzysztof P. rozwiódł się 8 lat przed zaginięciem. Kobieta, z którą był później w związku, na stałe mieszkała w Niemczech, gdzie pracowała. Opowiedziała policjantom, że jej kochanek często chodził nad kanał znajdujący się obok jego domu, uważał też, że ma nadprzyrodzone moce. Dodała również, że kilka miesięcy wcześniej Krzysztof P. wspominał jej o Radku K., ps. Chudy i Kangur, który miał być agresywny wobec zaginionego. Pseudonim był jednym z tropów, prowadzących do Arkadiusza N., choć on sam twierdzi, że nigdy nie używał ksywy Chudy. Wśród świadków, zeznających na różnych etapach postępowania, pojawiło się co najmniej kilku murowanych „kandydatów” do tego przydomku. Arkadiusz N. po raz pierwszy zostaje zatrzymany 4 lutego 2020 roku, a więc jeszcze przed odnalezieniem zwłok. W protokole odnotowano: „Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że zatrzymany w dniu rok w miejscowości Antoniów dokonał zabójstwa Krzysztofa P. Zachodzi obawa zacierania śladów”. Mężczyzna nie przyznał się wówczas do winy. Potwierdził natomiast, że 22 grudnia podwiózł Krzysztofa P. do sklepu po alkohol, a później zawiózł go na ul. Młyńską i tam się rozstali. Arkadiusz N. twierdzi, że po tym, odstawił skuter, wsiadł w samochód i pojechał na parkingu przy kościele w pobliskim Szczedrzyku, by odreagować kłótnię z żoną. Następnie miał wrócić do domu, wypić w garażu dwa piwa i pójść do domu, gdzie natknął się na żonę. Na korzyść zatrzymanego nie przemawiają kłamstwa, na których został przyłapany. Miesiąc po zaginięciu Krzysztofa, policjanci rozpytywali sąsiadów. Trafili również do Arkadiusz N. oraz jego żony. Powiedzieli, że znają mężczyznę tylko z widzenia, a ostatni raz widzieli go w sobotę przed świętami (czyli P. jechał na rowerze, a oni mieli wówczas wieszać lampki. Arkadiusz dodał jeszcze, że „oni z takimi ludźmi się nie zadają”. O wspólnych zakupach w sklepie nie wspomniał. Przed sądem stwierdził później, że powiedział tak przy żonie, która zabroniła mu się zadawać z alkoholikami. 5 lutego 2020 roku rusza śledztwo. Arkadiusz N. jest podejrzany o to, że „w grudniu 2019, w nieustalonym miejscu, w nieustalony sposób pozbawił życia Krzysztofa P., lat 51, a następnie dokonał ukrycia zwłok (…) w nieustalonym dotychczas miejscu”. W charakterze świadka przesłuchano również żonę podejrzanego. Kobieta stwierdziła, że mąż nie chciał jej powiedzieć, gdzie był 23 grudnia. „Ja jeszcze potem wiele razy pytałam się, gdzie był tej nocy i co robił, ale on mnie zbywał, mówił, że po co do tego wracać, nie chciał powiedzieć, gdzie był. (…) On się zamknął w sobie od tego czasu”. Mężczyzna wkrótce wyszedł na wolność, bo materiał dowodowy był zbyt słaby. W maju 2020 r. Arkadiusz N. zostaje jednak zatrzymany ponownie. Tym, co go obciąża jest znaleziony u niego telefon denata. Dwa dni później, podczas posiedzenia przed sądem w sprawie tymczasowego aresztu twierdzi, ze telefon kupił przez internet. Później zmieni zdanie i będzie utrzymywał, że historyjkę o zakupach przez internet podsunął mu policjant podczas przeszukania, sugerując, że tak będzie dla niego korzystniej. Według nowej wersji (N. podtrzymuje ją do dziś) telefon znalazł nad rzeką, gdy wracał ze swoim psem ze spaceru, ale nie wiedział, do kogo on należy. Co się stało z byłym leśniczym Krzysztof P. mieszkał w budynku dawnej leśniczówki. Żona odeszła od niego, bo nadużywał alkoholu. Miał też długi - zdaniem bliskich „drobne”, choć on sam zwierzał się znajomym, że chodziło o spore kwoty. O szczegółach nie opowiadał. Była żona przyznała przed sądem, że ojciec jej dzieci był lubianym człowiekiem. Dwa tygodnie przed zaginięciem, gdy odwiedziła go z synem, powiedział, że „sobie coś narobił i coś może wyjść”. Mówił, że czegoś się obawia, ale nie powiedział czego, a oni nie dopytywali. Były leśniczy miał swoje zasady, nie wpuszczał raczej ludzi do swojego domu, nawet znajomych. Gdy zaginął, w domu panował rozgardiasz, ale bliscy stwierdzili, że był on typowy dla Krzysztofa P. i nie zauważyli w nim nic niepokojącego. Nie dostrzegli też żadnych śladów walki. W akcie oskarżenia prokurator dowodzi, że do śmierci doszło poprzez zagardlenie (biegły z zakresu medycyny sądowej stwierdził złamanie kości gnykowej i chrząstki krtani). Obrażenia mogły wskazywać, że ofiara była duszona. Zwłoki znajdowały się jednak w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego ekspert nie mógł z całą pewnością potwierdzić, czy to doprowadziło do śmierci Krzysztofa P., czy też mężczyzna na skutek duszenia stracił jedynie przytomność, a później został wrzucony do wody, w wyniku czego nastąpiła śmierć przez utonięcie. Biegły, dopytywany przez sąd, nie był w stanie też wykluczyć, że Krzysztof P. doznał urazu szyi wcześniej, a później utonął i nie było w tym udziału osób trzecich. Specjalista medycyny sądowej stwierdził, że mężczyzna w chwili śmierci był pod wpływem alkoholu. Prokurator przyjął, że do zbrodni doszło w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r. Co ciekawe, pod koniec grudnia policjanci przesłuchali mężczyznę, który znał osobiście Krzysztofa P. Stwierdził on, że 23 grudnia, około godz. a więc w czasie, gdy były leśniczy miał już nie żyć, widział on go w Ozimku za barem Blacha. Jak zeznał świadek, znajomy leżał na ławce, a obok stał jego rower koloru brązowego z koszykiem z tyłu. Świadek szczegółowo opisał, jak mężczyzna był ubrany, choć dodał, że nie rozmawiał z nim, gdyż podejrzewał, iż ten jest nietrzeźwy. Tymczasem inny świadek powiedział policjantom, że zaginionego widział 28 grudnia, a więc 5 dni po rzekomej śmierci, w rejonie Gospody u Mazura w Antoniowie. Krzysztof P. miał wówczas jechać w kierunku Jedlic. Proces Arkadiusza N. ruszył 3 marca 2021 roku przed Sądem Okręgowy w Opolu. Przewodniczącą składu była sędzia Małgorzata Marciniak. Relację z procesu zobaczyła pracownica jednego z ozimeckich sklepów obuwniczych. Skojarzyła wówczas, że Krzysztof P., którego znała osobiście od ponad 30 lat, nie mógł zginąć w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r., gdyż w przeddzień Wigilii, a więc 23 grudnia około godz. 11 był u niej w sklepie, by pożyczyć drobną kwotę. Świadek burzył przyjętą przez prokuratora wersję wydarzeń. Finalnie sąd uznał, że… jego zeznania są „mniej wiarygodne” od innych dowodów. „Nie można też wykluczyć, iż z jakiegoś powodu (kobieta) chciała zeznać korzystnie dla oskarżonego” – konkludował sąd. Dlaczego tak miałoby być, nie wiadomo, zwłaszcza, że Arkadiusz N. twierdzi, że nie zna natomiast przyjąć, iż kobieta i inni świadkowie, którzy widzieli Krzysztofa P. po jego rzekomej dacie śmierci, są wiarygodni koncepcja poszlak łączących się w nierozerwalny ciąg sypie się jak domek z kart. Telefon denata – jak wynika z danych telekomunikacyjnych - zniknął z logowań do BTS 22 grudnia 2019 roku, o godz. (BTS to stacja przekaźnikowa, z którą w danym momencie łączy się telefon). Urządzenie to, w ocenie prokuratury, ponownie zostało aktywowane przez Arkadiusza N. dopiero w marcu 2020 r. Prokurator przyjął, że oskarżony włączył telefon, bo uznał, że organy ścigania przestały się nim interesować. Sąd, po procesie poszlakowym, odnotował w wyroku: „Między godz. a godz. (w odstępie około godziny) zarówno (…) telefon oskarżonego, jak i pokrzywdzonego logowały się w Dylakach, czyli w miejscu znalezienia zwłok Krzysztofa P. Logowania do BTS biegły sądowy stwierdził na podstawie połączeń telefonicznych. Pojawia się więc pytanie, co obaj mężczyźni (a ściślej mówiąc ich telefony) zimową porą, w późnych godzinach wieczorno-nocnych, robili poza domem i to w obszarze BTS, gdzie następnie znaleziono zwłoki pokrzywdzonego”. Czy to przesądza o tym, że mężczyźni byli wówczas obok siebie? Zdaniem biegłego, jeśli BTS jest na otwartej przestrzeni, to połączyć może się z nim telefon, znajdujący się w odległości 3-4 kilometrów. W ekspertyzie sporządzonej przez specjalistę z Katowic czytamy: „na podstawie posiadanych danych można wykazać jedynie, że telefony logowały się do tej samej stacji, tzn. znajdowały się w jej zasięgu. Ze względu na brak dokładniejszych danych nie jest możliwe dokładne określenie położenia telefonów oraz odległości między nimi. Ze względu na duży obszar działania stacji, telefony mogły być obok siebie, jak również mogły być oddalone o kilkaset metrów od siebie”. Logowanie do BTS-ów może być poszlaką w chwili, gdy przyjmiemy, że do zbrodni faktycznie doszło w nocy z 22 na 23 grudnia. To by jednak oznaczało, że kilkoro świadków myliło się, mówiąc, że widziało po tej dacie Krzysztofa P., ewentualnie, że celowo skłamali. Jeśli były leśniczy faktycznie wówczas żył, poszlaka ta powinna trafić do kosza. Zagwozdkę tę mógłby rozwikłać biegły medycyny sądowej, ale zaawansowany stan rozkładu zwłok w chwili ich odnalezienia nie ułatwiał sprawy. Ostatecznie biegły stwierdził, że ustalenie czasu zgonu z kilkudniową dokładnością jest niemożliwe, a zgon mógł nastąpić w okresie „od najmniej kilku tygodni do kilku miesięcy” przed odnalezieniem ciała. Samochód bez śladów denataProkurator przyjął, że zwłoki Krzysztofa P. zostały przetransportowane nad rzekę samochodem Arkadiusza N. Biegły stwierdził, że w samochodzie śladów denata nie znalazł, zastrzegając jednak, że wnętrze auta nie jest przyjaznym miejscem, jeśli chodzi o ślady genetyczne, gdyż w takich warunkach często mają one krótką żywotność. Sąd, na tej podstawie, konkluduje w wyroku: „Z faktu, iż nie stwierdzono śladów dotykowych, nie można wnosić braku obecności osoby w samochodzie, tym bardziej jeżeli była to osoba martwa, u której nie występują odruchy nanoszące materiał biologiczny”.Ekspert wypowiedział się też na okoliczność śladów genetycznych, znalezionych w miejscu zamieszkania denata. Jedynym śladem, który mógłby wskazywać na obecność Arkadiusza N. w domu Krzysztofa P., jest ten pozostawiony na krawędzi stołu. Biegły zastrzega natomiast, że nie da się na tej podstawie wysunąć wniosku jak długo ani kiedy dokładnie oskarżony był w pomieszczeniu. Śladów domniemanego sprawcy nie ujawniono również na niedopałkach papierosów ani na puszkach piwa. W domu nie było też śladów lutym 2022 roku na Komisariat Policji w Ozimku zgłosił się jeszcze jeden świadek, któremu przypomniało się, że ma istotną wiedzę w tej sprawie. Damian P. oświadczył, że w okresie wiosenno-letnim 2019 roku wielokrotnie był z Arkadiuszem N. na rybach. Wędkowali w rejonie domu Krzysztofa P. Oskarżony, przechodząc koło tego domu, miał „przynajmniej czterokrotnie” powiedzieć „kiedyś go zaje…ie” i „kiedyś go zapier…”. Damian P. miał nawet zapytać o powód tych pogróżek, ale – jak twierdzi- usłyszał, że to nieważne. W sprawie pojawił się jeszcze jeden trop. Bliskich Krzysztofa P. zaniepokoił miejscowy przedsiębiorca, mieszkaniec jednej z okolicznych wiosek, który – jeszcze nim odnaleziono ciało – chciał wynająć dom zaginionego z możliwością wykupu. Miesiąc wcześniej – jak wynika z relacji córki denata – ofertę kupna nieruchomości złożył też jej bratu. W przeszłości podobne propozycje miał również otrzymywać sam Krzysztof P. Twierdził, że zainteresowani byli ludzie z Opola i Wrocławia. Sąd ostatecznie ocenił jednak, że ten trop to ślepa uliczka. Sąd Okręgowy w Opolu, wyrokiem z 28 lutego 2022 roku, uznał Arkadiusz N. winnym tego, że „w nocy z 22/23 grudnia 2019 roku w Antoniowie, działając w zamiarze bezpośrednim, poprzez uduszenie, pozbawił życia pokrzywdzonego Krzysztofa P., a następnie dokonał ukrycia zwłok”. 43-latek został skazany na 13 lat pozbawienia w wyroku stwierdził: „Przeprowadzone w sprawie dowody, choć są tu głownie dowody poszlakowe, dają spójny, logiczny i całościowy obraz zdarzeń, a jednocześnie podstawę do przyjęcia winy i sprawstwa oskarżonego w zakresie popełnienia zarzucanego mu czynu. Poszlaki łączą się ze sobą, wzajemnie korespondują i jednocześnie pozwalają wykluczyć inne niż przyjęta wersja zdarzeń. Najbardziej oskarżonego obciążają jego własne wyjaśnienia, które w istotnej dla rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu części, zostały zweryfikowane negatywnie i jednoznaczne dowody z logowania telefonów, dokładnie opisane w opiniach biegłego”.Z wyrokiem nie zgadza się ani prokurator ani oskarżony. Ten pierwszy w wywiedzionej apelacji domaga się 25 lat więzienia. Obrońca Arkadiusza N. żąda uniewinnienia lub skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Oskarżony nie marzy nawet o uniewinnieniu przez sąd apelacyjny. Liczy na to, że sprawa wróci do pierwszej instancji, a nowy skład dostrzeże luki w poszlakach. Termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze przebywa obecnie w jednym z opolskich zakładów karnych , gdzie odbywa karę za usiłowanie gwałtu. Sąd skazał go w tej sprawie na 2 lata ofertyMateriały promocyjne partnera

3K views, 92 likes, 0 loves, 5 comments, 4 shares, Facebook Watch Videos from Ośrodek Szkolenia Kierowców "Master": Nie ma czasu trzeba zapi.:) Oglądajcie do końca :)

Conan Kaźmierski jest największą dumą swojej mamy. Dagmara Kaźmierska na każdym kroku opowiada o nim z takim zachwytem, że aż miło tego słuchać. Fani do tej pory twierdzili, że Conan jest mało samodzielny i gdyby nie mama, to daleko by nie zaszedł, jednak ostatnio naprawdę wziął sprawy w swoje ręce! Conan Kaźmierski na fali? Każdy, kto śledzi regularnie odcinki programu "Królowe Życia" odniósł ostatnio wrażenie, że Conan Kaźmierski wydoroślał. Większość osób pamięta go jeszcze jako "pulpecika", przyklejonego wręcz do swojej mamy. Z czasem Conan przeszedł konkretną metamorfozę i wygląd na to, że nie tylko zewnętrzną, ale również wewnętrzną. Ostatnio telewizja pokazywała go jako dobrze wychowanego, pracowitego młodego mężczyznę, który z szacunkiem odnosi się do swojej mamy i innych kobiet. Dodatkowo Conan postawił też na swój biznes! Conan komentuje swój biznes Conan jest ostatnio bardzo zapracowany, to też rzadko wrzuca nowe posty na Instagram, ale postanowił podsumować ostatnie tygodnie swojego życia. Napisał: Trochę mnie nie było… Studia, treningi, własny biznes, a po drodze jeszcze urodziny. Plan na lody zrodził się w marcu, jakiś kapitał był - zbierany i odkładany do skarpety całe życie, wystarczyło tylko się zorientować i działać. Ile czasu i nerwów to pochłonęło, nie będę pisać, Ci, którzy prowadzą legalne biznesy, wiedzą jak ciężko, szczególnie w gastro. Miała być niespodzianka i dla Was i dla Mamy 10 czerwca (dzień otwarcia lodziarni), ale księgowa poszykowała lekko plany i zadzwoniła do mamy tydzień przed otwarciem, twierdząc, że Conan ma własną firmę… Więc chyba się ktoś pod niego podszywa. Dzięki każdemu, kto był na otwarciu, czy w każdy inny dzień.. Dużo to dla mnie znaczy koledzy, koleżanki. Trzeba zapierdalać i nie narzekać, że ma się pod górkę… Gdy idzie się na szczyt. Conan pokazał też kilka zdjęć, które mają upamiętniać otwarcie lodziarni. Widać dumę wypisaną na jego twarzy. Zobacz w galerii! Conan Kaźmierski o swoim biznesie: "Trzeba zapier***ać!". Fani: "To od mamusi już nie ciągniesz?" Zobacz! Źródło: Zobacz galerię 8 zdjęć
Wcześniej, gdy prospekt mówił mi „nie jestem teraz dostępny, odezwij się do mnie za dwa tygodnie” Nigdy do niego nie wróciłem. Przy 100 wiadomościach dziennie, nie ma czasu na indywidualizację tego wszystkiego, a my nie używamy CRM, więc śledzenie tego jest skomplikowane. Z Piwaa, można „Snooze” i „Follow-up”.
Tadeusz Pawłowski po poniedziałkowym treningu ostro rozmawiał ze swoimi piłkarzami. Trener Śląska myśli już nad następnym sezonem. - Puchary wciąż są możliwe, ale co będzie dalej? - ręczna. Śląsk Wrocław zmiótł Siódemkę i zostaje w PGNiG Superlidze mężczyzn! (ZDJĘCIA)Jeśli ktoś uważał, że trener Tadeusz Pawłowski nie potrafi krzyczeć na swoich piłkarzy, to poniedziałkowy trening zweryfikował tę opinię. Zajęcia były otwarte dla dziennikarzy, przyszło ich niewielu, a że Śląsk tym razem ćwiczył na głównej płycie stadionu przy Oporowskiej, to stanęli dalej, przy krytej trybunie. Pawłowski na koniec zebrał zawodników dookoła siebie, po czym zaczął tłumaczyć coś podniesionym głosem. - Panowie, nie może być tak, że wy przechodzicie półtorej godziny! Tu trzeba zapier*** - mówił ostro rzucając przy tym z rzadka mięsem. Generalnie - miło nie było. Pawłowski tej wiosny dotknął szklanego sufitu, ale jednocześnie stał się też w pewien sposób zakładnikiem własnego sukcesu. Śląsk jesienią był rewelacją, ale w tym roku wyniki ma bardzo słabe. Na 15 meczów w lidze wygrał zaledwie dwa i osiem zremisował. Jest lepszy tylko od GKS-u Bełchatów, który remisów ma mniej, ale tyle samo zwycięstw. Prawda leży gdzieś po środku - drużyna nie jest aż tak mocna, jak jesienią, ale też przecież ma piłkarzy, których stać na lepszą grę. Na domiar złego znów na pierwszy plan często wychodzą kwestie finansowe i właścicielskie. Owszem - sporo długów zostało spłaconych, a piłkarze dostają pensję na czas, ale szkoleniowiec miota się, będąc co pół roku zmuszonym do tego, by szukać tanich zastępców dla dotychczasowych filarów drużyny. Latem 2014 roku odeszli z klubu Dalibor Stevanović, Marian Kelemen czy Adam Kokoszka, zimą do Lechii przeniósł się Sebastian Mila, a latem do Lecha Poznań odejdzie Marco Paixao. - Jestem tu trenerem 15 miesięcy. Od początku mówię, żebyśmy zrobili we Wrocławiu coś razem. Ja zajmuję się sportem, swoją robotą. Nie byłem u żadnego polityka. Nie chodzę do rady nadzorczej - powiedział Pawłowski po meczu z Górnikiem Zabrze zapytany, czy nie kończy mu się cierpliwość na tę sytuację. Do tego dochodzi dramatyczna frekwencja - 5875 osób oglądało mecz z Górnikiem. - Smutno mi jest. To zrobiły ostatnie dwa lata, kiedy działo się wiele negatywnych rzeczy i pisano negatywne artykuły. Gdy gramy w sobotę czy w niedzielę, to ostatnie artykuły są o Mili, Lechii czy zmianie właścicieli, zamiast o samej drużynie. Nie mamy ani jednego reprezentanta Polski, zdecydowanego lidera w środku pola, a do tego brak gwiazd - wyliczał Pawłowski. Pytany o europejskie puchary stwierdził, że awans "jest możliwy", ale należy się zastanowić, co dalej. - Przy obecnej kadrze w I rundzie eliminacji LE nie dalibyśmy rady - dodał. Karkołomny terminarz zakłada, że ten sezon ekstraklasy kończy się 7 czerwca, kolejny zaczyna 17 lipca. I runda eliminacji Ligi Europy zaplanowana jest już na 2 lipca. Gdyby WKS grał w pucharach, piłkarze dostaliby góra dwa tygodnie wolnego.
NIE MA TU CZASU NA ŁZY Lyrics: Wbijam na scenę jak gwiazda zawsze choć tak się jeszcze nie czuje / Znają mnie bloki, znają mnie ludzie, nie wiem co będzie później / Po pracy drzemka potem

Kto oglądał, ten zrozumie ich sens :)- Gdzie się tego nauczyłaś?- Ale czego? Geografii czy historii?- Eee Koniakowski uwielbia baby, ale kręcą go tylko towary z klasą, najwyższa Ooo to koleżanko już nie takie "eee".- (Hahaha). - Masz ponad miesiąc, by Koniakowski zwariował na jej Co takiego? Z tej parweniuszki? Wykluczone! Co to pigmalion?- Kolego?! Nie takie lody się kręciło wiesz?- He, he, he lody powiadasz...- Jak jesteś taki wiracha, to pokaż co potrafisz!- Powiedz: "Na cacy tacy cykuta z cytatą z Tacyta."-(Na razie do wieczora Piter).- Powtórz!- Na caty ta...- Na taty ca...- "Na cacy tacy..."- Na cy na na ...- "Na cacy tacy cykuta..."- Na na caty ta na, kuuu... - To nie wieczór pensjonarki, żeby do czegoś dojść trzeba zapier...- Mówisz do największej doliniary w mieście, nie trać czasu na pierdoły tylko ucz!- Lepiej! Córeczka jest ambitna, to dobrze. Powtarzaj!- Ma my mi mo Ma my mi mo Ała ełe ołu ułu iły yły...- Nic nie kupuje! Wypie.... tam!- Panie ordynatorze ja jestem całkowicie zdrowy, naprawdę! - Aaa Może pan zadzownić do moich znajomych!- A w jakim celu?- Spyta pan czy znają Ale no prosiak to ja kur... no!- Wystarczy, zakneblować go z Nie, nie!- Gdzie trzymamy animal sagax homo?- Na drugim Panie prosiak Pan będzie teraz siedział w pokoju z rosomakiem i łosiem Kwi kwi kwi kwi kwi kwi- Hmmm, Panie Leszku nie dość, że wygląda jak świnia to jeszcze wydaje świńskie odgłosy, eee co za Zwiędnę do Mam dar przywracania kwiatom Liczę na to...- Lody powinno się lizać, wtedy bardziej Lody przede wszystkim powinny być zimne, wtedy nie roztopią się tak szybko...- Moja droga, najważniejsze, żeby lody były słodkie...- Ten nie jest słodki, a spełnia swoją funkcję...- Jesteś niesamowita!- Jasne. Mógłbyś zejść mi z nogi?- Tu Piter, biegiem do nas! Musisz natychmiast nam pomóc!- Ale ja jestem naje... nooo...- Powiem ci jak zrobimy. Pójdziesz kolego siedzieć, a ja załatwię ci wpier... no i codziennie penetrowanie odbytu. Jeśli po tygodniu się nie wysypiesz toś niewinny...Na koniec trylogia: "Jezu ludzie! Wiecie co tam się stało?!"I- Pamiętaj! Masz powiedzieć tylko jedno "Chłopy tam się pali!"- Nie, źle!- "Chłopy" to najzwyczajniejsze spoufalenie i leżysz "Panowie kradną!"- Nic z tego. "Panowie" to zwrot pobudzający męskie ego, a w ogóle za krótkie No to co mam powiedzieć?- To ma być zdanie długie, wywołujące trwogę, która nie pozwoli im sięgnąć do kabury. - Stary takich zdań nie ma!- "Jezu ludzie! Wiecie co tam się stało?!"- Zaaajebiscie!- No! A teraz w wolnych chwilach próbuj aż do skutku...II- "Jezu! Wiecie co się stało?!"- Nie tak! "Jezu ludzie wiecie co TAM się stało?!"- Tak już wiem, już wiem!- "Jezu! Wiecie co się stało?!"- "Co TAM się stało!"- Cholera "Jezu ludzie! Wiecie co tam się stało?!"- Ojejej dużo ćwiczeń przed ludzie! Wiecie co tam się stało?!" x5"Jezu ludzie! Wiecie co tam się stało?!" kurr..."Jezu ludzie! Wiecie co tam się stało?!" x3Jezu zapoooomnialem!!! Co do filmu, fakt nie jest to film ambitny, ale myślę, że takie też powinny powstawać. Jego celem jest raczej rozbawienie widza niż zachęcenie do pobudzenia umysłu. Jeśli chodzi o mnie i moje poczucie humoru, to komedia ta trafiła w nie jak w dziesiątkę! :)7/10

TEMATY OGÓLNE. Chyba każdy ma dość takich ludzi. Nie patrzą nawet na to, czy jest weekend, że ludzie chcą odpocząć, albo jeszcze lepiej - 8 rano i jadą z koksem. Kiedyś można było Zdaniem prokuratora 51-letni Krzysztof z Antoniowa pod Ozimkiem został zamordowany krótko przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku, choć jego zwłoki znaleziono w rzece dopiero trzy miesiące później. Za zbrodnię został nieprawomocnie skazany Arkadiusz N., mieszkaniec tej samej wioski. Problem w tym, że ofiara była widziana przez kilku niezależnych świadków w czasie, gdy miała już nie żyć. Niejasności w tej sprawie jest więcej. Arkadiusz N. przekonuje, że ktoś wrabia go w tę zbrodnię. - Nie zabiłem Krzysztofa – zarzeka się oskarżony Arkadiusz N., gdy dzwoni do reporterki nto z zakładu karnego w Strzelcach Opolskich. – W tej sprawie nic nie gra, ale widocznie nie było lepszego kandydata, więc przypięli tę zbrodnie mi. Wyrok pierwszej instancji był dla mnie szokiem, bo przy tak lipnych dowodach spodziewałem się uniewinnienia. Na koniec pojawił się jeszcze świadek, który opowiadał, że słyszał jak się rzekomo odgrażałem, że zabiję P. Dlaczego wcześniej milczał? Sądu to nie Arkadiusz N., nim trafił za kratki, mieszkał w Antoniowie pod Ozimkiem. Był wówczas mężem i ojcem trójki dzieci. Później jego małżeństwo się rozpadło. – Życie zrujnował mi prokurator. Powiedział żonie, żeby się ze mną rozwiodła, bo ja z więzienia nie wyjdę – mówi gorzko. Pokrzywdzonego znał. Krzysztof pomagał mu rąbać drewno na P., rocznik 1968, rozwiedziony, ojciec trójki dzieci. Mieszkał w Antoniowie samotnie. Z policyjnej notatki wynika, że mężczyzna ostatni raz był widziany przez sąsiada tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2019 roku. Miał wówczas iść do pobliskiego sklepu. Rodzinie tę wersję potwierdziła ekspedientka. Później kontakt się urwał. P. nie odbierał telefonów od krewnych i nie odpisywał na wiadomości. Początkowo nie byli zdziwieni, bo nieraz mówił, że świąt nie obchodzi. Ale Krzysztof milczał również po świętach. Gdy okazało się, że nie ma go w domu, a z posesji zniknął też jego rower, syn i zięć zgłosili zaginięcie. Było to na dwa dni przed Sylwestrem. Prowadzone przez policję działania przez wiele tygodni nie przynosiły rozwikłania zagadki, choć dokonano analizy bilingów telefonicznych oraz rozpytano w miejscowym półświatku. Krzysztof P. przepadł jak kamień w wodę. 51-latek miał problem z alkoholem. Popadał w wielotygodniowe ciągi, zdarzało mu się znikać na kilka dni, ale zawsze później nawiązywał kontakt z rodziną. Tuż po Nowym Roku przy korycie rzeki, niedaleko domu zaginionego, znaleziono jego rower. W rowie za domem ujawniono z kolei polarową bluzę, koloru beżowego. 22 grudnia Krzysztof P. był w niej w miejscowym markecie. Potwierdziło to nagranie monitoringu. Uwagę kryminalnych zwróciła również kartka znaleziono w domu zaginionego, na której zanotowano ręcznie „(…) chciał mnie zabić”. Cztery dni później ktoś rozszyfruje, że czyhającym na życie P. miał być niejaki „Chódy” (pisownia oryginalna). Powołany do sprawy biegły nie będzie miał później wątpliwości, że autorem zapisku był Krzysztof. Z notatki policyjnej z 8 stycznia 2020 r., sporządzonej przez funkcjonariusza Komisariatu Policji w Ozimku: „W ramach pracy operacyjnej ustalono, że osobą o pseudonimie „Chódy” może być Arkadiusz N., zamieszkały w Antoniowie (…), przeciwko któremu złożono zawiadomienie dot. gwałtu w dniu 10 września 2019 roku na Pani (tu imię i nazwisko). Świadkiem tych wydarzeń miał być wtedy Krzysztof P., który namawiał Panią (…) do złożenia zawiadomienia oraz zapewniał ją, że może zeznawać w tej sprawie”. Informację taką policjant uzyskał od córki zaginionego. Sytuacji Arkadiusza N. nie poprawiał fakt, że na krótko przed zaginięciem był widziany w towarzystwie Krzysztofa P. w miejscowym sklepie, gdzie kupował alkohol. Dowód na to był niezbity, w postaci zapisu monitoringu. Następnie mężczyźni odjechali skuterem w kierunku Jedlic. I tu ślad się urywa. Przynajmniej dla prokuratury i sądu. 26 marca 2020 r., a więc trzy miesiące po zaginięciu byłego leśniczego, w pobliskich w Dylakach, w miejscu gdzie rzeka Libawka uchodzi do Jeziora Turawskiego, odnaleziono zwłoki mężczyzny. Natknął się na nie spacerowicz. Rodzina rozpoznała, że to zaginiony Krzysztof P. Z aktu oskarżenia wynika, że Arkadiusz N. miał udusić swoją ofiarę w nocy z 22 na 23 grudnia, a następnie ukryć zwłoki przy ujściu rzeki. Prokurator przyjął, że do zabójstwa doszło w domu Krzysztofa P., a następnie sprawca wywiózł zwłoki swoim samochodem. Pokonanie autem drogi od miejsca zamieszkana denata do miejsca ujawnienia zwłok zajmuje około 15-20 minut. Kto i po co ukrył rower? Odpowiedzi na to pytanie w aktach nie znajduję. Kluczowe w takich przypadkach jest znalezienie motywu. Prokurator widział go tak: „Motywem działania podejrzanego była zemsta na Krzysztofie P. w związku ze sprawą usiłowania zgwałcenia (tu imię i nazwisko kobiety). (…) Kwestia ta rozniosła się w lokalnym środowisku, wyśmiewano córkę Arkadiusza N. w szkole. Krzysztof P. rozpowiadał, że Arkadiusz N. jest gwałcicielem”. Do tych zdarzeń doszło 3 miesiące przed tajemniczym zniknięciem Krzysztofa. Mieszkanka Antoniowa zgłosiła wówczas, że sąsiad, czyli Arkadiusz N. próbował ją skrzywdzić. 20 grudnia 2019 r. N. usłyszał zarzut w tej sprawie. Prokurator przyjął, że dwa dni później, w nocy z 22 na 23 grudnia, doszło do sprawie gwałtu zrobiło się głośno za sprawą postu na Facebooku, który zamieściła sama ofiara. Kobieta o zdarzeniu powiedziała też Krzysztofowi P., z którym się przyjaźniła. Mężczyzna miał się wówczas zdenerwować i zadeklarować, że „zrobi porządek z Arkiem”. 43-latek do dziś zarzeka się, że nie próbował zgwałcić sąsiadki (finalnie został za to prawomocnie skazany). Przed prokuratorem twierdził, że Krzysztof P. zagadnął go kiedyś mówiąc, iż pokrzywdzona chce, by P. zeznawał przeciwko Arkadiuszowi. Wspomniał również o imprezie, na której konkubent kobiety „miał przykuć kajdankami Krzyśka do grzejnika i kazał mu zeznać przeciwko mnie za kwotę 10 tys. złotych”. Partnerka Krzysztofa powiedziała później przed sądem, że ona i Krzysztof faktycznie zostali skuci kajdankami przez męża napastowanej kobiety, który był policjantem, ale że ten zrobił to dla żartu. O tym, żeby namawiał P. do składania zeznań przeciwko Arkadiuszowi N. nie słyszała. Krzysztof P. rozwiódł się 8 lat przed zaginięciem. Kobieta, z którą był później w związku, na stałe mieszkała w Niemczech, gdzie pracowała. Opowiedziała policjantom, że jej kochanek często chodził nad kanał znajdujący się obok jego domu, uważał też, że ma nadprzyrodzone moce. Dodała również, że kilka miesięcy wcześniej Krzysztof P. wspominał jej o Radku K., ps. Chudy i Kangur, który miał być agresywny wobec zaginionego. Pseudonim był jednym z tropów, prowadzących do Arkadiusza N., choć on sam twierdzi, że nigdy nie używał ksywy Chudy. Wśród świadków, zeznających na różnych etapach postępowania, pojawiło się co najmniej kilku murowanych „kandydatów” do tego przydomku. Arkadiusz N. po raz pierwszy zostaje zatrzymany 4 lutego 2020 roku, a więc jeszcze przed odnalezieniem zwłok. W protokole odnotowano: „Istnieje uzasadnione przypuszczenie, że zatrzymany w dniu rok w miejscowości Antoniów dokonał zabójstwa Krzysztofa P. Zachodzi obawa zacierania śladów”. Mężczyzna nie przyznał się wówczas do winy. Potwierdził natomiast, że 22 grudnia podwiózł Krzysztofa P. do sklepu po alkohol, a później zawiózł go na ul. Młyńską i tam się rozstali. Arkadiusz N. twierdzi, że po tym, odstawił skuter, wsiadł w samochód i pojechał na parkingu przy kościele w pobliskim Szczedrzyku, by odreagować kłótnię z żoną. Następnie miał wrócić do domu, wypić w garażu dwa piwa i pójść do domu, gdzie natknął się na żonę. Na korzyść zatrzymanego nie przemawiają kłamstwa, na których został przyłapany. Miesiąc po zaginięciu Krzysztofa, policjanci rozpytywali sąsiadów. Trafili również do Arkadiusz N. oraz jego żony. Powiedzieli, że znają mężczyznę tylko z widzenia, a ostatni raz widzieli go w sobotę przed świętami (czyli P. jechał na rowerze, a oni mieli wówczas wieszać lampki. Arkadiusz dodał jeszcze, że „oni z takimi ludźmi się nie zadają”. O wspólnych zakupach w sklepie nie wspomniał. Przed sądem stwierdził później, że powiedział tak przy żonie, która zabroniła mu się zadawać z alkoholikami. 5 lutego 2020 roku rusza śledztwo. Arkadiusz N. jest podejrzany o to, że „w grudniu 2019, w nieustalonym miejscu, w nieustalony sposób pozbawił życia Krzysztofa P., lat 51, a następnie dokonał ukrycia zwłok (…) w nieustalonym dotychczas miejscu”. W charakterze świadka przesłuchano również żonę podejrzanego. Kobieta stwierdziła, że mąż nie chciał jej powiedzieć, gdzie był 23 grudnia. „Ja jeszcze potem wiele razy pytałam się, gdzie był tej nocy i co robił, ale on mnie zbywał, mówił, że po co do tego wracać, nie chciał powiedzieć, gdzie był. (…) On się zamknął w sobie od tego czasu”. Mężczyzna wkrótce wyszedł na wolność, bo materiał dowodowy był zbyt słaby. W maju 2020 r. Arkadiusz N. zostaje jednak zatrzymany ponownie. Tym, co go obciąża jest znaleziony u niego telefon denata. Dwa dni później, podczas posiedzenia przed sądem w sprawie tymczasowego aresztu twierdzi, ze telefon kupił przez internet. Później zmieni zdanie i będzie utrzymywał, że historyjkę o zakupach przez internet podsunął mu policjant podczas przeszukania, sugerując, że tak będzie dla niego korzystniej. Według nowej wersji (N. podtrzymuje ją do dziś) telefon znalazł nad rzeką, gdy wracał ze swoim psem ze spaceru, ale nie wiedział, do kogo on należy. Co się stało z byłym leśniczym Krzysztof P. mieszkał w budynku dawnej leśniczówki. Żona odeszła od niego, bo nadużywał alkoholu. Miał też długi - zdaniem bliskich „drobne”, choć on sam zwierzał się znajomym, że chodziło o spore kwoty. O szczegółach nie opowiadał. Była żona przyznała przed sądem, że ojciec jej dzieci był lubianym człowiekiem. Dwa tygodnie przed zaginięciem, gdy odwiedziła go z synem, powiedział, że „sobie coś narobił i coś może wyjść”. Mówił, że czegoś się obawia, ale nie powiedział czego, a oni nie dopytywali. Były leśniczy miał swoje zasady, nie wpuszczał raczej ludzi do swojego domu, nawet znajomych. Gdy zaginął, w domu panował rozgardiasz, ale bliscy stwierdzili, że był on typowy dla Krzysztofa P. i nie zauważyli w nim nic niepokojącego. Nie dostrzegli też żadnych śladów walki. W akcie oskarżenia prokurator dowodzi, że do śmierci doszło poprzez zagardlenie (biegły z zakresu medycyny sądowej stwierdził złamanie kości gnykowej i chrząstki krtani). Obrażenia mogły wskazywać, że ofiara była duszona. Zwłoki znajdowały się jednak w stanie zaawansowanego rozkładu, dlatego ekspert nie mógł z całą pewnością potwierdzić, czy to doprowadziło do śmierci Krzysztofa P., czy też mężczyzna na skutek duszenia stracił jedynie przytomność, a później został wrzucony do wody, w wyniku czego nastąpiła śmierć przez utonięcie. Biegły, dopytywany przez sąd, nie był w stanie też wykluczyć, że Krzysztof P. doznał urazu szyi wcześniej, a później utonął i nie było w tym udziału osób trzecich. Specjalista medycyny sądowej stwierdził, że mężczyzna w chwili śmierci był pod wpływem przyjął, że do zbrodni doszło w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r. Co ciekawe, pod koniec grudnia policjanci przesłuchali mężczyznę, który znał osobiście Krzysztofa P. Stwierdził on, że 23 grudnia, około godz. a więc w czasie, gdy były leśniczy miał już nie żyć, widział on go w Ozimku za barem Blacha. Jak zeznał świadek, znajomy leżał na ławce, a obok stał jego rower koloru brązowego z koszykiem z tyłu. Świadek szczegółowo opisał, jak mężczyzna był ubrany, choć dodał, że nie rozmawiał z nim, gdyż podejrzewał, iż ten jest nietrzeźwy. Tymczasem inny świadek powiedział policjantom, że zaginionego widział 28 grudnia, a więc 5 dni po rzekomej śmierci, w rejonie Gospody u Mazura w Antoniowie. Krzysztof P. miał wówczas jechać w kierunku Jedlic. Proces Arkadiusza N. ruszył 3 marca 2021 roku przed Sądem Okręgowy w Opolu. Przewodniczącą składu była sędzia Małgorzata Marciniak. Relację z procesu zobaczyła pracownica jednego z ozimeckich sklepów obuwniczych. Skojarzyła wówczas, że Krzysztof P., którego znała osobiście od ponad 30 lat, nie mógł zginąć w nocy z 22 na 23 grudnia 2019 r., gdyż w przeddzień Wigilii, a więc 23 grudnia około godz. 11 był u niej w sklepie, by pożyczyć drobną kwotę. Świadek burzył przyjętą przez prokuratora wersję wydarzeń. Finalnie sąd uznał, że… jego zeznania są „mniej wiarygodne” od innych dowodów. „Nie można też wykluczyć, iż z jakiegoś powodu (kobieta) chciała zeznać korzystnie dla oskarżonego” – konkludował sąd. Dlaczego tak miałoby być, nie wiadomo, zwłaszcza, że Arkadiusz N. twierdzi, że nie zna natomiast przyjąć, iż kobieta i inni świadkowie, którzy widzieli Krzysztofa P. po jego rzekomej dacie śmierci, są wiarygodni koncepcja poszlak łączących się w nierozerwalny ciąg sypie się jak domek z kart. Telefon denata – jak wynika z danych telekomunikacyjnych - zniknął z logowań do BTS 22 grudnia 2019 roku, o godz. (BTS to stacja przekaźnikowa, z którą w danym momencie łączy się telefon). Urządzenie to, w ocenie prokuratury, ponownie zostało aktywowane przez Arkadiusza N. dopiero w marcu 2020 r. Prokurator przyjął, że oskarżony włączył telefon, bo uznał, że organy ścigania przestały się nim interesować. Sąd, po procesie poszlakowym, odnotował w wyroku: „Między godz. a godz. (w odstępie około godziny) zarówno (…) telefon oskarżonego, jak i pokrzywdzonego logowały się w Dylakach, czyli w miejscu znalezienia zwłok Krzysztofa P. Logowania do BTS biegły sądowy stwierdził na podstawie połączeń telefonicznych. Pojawia się więc pytanie, co obaj mężczyźni (a ściślej mówiąc ich telefony) zimową porą, w późnych godzinach wieczorno-nocnych, robili poza domem i to w obszarze BTS, gdzie następnie znaleziono zwłoki pokrzywdzonego”. Czy to przesądza o tym, że mężczyźni byli wówczas obok siebie? Zdaniem biegłego, jeśli BTS jest na otwartej przestrzeni, to połączyć może się z nim telefon, znajdujący się w odległości 3-4 kilometrów. W ekspertyzie sporządzonej przez specjalistę z Katowic czytamy: „na podstawie posiadanych danych można wykazać jedynie, że telefony logowały się do tej samej stacji, tzn. znajdowały się w jej zasięgu. Ze względu na brak dokładniejszych danych nie jest możliwe dokładne określenie położenia telefonów oraz odległości między nimi. Ze względu na duży obszar działania stacji, telefony mogły być obok siebie, jak również mogły być oddalone o kilkaset metrów od siebie”. Logowanie do BTS-ów może być poszlaką w chwili, gdy przyjmiemy, że do zbrodni faktycznie doszło w nocy z 22 na 23 grudnia. To by jednak oznaczało, że kilkoro świadków myliło się, mówiąc, że widziało po tej dacie Krzysztofa P., ewentualnie, że celowo skłamali. Jeśli były leśniczy faktycznie wówczas żył, poszlaka ta powinna trafić do kosza. Zagwozdkę tę mógłby rozwikłać biegły medycyny sądowej, ale zaawansowany stan rozkładu zwłok w chwili ich odnalezienia nie ułatwiał sprawy. Ostatecznie biegły stwierdził, że ustalenie czasu zgonu z kilkudniową dokładnością jest niemożliwe, a zgon mógł nastąpić w okresie „od najmniej kilku tygodni do kilku miesięcy” przed odnalezieniem ciała. Samochód bez śladów denataProkurator przyjął, że zwłoki Krzysztofa P. zostały przetransportowane nad rzekę samochodem Arkadiusza N. Biegły stwierdził, że w samochodzie śladów denata nie znalazł, zastrzegając jednak, że wnętrze auta nie jest przyjaznym miejscem, jeśli chodzi o ślady genetyczne, gdyż w takich warunkach często mają one krótką żywotność. Sąd, na tej podstawie, konkluduje w wyroku: „Z faktu, iż nie stwierdzono śladów dotykowych, nie można wnosić braku obecności osoby w samochodzie, tym bardziej jeżeli była to osoba martwa, u której nie występują odruchy nanoszące materiał biologiczny”.Ekspert wypowiedział się też na okoliczność śladów genetycznych, znalezionych w miejscu zamieszkania denata. Jedynym śladem, który mógłby wskazywać na obecność Arkadiusza N. w domu Krzysztofa P., jest ten pozostawiony na krawędzi stołu. Biegły zastrzega natomiast, że nie da się na tej podstawie wysunąć wniosku jak długo ani kiedy dokładnie oskarżony był w pomieszczeniu. Śladów domniemanego sprawcy nie ujawniono również na niedopałkach papierosów ani na puszkach piwa. W domu nie było też śladów lutym 2022 roku na Komisariat Policji w Ozimku zgłosił się jeszcze jeden świadek, któremu przypomniało się, że ma istotną wiedzę w tej sprawie. Damian P. oświadczył, że w okresie wiosenno-letnim 2019 roku wielokrotnie był z Arkadiuszem N. na rybach. Wędkowali w rejonie domu Krzysztofa P. Oskarżony, przechodząc koło tego domu, miał „przynajmniej czterokrotnie” powiedzieć „kiedyś go zaje…ie” i „kiedyś go zapier…”. Damian P. miał nawet zapytać o powód tych pogróżek, ale – jak twierdzi- usłyszał, że to nieważne. W sprawie pojawił się jeszcze jeden trop. Bliskich Krzysztofa P. zaniepokoił miejscowy przedsiębiorca, mieszkaniec jednej z okolicznych wiosek, który – jeszcze nim odnaleziono ciało – chciał wynająć dom zaginionego z możliwością wykupu. Miesiąc wcześniej – jak wynika z relacji córki denata – ofertę kupna nieruchomości złożył też jej bratu. W przeszłości podobne propozycje miał również otrzymywać sam Krzysztof P. Twierdził, że zainteresowani byli ludzie z Opola i Wrocławia. Sąd ostatecznie ocenił jednak, że ten trop to ślepa uliczka. Sąd Okręgowy w Opolu, wyrokiem z 28 lutego 2022 roku, uznał Arkadiusz N. winnym tego, że „w nocy z 22/23 grudnia 2019 roku w Antoniowie, działając w zamiarze bezpośrednim, poprzez uduszenie, pozbawił życia pokrzywdzonego Krzysztofa P., a następnie dokonał ukrycia zwłok”. 43-latek został skazany na 13 lat pozbawienia w wyroku stwierdził: „Przeprowadzone w sprawie dowody, choć są tu głownie dowody poszlakowe, dają spójny, logiczny i całościowy obraz zdarzeń, a jednocześnie podstawę do przyjęcia winy i sprawstwa oskarżonego w zakresie popełnienia zarzucanego mu czynu. Poszlaki łączą się ze sobą, wzajemnie korespondują i jednocześnie pozwalają wykluczyć inne niż przyjęta wersja zdarzeń. Najbardziej oskarżonego obciążają jego własne wyjaśnienia, które w istotnej dla rozstrzygnięcia o przedmiocie procesu części, zostały zweryfikowane negatywnie i jednoznaczne dowody z logowania telefonów, dokładnie opisane w opiniach biegłego”.Z wyrokiem nie zgadza się ani prokurator ani oskarżony. Ten pierwszy w wywiedzionej apelacji domaga się 25 lat więzienia. Obrońca Arkadiusza N. żąda uniewinnienia lub skierowania sprawy do ponownego rozpoznania. Oskarżony nie marzy nawet o uniewinnieniu przez sąd apelacyjny. Liczy na to, że sprawa wróci do pierwszej instancji, a nowy skład dostrzeże luki w poszlakach. Termin rozprawy odwoławczej nie został jeszcze przebywa obecnie w jednym z opolskich zakładów karnych , gdzie odbywa karę za usiłowanie gwałtu. Sąd skazał go w tej sprawie na 2 lata ofertyMateriały promocyjne partnera
ԵՒքኒጋաзыየ օኗኬлиդацу угխζиյαΜը ሥիрсεቲ
Епсюχ тΑሌοлациւ ζορሱբуኣе ахኡгխነигу
Σወпеτοκуኄ նεጳኤноνиУгոኗеፍቴ и
Ιцըጇθцизኟշ жաνаπኄጥаԵւቧрθх ժа
Υз еηοፌевр υሻуձተпраዮΣθծኡм аноч
Φоፋαтвиμիኯ ωփяጄԿըжатрի ч
406 views, 17 likes, 4 loves, 0 comments, 0 shares, Facebook Watch Videos from FiT LiFe by Madziara - Magdalena Kloc - Instruktor Fitness: ,,Jeśli jesteś dobrą piłką to im bardziej Cię kopną to tym
Nie będzie zmiany formuły Pucharu Polski. Pod koniec grudnia zagrają w niej drużyny, które po dwóch rundach Polskiej Hokej Ligi zajmą cztery najwyższe miejsca. Już na początku roku debatowano na temat zmiany formuły Pucharu Polski. Mirosław Minkina, prezes Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, chciał urozmaicić te zmagania. Początkowo mówiło się o tym, aby te rozgrywki były wzorowane na tych z piłki nożnej. W rywalizacji miałyby uczestniczyć wszystkie kluby ekstraligi, a także ekipy z MHL. Wszystko miałoby się toczyć systemem pucharowym znanym z polskich stadionów piłkarskich. Pod koniec kwietnia pojawiło się inne rozwiązanie. Zakładało ono rywalizację wyłącznie dla ekip z Polskiej Hokej Ligi, bardzo podobną do tej, jak dotychczas. Otóż bezpośrednią przepustkę do finału miałyby uzyskać dwie najlepsze drużyny po dwóch rundach, a pozostałe dwa miejsca przypadłyby zwycięzcom kwalifikacji, w których zmierzyłyby trzeci zespół z szóstym i czwarty z piątym. Gospodarzami tych spotkań miałyby być zespoły wyżej sklasyfikowane. – Nie będzie zmiany formuły. Wszystko będzie toczyć się według tych samych reguł co rok temu – powiedziała nam Marta Zawadzka, komisarz Polskiej Hokej Ligi. Oznacza to, że w Turnieju Finałowym Pucharu Polski wezmą udział zespoły, które po dwóch rundach zajmą pierwsze cztery miejsca. Półfinały Pucharu Polski odbędą się 28 i 29 grudnia, a finał 30 grudnia.
\n \n \n \n\nnie ma czasu trzeba zapier
Trzeba zapier - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk.

3.9K views, 21 likes, 11 loves, 1 comments, 6 shares, Facebook Watch Videos from MotoPapaj: Niech ta zima już się kończy, noga goi i na koń! Ile można wspominać 樂trzeba zwiedzać, nie spać, zapier..

Do sukcesu nie ma windy trzeba zapier. po linie #fyp #foryou #fitness #motivation #polska. EPMD · Intro
Jednak policja również prowadzi śledztwo i od razu na celownik bierze chłopaków. KAŻDY miał powód dla którego mógłby chcieć zniknięcia swojego kolegi. Praca współlokatorów wcale nie pomaga w śledztwie ponieważ nie jest ona do końca legalna, a przynajmniej jej druga strona. Wszyscy są zabiegani, nie ma czasu. Dżejms daje rade,ratuje świat jak zawsze.Szkoda że bez kultowego zakończenia. co za szmira. to jakies bzdurne romansidlo a nie bond. to jeden wielki blad a nie bond. Gatunek: HD,Sensacyjny, Na prośbę swojego starego przyjaciela, Felixa Leitera z CIA, James Bond bierze udział w misji odbicia porwanego naukowca. Wreszcie pierwszy, pełny trening przeszkodowy w tym roku. Z formą dramatu nie ma, ale inni też nie spią i trzeba zapier ;) Plan: 1. Krótki tor .